Legia Warszawa pokonała 2:0 Zawiszę Bydgoszcz. Mistrz Polski odskoczył w tabeli Lechowi na cztery punkty. W drużynie trenera Heninga Berga nie dzieje się jednak najlepiej. Z ostatnich pięciu spotkań warszawiacy wygrali tylko dwa. Media coraz częściej domagają się rewolucji w stołecznej drużynie. Ale czy jest ona Legii naprawdę potrzebna?
Początek ligowego sezonu był dla wszystkich kibiców Legii trudny. Fani przy Łazienkowskiej dostali od swoich ulubieńców substytut w postaci dobrej gry w europejskich pucharach, którą zachwycała się cała Polska. Kulminacja przyszła w dwumeczu z Celtikiem Glasgow, w którym warszawiacy zaprezentowali grę z popularnych stadionów świata. Tego, co wydarzyło się po tym dwumeczu, przypominać nie trzeba. A jeśli trzeba, to wspomnę tylko, że pewna blondwłosa niewiasta straciła po nim pracę. Piłkarzom nikt jednak nic nie zarzucał. Byli bohaterami, którzy chociaż grali jak nigdy (i wygrali jak nigdy), to przegrali jak zawsze. Ofiarą rozwścieczonych legionistów padła później jeszcze drużyna FK Aktobe. Legia zakwalifikowała się do fazy grupowej Ligi Europy, jednak w swojej własnej lidze nie była liderem. Trener Berg rotował składem, czego nie chcieli mu wybaczyć dziennikarze. Wtedy jednak miał wytłumaczenie: – Skupiamy się na europejskich pucharach. Na fotel lidera Legia wskoczyła dopiero w dziewiątej kolejce po wygranej z Wisłą. Do dziś drużyna mistrza Polski pierwsze miejsce opuściła tylko na jedną kolejkę. Po przegranej 1:3 z Piastem Gliwice.
O ile w Lidze Europy Legia grała bardzo mądrze i co najważniejsze skutecznie, o tyle w lidze zdarzały jej się potknięcia, które drużynie organizacyjnie wyprzedzającej wszystkie inne w Polsce, mającej największy budżet i najlepszych piłkarzy w lidze nie przystają. Porażki z Górnikiem Łęczna, Podbeskidziem czy Pogonią chluby zawodnikom ze stolicy nie przyniosły. W 28 spotkaniach mistrz Polski i aktualny lider tabeli poniósł osiem porażek. Legia potyka się co kilka kroków, nikt nie chce jednak jej przeskoczyć, wszyscy przeciwnicy czekają, aż wstanie i pójdzie dalej. Prezes Leśnodorski nie jest zadowolony z takiej sytuacji. Kilkukrotnie swoje niezadowolenie i rozgoryczenie wyrażał na Twitterze. Media od razu zaczęły spekulować o letnich transferach i o tym, kto z klubem z Łazienkowskiej się pożegna.
O liście, który uczynił z Michała Żyry jednego z najlepszych graczy na świecie, było w mediach sportowych dosyć głośno. Żaden z adresatów listu nie zdecydował się na zimowy zakup „najlepszego młodego piłkarza z Polski od czasów Roberta Lewandowskiego”. Wiadomo, Żyro „nie jest tanim graczem”, ale gdyby, przy jego „nadzwyczajnych” umiejętnościach działacze Legii zdecydowali się na obniżkę ceny, to kto wie, kto wie. Trzeba, już całkiem serio, przyznać, że na reprezentancie Polski może Legia trochę zarobić. Już od półtora sezonu pojawiają się plotki o jego rzekomym transferze. Wszystko wskazuje na to, że latem „Żiru” w końcu odejdzie. I może wcale nie będzie trzeba pisać listów?












