W pierwszym meczu rundy rewanżowej T-Mobile Ekstraklasy PGE GKS Bełchatów zmierzył się z Ruchem Chorzów. Mecz miał kilka ciekawych zwrotów akcji, ale w rezultacie obie drużyny zdobyły po jednej bramce. Dla gospodarzy trafił Tomasz Wróbel, stan meczu wyrównał Maciej Jankowski.

Piątkowe spotkanie zapowiadało się interesująco z racji bardzo wyrównanego bilansu obu drużyn w bezpośrednich starciach. W rundzie jesiennej Ruch wygrał przy Cichej 2:1, strzelając bramkę dopiero w doliczonym czasie gry. Drużyna z Chorzowa walczy o najwyższe laury, w przeciwieństwie do bełchatowskiej ekipy, która rundę jesienną zakończyła tuż nad strefą spadkową. Pierwszy pojedynek 16. kolejki TME miał dostarczyć niemałych emocji.

Dokładnie o godz. 18:00 sędzia Marcin Szrek rozpoczął spotkanie, a zarazem rundę wiosenną T-Mobile Ekstraklasy. W grze obu drużyn można było zauważyć spokój. PGE GKS, świadomy swojej pozycji w tabeli, nie chciał już na początku stracić bramki, przez co musiałby ścigać wynik. Ruch po ostatniej porażce z łapiącą wiatr w żagle Lechią również zaczął rozważnie. Kolejna strata punktów mogła mocno pokrzyżować plany podopiecznym Waldemara Fornalika. Ataki pozycyjne, które nie dochodziły do żadnego pola karnego, były domeną obu drużyn w pierwszych dziesięciu minutach. Jednak niespodziewanie w 12. minucie wspaniałą wrzutką popisał się Kamil Kosowski. W polu karnym Wróbel wyprzedził Burligę i mocnym strzałem głową pokonał Peskovicia. Był to ewidentny błąd obrońcy Ruchu, przegrał on bowiem pojedynek z Tomaszem Wróblem, mierzącym zaledwie 168 cm. Co ciekawe, Kosowski tak dokładnie zacentrował z gorszej, prawej nogi. Taki wynik z pewnością zadowalał bełchatowian. Stracona bramka poddenerwowała „Niebieskich”, którzy jak najszybciej chcieli odrobić straty. PGE GKS nastawił się na kontry, licząc na groźne wrzutki Kosowskiego. Ruch nie miał pomysłu na zaskoczenie bełchatowskiej obrony. W 33. minucie po zamieszaniu w polu karnym sędzia Szrek wskazał na wapno. Djokić sfaulował Sawalę, według zawodników Ruchu decyzja była nieprawidłowa. Do piłki podszedł Nowak, ale znakomicie jego intencje wyczuł Pesković. Pod koniec pierwszej części gry obie drużyny wyglądały tak, jakby myślami były w Kijowie, gdzie losowano grupy Euro 2012.











