Roberto Carlos zapowiedział, że w grudniu tego roku zawiesi buty na kołku. Dodał też, że piłkarską karierę zakończy tam, gdzie jest obecnie – w Anży Machaczkała.
– Mój kontrakt piłkarski z Anży wygasa w styczniu 2013 roku, jednak już w grudniu mogę zakończyć karierę – cytuje brazylijską legendę Realu Madryt hiszpańska „Marca”. – Następnie skupię się na byciu asystentem prezesa Sulejmana Kerimowa. Poprosił mnie, abym pomógł mu zbudować strukturę klubu na kolejne dziesięć lat.
– Nie odchodzę z powodu kontuzji. Odchodzę, ponieważ moja kariera sportowa jest już kompletna. Grałem w Palmeiras, Interze, Realu Madryt… Przeżyłem wszystko, co było do przeżycia jako piłkarz – wspominał były reprezentant Brazylii.
Sukcesy Roberto Carlosa można wyliczać bez końca. On sam przyznaje jednak, że moment, który szczególnie utkwił mu w pamięci, to finał Ligi Mistrzów z 1998 roku. Jego Real Madryt pokonał wówczas Juventus i po wielu latach posuchy w końcu sięgnął po siódmy tytuł najlepszej drużyny w Europie.
– To wiele znaczyło dla mnie i kibiców Realu. Wygraliśmy puchar po 32 latach… Jedyną rzeczą, która doprowadza mnie do szału, jest fakt, że nigdy nie wygrałem z Realem Pucharu Króla – powiedział. – Dwie bramki pamiętam doskonale. Pierwsza to ta strzelona Francji z rzutu wolnego [Puchar Konfederacji w 1997 roku]. Efekt był fantastyczny. Drugą zdobyłem dla Realu Madryt w meczu przeciwko Tenerife.
Na sam koniec Roberto Carlos powiedział, że wierzy, iż to on i Cafu zapoczątkowali wśród bocznych obrońców trend, aby atakować bramkę rywala. – Byliśmy nastawieni bardzo ofensywnie, ale również nas za to krytykowano.
Oto i bramki, o których wspominał gracz Anży Machaczkała.










