Remis w hicie I ligi


7 maja 2010 Remis w hicie I ligi

ŁKS Łódź zremisował z Pogonią Szczecin 2:2 po bardzo ciekawym i zaciętym pojedynku.


Udostępnij na Udostępnij na

Na stadion przy al. Unii przyszło 3500 widzów. Choć wynik nikogo z fanów łódzkiej drużyny nie satysfakcjonuje, to samo widowisko stało na dobrym poziomie.

Zawodnicy z Łodzi walczyli jak umieli
Zawodnicy z Łodzi walczyli jak umieli (fot. Łukasz Cyraniak / iGol.pl)

Spotkanie zaczęło się od ataków Pogoni. Efektem przewagi „Portowców” był doskonały strzał z 22 metrów, po którym kapitalną paradą popisał się Bogusław Wyparło. Nie minęło 120 sekund, a zawodnicy Pogoni cieszyli się z prowadzenia. Wspaniałym strzałem z dystansu popisał się Petasz, a piłka wylądowała pod poprzeczką bramki bezradnego Wyparły. Później jeszcze piłkarze znad morza zmarnowali sytuację sam na sam z bramkarzem ŁKS-u. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gości.

Na drugą odsłonę ŁKS wyszedł bardzo zmotywowany. Na efekt kibice czekali zaledwie dwie minuty. W zamieszaniu podbramkowym sprytem wykazał się Madejski i płaskim strzałem z bliskiej odległości pokonał bramkarza gości. Kibice nie zdążyli się jednak nacieszyć remisem, bo w 50. minucie padła bramka dla Pogoni. Jej autorem był Krzysztof Hrymowicz, który z trzech metrów skierował piłkę do pustej bramki. Zawodnik „Portowców” był kompletnie niepilnowany i w doskonały sposób wykorzystał wrzutkę z lewego skrzydła.

ŁKS walczył do końca
ŁKS walczył do końca (fot. Bartosz Nowakowski (plasterlodzki.pl))

Po wyjściu na prowadzenie Pogoń dała się zepchnąć do głębokiej defensywy. Jej zawodnicy robili wszystko, by zyskać cenne minuty. Niemal po każdej sytuacji stykowej czy też faulu piłkarza ŁKS-u gracz „Portowców” padał na murawę niczym rażony piorunem. Po chwili w cudowny sposób dochodził jednak do siebie. Na trzy minuty przed upływem regulaminowego czasu gry gospodarze doprowadzili do remisu za sprawą Wolańskiego. Znów w zamieszaniu podbramkowym najlepiej znalazł się piłkarz ŁKS-u i z siedmiu metrów strzałem po ziemi nie dał szans bramkarzowi.

Choć sędzia doliczył aż sześć minut, to wynik nie uległ już zmianie i drużyny podzieliły się punktami. W ostatnich sekundach stuprocentową sytuację miał jeszcze Petasz, ale strzelił milimetry obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Wyparłę. Żadna z ekip nie była zadowolona z wyniku po końcowym gwizdku sędziego.

Najnowsze