Spotkanie Ruchu Chorzów z Pogonią Szczecin zakończyło się remisem 1:1. Po raz pierwszy od 15 lat w jednej kolejce naszej ekstraklasy każdy zespół zdobył co najmniej po bramce. Co więcej, dwa gole strzelone w jednym spotkaniu były najsłabszym wynikiem w całej serii gier!

Mecz rozpoczął się w niemrawym tempie. W 6. minucie tylko dobremu wślizgowi Dąbrowskiego goście zawdzięczali to, że Smektała nie znalazł się w sytuacji sam na sam po świetnej piłce od Malinowskiego. W 14. minucie Babiarz próbował strzelać z powietrza po zagraniu Janoszki, jednak uderzył daleko od bramki Janukiewicza. Już chwilę później było 1:0 dla Ruchu. Fantastycznie na lewej stronie zaszarżował Dziwniel, dograł na piąty metr do Kwiatkowskiego, a ten strzałem z powietrza zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie. Kilka minut później drugiego gola mógł dołożyć Janoszka, ale po rzucie rożnym jego strzał głową minął bramkę o kilka metrów. W późniejszym etapie meczu próbowali atakować goście, jednak akcje „Portowców” raziły niedokładnością, a obrońcy Ruchu sumiennie wywiązywali się ze swoich obowiązków.
Akcje podopiecznych Dariusza Wdowczyka przyniosły efekt w 28. minucie. Bramkę dla gości zdobył Murayama. Nie obyło się w tym przypadku bez kontrowersji, bo zawodnicy Pogoni odebrali piłkę Surmie wyjątkowo brutalnie, lecz sędzia Marciniak postanowił puścić grę. Szarżował Robak, jego strzał odbił Malinowski, ale bezpańską piłkę do bramki wpakował japoński pomocnik Pogoni. Chwilę później dobrą kontrę „Niebieskich” strzałem prosto w rękawice Janukiewicza skończył Janoszka. Szymon Marciniak nie miał najlepszego dnia, jednak gdy popełniał błędy, potrafił zmieniać swoje decyzje. Tak było w 35. minucie, gdy najpierw pomylił się w ocenie starcia Kwiatkowskiego z Pietruszką, przyznając piłkę gościom, a potem, po konsultacji z sędzią liniowym, zmienił decyzję i ukarał piłkarza „Portowców” żółtą kartką. W doliczonym czasie pierwszej połowy Pogoń była blisko strzelenia drugiej bramki. Robak po błędzie obrony Ruchu zagrał do niepilnowanego Murayamy, ten strzałem minął Buchalika, ale na posterunku stał Malinowski, wybijając piłkę z linii bramkowej.












