W meczu inaugurującym dwudziestą kolejkę włoskiej Serie A pomiędzy Napoli a Fiorentiną kibice nie mieli okazji zobaczyć goli. Spotkanie zakończyło się wynikiem bezbramkowym, z czego bardziej zadowoleni wydawali się zawodnicy „Fioletowych”. Dobre spotkanie rozegrał w barwach gości nasz rodak, Artur Boruc, który zaliczył kolejne 90 minut.
Pierwsza godna uwagi kibica okazja do zdobycia bramki na obiekcie San Paolo miała natomiast miejsce już w 3. minucie gry. Wtedy to właśnie strzał na bramkę oddał najlepszy obecnie strzelec ligi włoskiej, Edinson Cavani. Jak się jednak okazało, podanie José Ernesto Sosy zostało zaprzepaszczone, gdyż zawodnik oddał strzał niczym gracz zawodowej ligi NFL. Około 8. minuty meczu szansę na dotknięcie piłki z kolei otrzymał golkiper „Violi”, Artur Boruc, który udanie interweniował po strzale zbiegającego do linii końcowej boiska Cavaniego.

Po pierwszych minutach spotkania można było wyciągnąć wniosek, jakoby atmosfera na obiekcie w Neapolu odrobinę onieśmielała piłkarzy gości. Gorąca publiczność trzymająca kciuki za gospodarzy od samego początku tworzyła fantastyczny doping. Dopiero pod koniec pierwszego kwadransa podopieczni Sinisy Mihajlovicia przeprowadzili nieśmiałą akcję w ofensywie, lecz została ona stłumiona w zarodku przez defensorów Napoli.
W 23. minucie miało miejsce przykre zdarzenie. W walce o piłkę pomiędzy Gianlucą Grava a Ademem Ljajiciem, ten pierwszy nabawił się bolesnego urazu. Zdarzenie to w konsekwencji zmusiło szkoleniowca „Partenopei” do roszady i za 34-letniego obrońcę (opuszczał płytę boiska na noszach przy akompaniamencie braw kibiców) wprowadził Salvatore Aronice.
Chwilę po wznowieniu gry do natarcia ruszyli piłkarze „Violi” . Zawodnikiem stwarzającym coraz więcej powodów do niepokoju wśród gospodarzy był przede wszystkim Mario Santana. Najpierw piłkarz urodzony w Comodoro Rivadavia nie trafił w futbolówkę po ładnym dośrodkowaniu Manuela Pasquala, a chwilę później trud Argentyńczyka został zmarnowany przez Ljajicia. Młody Serb nie zachwycił, gdyż po ładnym podaniu ze skrzydła skierował piłkę, zamiast w kierunku bramki Morgana De Sanctisa, do kibiców. Tuż przed zaproszeniem zawodników do szatni indywidualną akcję po raz kolejny zaprezentował Santana, który ładnym dryblingiem wymanewrował obronę gospodarzy, po czym oddał strzał. Plasowane uderzenie nie stworzyło jednak żadnych problemów bramkarzowi neapolitańczyków.












