W pierwszym szlagierowym spotkaniu 8. kolejki Serie A Juventus zremisował z Fiorentiną 1:1.
Mnogość hitów w tej kolejce Serie A sprawia, że zwycięzca jednego z nich – przy dobrym układzie – ma szansę samodzielnie liderować tabeli. Wygrana podbudowałaby z pewnością morale Juventusu, który ostatnio miał problemy ze zdobywaniem kompletu oczek. Wydawało się, że skoro piłkarze z Turynu nie potrafili pokonać Palermo czy Bolonii, to zmobilizują się odpowiednio na spotkanie z Fiorentiną.
Juventus chciał owocnie wykorzystać pierwsze minuty spotkania i żywo ruszył do ataku. Takie nastawienie gospodarzy było wodą na młyn Fiorentiny, która tylko czekała na kontry i błędy rywali w defensywie. Zbyt długo na prezenty ze strony obrony Juve piłkarze „Violi ” nie musieli czekać. Już w 5. minucie rozpędzonego Vargasa nie byli w stanie powstrzymać defensorzy „Starej Damy ”, co Kolumbijczyk skrzętnie wykorzystał, pokonując Buffona. Podopiecznych Ciro Ferrary szybko stracony gol bynajmniej nie podłamał, ba – ich wycieczki w pole karne zaczęły w końcu przynosić skutki w postaci groźnych sytuacji. Jedna z nich zakończyła się bramką. Piękną akcję, w której udział brała aż czwórka zawodników Juventusu, wykończył Amauri, dla którego był to dopiero pierwszy gol w sezonie. Po kontuzji, której napastnik Juventusu doznał w lutym, nie mógł długo przełamać swojej strzeleckiej niemocy.
Pierwsza połowa miała być zwiastunem prawdziwych emocji, których mieliśmy doświadczyć po przerwie. Jak się okazało – nie doczekaliśmy się ich. Oba zespoły sprawiały wrażenie, jakby punkt był wystarczającą zaliczką po ósmej kolejce. Gra toczyła się głównie w środku pola, a zamiast wirtuozerii na boisku dominowały piłkarskie szachy. Dwaj klasowi bramkarze, Buffon i Frey, nie mieli szans na zaprezentowanie pełni swoich umiejętności. Piłka często adresowana była w kierunku trybun lub band reklamowych. Nie pomogły roszady taktyczne – ani Adrian Mutu, który zmienił bezbarwnego dziś Joveticia, ani David Trezeguet nie zmienili losów spotkania.
Patrząc z perspektywy całego spotkania, żadna z drużyn nie zasłużyła na zwycięstwo. Status quo zostaje zachowane. Fiorentina i Juventus mają nadal po tyle samo punktów. W lepszych humorach po tym meczu mogą być zawodnicy Cesare Prandellego, bowiem oni w przeciwieństwie do Juve, nie muszą martwić się niekorzystną passą czterech pojedynków bez wygranej.










