Po znakomitym spotkaniu stojącym na bardzo wysokim poziomie Spartak Moskwa zremisował na własnym boisku z Zenitem Sankt Petersburg 2:2 (1:1). Wynik meczu mógł być zgoła inny, gdyby nie kapitalna postawa obu bramkarzy.
Pierwszą dobrą okazję w tym meczu stworzyli sobie gospodarze. W 6. minucie dalekie zagranie od Aidena McGeady’ego trafiło do Artioma Dziuby, jednak napastnik Spartaka źle przyjął piłkę i Wiaczesław Małafiejew mógł rozpocząć grę od bramki. Chwilę później golkiper przyjezdnych mógł mówić o wielkim szczęściu, Dziuba nie wykorzystał bowiem kolejnej dobrej okazji. Tym razem przytomnie zachował się Tomas Hubocan, który wybił futbolówkę na rzut rożny.

W 12. minucie Malafiejew musiał wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Reprezentant Rosji z trudem wybronił potężne uderzenie Demy’ego de Zeeuwa z dystansu. Po kwadransie gry tylko niezdecydowaniu Artioma Dziuby podopieczni Luciano Spallettiego mogli zawdzięczać to, że nie przegrywali 0:1. Napastnik „Miaso” zwiódł Hubocana i wpadł w pole karne rywala, jednak zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i w konsekwencji Nicolas Lombaerts wyjaśnił sytuację.
Po 22 minutach gry Spartak wyszedł na prowadzenie. Dziuba podał do De Zeeuwa, a ten z kolei wybrał Emmanuela Emenike, który znalazł się w doskonałej sytuacji na zdobycie gola. Nigeryjczykowi usiłował przeszkodzić jeszcze Aleksandr Aniukow, ale zrobił to tak niefortunnie, że wślizgiem skierował piłkę do własnej bramki. Małafiejew nie miał nic do powiedzenia.

Gracze ze stolicy nadal szturmowali bramkę przeciwnika, jednak to obrońcy tytułu mistrzowskiego byli bliscy doprowadzenia do wyrównania. Po rzucie wolnym Aleksandr Kierżakow znalazł się sam z Andrijem Dzikaniem, lecz bramkarz Spartaka obronił nogami jego uderzenie.
W 39. minucie goście przeprowadzili bliźniaczą akcję, tym razem zakończoną powodzeniem. Kierżakow zagrał w tempo do Danny’ego, a Portugalczyk nie zmarnował sytuacji jeden na jeden z Dzikaniem, posyłając piłkę obok interweniującego Ukraińca.













