Po nie najgorszym występie na mundialu w Brazylii Francuzi przygotowują się do finałowego turnieju mistrzostw Europy, którego będą gospodarzami. Wydawało się, że gra na własnych boiskach będzie ich dużym atutem. Dotychczasowe gry towarzyskie tego nie potwierdziły – „Les Blues” częściej przegrywają u siebie niż na wyjeździe.
Zaczęło się obiecująco, bo od wygranej z Hiszpanią i Portugalią. Potem było źle (remis z Albanią) i bardzo źle (przegrana z Albanią). Największym zmartwieniem „Trójkolorowych” stała się gra u siebie, a przecież przyszłoroczne mistrzostwa Europy będą rozgrywane właśnie na francuskich boiskach.
Brazylijczycy zdobywają twierdzę Francja
26 marca 2013 roku Francuzi przegrywają na Stade de France w meczu eliminacji mistrzostw świata z ówczesnymi obrońcami tytułu – Hiszpanami. Od tego czasu, przez równo dwa lata, żadna drużyna, która mierzyła się z reprezentacją Francji na jej terenie, nie była w stanie ich pokonać. Francuscy piłkarze z kwitkiem odprawili m.in. Holendrów (wygrana 2:0, jeszcze przed mundialem), zrewanżowali się Hiszpanii (1:0 po golu Loica Remy’ego) i pokonali Portugalię (2:1, bramki Benzemy i Pogby). Zapowiedzią nadejścia słabszej formy był mecz z Albanią rozegrany na Stade de la Route de Lorient w listopadzie ubiegłego roku. „Trójkolorowi”, w składzie których wystąpili m.in. Pogba, Benzema i Griezmann, zaledwie zremisowali ze słabiutkimi Albańczykami 1:1. Mało tego, to goście byli w tym meczu stroną przeważającą i powinni go wygrać.
Co nie udało się Albańczykom pod koniec 2014 roku, dokonali Brazylijczycy na początku 2015. Dokładnie dwa lata po wspomnianym wcześniej spotkaniu z Hiszpanią miejsce w szeregu Francuzom pokazała reprezentacja Brazylii. W meczu rozegranym w podparyskim Saint-Denis dało się zauważyć, że Brazylijczycy byli na innym etapie budowanie drużyny – spotkanie z reprezentacją Francji było dla nich jedną z ostatnich okazji, by zmierzyć się z klasowym rywalem przed zbliżającym się Copa America. U „Trójkolorowych” brakowało zrozumienia. Widać to było, przede wszystkim patrząc na grę pary stoperów Sakho-Varane. Każdy z osobna nie zaliczył najgorszego meczu, problemem w ich grze okazał się brak zgrania. Przesadą byłoby stwierdzenie, że Francuzi byli w tym meczu drużyną dużo gorszą. I oni mieli swoje okazje, a grający w bramce Canarinhos Jefferson musiał kilka razy wspiąć się na szczyt swoich umiejętności. Jednak to Brazylijczycy potrafili przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i pokonali „Les Blues” 3:1.

Jaka piękna katastrofa
Trzy dni później, również u siebie, Francuzi grali z Danią. Zwycięstwo 2:0 mogło dawać nadzieję, że będzie początkiem kolejnej serii udanych meczów na własnym terenie. Nic podobnego. Licznik nieprzegranych meczów we Francji zatrzymał się tym razem na liczbie 1. W kolejnym towarzyskim spotkaniu „Trójkolorowi” musieli uznać wyższość Belgów. Porażka z drugą drużyną rankingu FIFA wstydu może nie przynosi, ale strata czterech bramek na własnym stadionie owszem. Mecz zakończył się wynikiem 3:4, a rozmiary porażki mogły być jeszcze większe, gdyby nie dwie bramki zdobyte przez „Les Blues” w ostatnich minutach gry.











