Choć Zenit Sankt Petersburg jest już mistrzem Rosji, nie rezygnuje z kolejnych zdobyczy punktowych. Te w środę zapewnili fanom w Kazaniu chcący się pokazać rezerwowi. Zremisowali po dobrym meczu z Rubinem Kazań 2:2.
Jako pierwsi z ofensywną inicjatywą wyszli goście. W przodzie Maksima Kanunnikowa uruchomić próbował Siergiej Siemak, ale defensorzy Rubinu łatwo sobie z tym poradzili. Gospodarze szybko ruszyli z akcją rewanżową, którą bez większych problemów przerwał Aleksandar Luković. Okazało się to jedynie wstępem do szturmu, jaki rozpoczął Rubin. Zaraz po tym niewiele zabrakło, by Roman Eremenko zdążył do dośrodkowania Gökdeniza Karadeniza na długi słupek. Chwilę później Siergiejowi Dawidowowi udało się wywalczyć rzut rożny, po którym piłkę odważnie piąstkował Jurij Żewnow. 120 sekund potem znów pokazał się turecki rozgrywający Rubinu. Ponownie posłał piłkę na długi słupek. Ta, minąwszy wszystkich mistrzów Rosji, trafiła do Aleksandra Rjazancewa, który umieścił ją w siatce. 60 sekund później powinno być 1:1. Otrzymawszy futbolówkę od Andrieja Arszawina, Wiktor Fajzulin znalazł się sam na sam z Siergiejem Ryżykowem. Ten kapitalną interwencją uratował swój zespół. Zaraz po tym golkiper Rubinu dobrze wyłapał dośrodkowanie zawodnika Arsenalu.

Drugi kwadrans meczu bardzo pechowo zaczął się dla Siergieja Siemaka. Grający w Zenicie były kapitan Rubinu trafił w słupek. 180 sekund później ładną sztuczką techniczną popisał się Arszawin. Minął dwóch rywali na 30 metrach, po czym spróbował pokonać Ryżykowa. Jednak lekki strzał nie mógł zaskoczyć bramkarza kazańczyków. Tempo gry wyraźnie spadło. Na kolejną groźną akcję musieliśmy czekać do 24. minuty, kiedy wrzutka Aleksandra Aniukowa wpadła w ręce golkipera gospodarzy. Po 120 sekundach kolejnym ładnym dośrodkowaniem popisał się Karadeniz. Tym razem wypatrzył Dawidowa. Był gracz Kubania zdążył do piłki, lecz wybiegł z nią za linię końcową. Po kolejnej wyłapanej futbolówce przez Ryżykowa strzału głową spróbował Nelson Valdez, lecz bez powodzenia.
Napór Rubinu trwał. Mimo że Karadeniz uciekł Aniukowowi, kapitan Zenitu zdołał go dogonić i mu przeszkodzić. Na rewanż goście czekali do 35. minuty. U bramki rywala szarpnął Kanunnikow, lecz wyjechał z piłką za linię końcową. 240 sekund później ponownie inicjatywę przejął Rubin. Z dystansu spróbował Bebars Natcho, lecz swoje uderzenie raczej kierował Panu Bogu w okno. Gdy do końca pierwszej połowy brakowało trzech minut, bardzo nieładnie zachował się Bruno Alves. Ostro zaatakował od tyłu Valdeza i mógł się cieszyć, że obejrzał tylko żółtą kartkę. Okazało się to ostatnim wydarzeniem godnym odnotowania w pierwszych 45 minutach.
Drugą połowę świetnie rozpoczął Zenit. Tuż po wznowieniu gry sam na sam z Ryżykowem wyszedł Arszawin, lecz golkiper kazańczyków znów popisał się znakomitym kunsztem. 120 sekund później zawodnik Arsenalu nieudanie próbował dośrodkowywać futbolówkę po zagraniu Igora Denisowa. Bramka dla Zenitu wisiała w powietrzu i padła. Po kolejnej minucie podanie kapitana „Sbonej” otrzymał Siemak. Były gracz Rubinu z zimną krwią doprowadził do wyrównania. Niedługo po tym błąd popełnił Oleg Kuzmin, dając Siemakowi następną okazję do pokonania Ryżykowa. Tym razem jednak pomocnik nie trafił. Niedługo po tym wrzutka Arszawina poleciała w kierunku Aleksandra Bucharowa. Kolejny były zawodnik kazańczyków trafił jednak wprost w ręce bramkarza. Po drugiej stronie Żewnowa próbował zaskoczyć Dawidow, lecz nie sprawił wiele problemów golkiperowi. Po tym, jak Ryżykow uprzedził na przedpolu Arszawina, na strzał z dystansu zdecydował się Natcho. Piłka, odbiwszy się od jednego z rywali, kompletnie zaskoczyła Żewnowa.










