Na inaugurację 22. kolejki Ekstraklasy Górnik Zabrze bezbramkowo zremisował na własnym boisku z Lechią Gdańsk. Bohaterem zespołu gości bez wątpienia był Paweł Kapsa, który wielokrotnie wybawiał swój zespół z opresji.

Pierwsze dziesięć minut spotkania nieco rozczarowało. Zawodnicy obu drużyn nie kwapili się, by poważniej zagrozić bramce rywala. Pierwszą groźną sytuacją był strzał Pawła Nowaka. Zawodnik Lechii bardzo precyzyjnie uderzył, jednak bardzo wielkimi umiejętnościami popisał się golkiper Górnika Zabrze, Adam Stachowiak. Chwilę później zakotłowało się pod bramką Lechii, gdyż Adam Banaś był o włos od zdobycia gola (trafił w poprzeczkę). Z dobitką pospieszył jeszcze Adam Marciniak, ale nie zdołał wbić piłki do bramki rywali. Kolejny kwadrans to walka w środku pola, kilka ładnych, kombinacyjnych piłek Nowaka, które w ogólnym rozrachunku nie znalazły adresata i sporo chaosu w momencie konstruowania akcji. Obu zespołom brakowało wyraźnie zawodnika, który wziąłby na siebie ciężar rozgrywania piłki.
W drugim kwadransie pierwszej połowy Górnik zaczął przejmować inicjatywę. Dobrze zachowywali się grający na bokach bloku defensywnego Michał Bemben i Mariusz Magiera, którzy bardzo często podłączali się do akcji ofensywnych. Ponadto, trochę zamieszania spowodował sędzia Paweł Gil, który nie ukarał zawodnika Górnika za uderzenie w twarz Lukjanovsa nawet upomnieniem. Górnik miał wielkiego pecha. Jeszcze przed przerwą musiał przeprowadzić dwie zmiany. Z boiska najpierw zszedł kontuzjowany Tomasz Zahorski, a potem na noszach plac gry opuścił pewnie spisujący się w dzisiejszym meczu Adam Banaś, który z podejrzeniem złamania żeber udał się do szpitala. W ich miejsce weszli Gabriel Nowak oraz Adam Danch. Górnik miał przewagę, był bliższy strzelenia gola, jednak obie ekipy schodziły do szatni przy stanie remisowym.

Druga część gry rozpoczęła się od bardzo wysokiego pressingu Lechii Gdańsk, jednak mimo tego, bliżej strzelenia gola byli zawodnicy zabrzańskiego Górnika. Sprowadzony w zimowym okienku transferowym Robert Jeż, fenomenalnie uderzył w kierunku bramki Pawła Kapsy, jednak powracający do składu bramkarz Lechii zachował się w tej sytuacji po profesorku. W kolejnych akcjach Lechia starała się kontratakować, ale próby strzelenia pierwszej bramki były tak nieudane, że powodowały podirytowanie na ławce rezerwowych klubu z Gdańska.











