Wielkie turnieje dla Polaków zazwyczaj kończą się po trzech spotkaniach. Wszystkim jest dobrze znany ten scenariusz, a wszelkie ambicje i marzenia rozwiewa w pył wiatr. W Katarze może to zrobić żar lejący się z nieba. Nie ma co udowadniać, że mecz otwarcia to dopiero preludium do prawdziwego turnieju. Dla nas to walka o życie. Zwłaszcza że terminarz ułożył się tak, że pierwszy mecz gramy z największym rywalem do awansu i w przypadku przegranej nasze szanse na awans będą mniejsze niż posiadanie piłki w meczu z Chile.
Mecz z Meksykiem jest absolutnie kluczowy. Czesław Michniewicz liczy się z tym, że choć będzie trudno, to tego spotkania po prostu nie można przegrać. Jeśli na Stadium 974 nie uda się wywalczyć chociaż remisu, to Robert Lewandowski może już praktycznie pakować gacie i polówki do walizki. Tak to niestety wygląda.
Reprezentacja Polski brutalnie weryfikowana przez mecze otwarcia
Będziemy powoływać się na historię, a ta jest strasznie brutalna. Tak się składa, że będzie to dla nas ósmy wielki turniej w XXI wieku, z czego czwarte mistrzostwa świata. Jednak jedynym czempionatem, który możemy zaliczyć do udanych, był ten we Francji. To jedyny raz, gdy wyszliśmy z grupy. Na siedem prób sześć razy odpadaliśmy w grupie. Jeszcze w przedbiegach. To jest jakieś fatum i nieśmieszny żart.
Jest jedna rzecz, która łączy aż sześć turniejów. Porażka w pierwszym meczu, a co bolało jeszcze bardziej, to były to takie spotkania, po których polski naród był wstrząśnięty i zażenowany. Porażki z Koreą, Senegalem czy Słowacją to jedne z tych, które kibic znad Wisły zapamięta do końca życia. To jest nie tylko walka o punkty, ale „o dalsze wsparcie narodu”. Tu nawet nikt nie będzie patrzył na styl. Będzie zwycięstwo, będzie euforia. Mecz z Arabią Saudyjską po ewentualnym zwycięstwie to będzie zupełnie inna bajka.
Graliśmy trzykrotnie na mundialu w XXI wieku. Za każdym razem wygrywaliśmy tylko ostatni, już nieważny mecz. W Katarze raczej wykluczamy ewentualność, że mielibyśmy się spakować już po drugim meczu, bo jednak na początku mierzymy się z Meksykiem i Arabią Saudyjską. Nie ma co ukrywać, że niezdobycie ani jednego punktu będzie katastrofą dla polskiego futbolu. Niestety, ale my jesteśmy zdolni chyba do wszystkiego na mundialu. Za każdym razem jednak oczekiwania były zdecydowanie wyższe niż tym razem. Obecnie te nastroje są mieszane i bardzo ostrożne. Generalnie najlepsza pozycja do ataku i „rozkochania w sobie” społeczeństwa.











