Dobiegły końca kolejne mecze osiemnastej kolejki Serie A. Nie brakowało w nich niespodzianek. Za takową należy uznać bezbramkowy remis Lazio. Wygrały za to Palermo, pokonując Sampdorię, i Milan, zwyciężając Cagliaro.
Roma – Catania
Zdecydowanymi faworytami tej potyczki byli gospodarze. Podopieczni Claudio Ranieriego po swojej stronie wydawali się mieć więcej argumentów – bardziej doświadczonego trenera, silniejszą kadrę i lepszą formę. Rzymianie, chcąc wykorzystać potknięcie Juventusu, szybko wzięli się do roboty. Efektem tego było prowadzenie uzyskane w piątej minucie gry, po bramce Marco Boriello. Gospodarze jednak się nie załamali i, nim minęło pół godziny, wyrównali dzięki Matiasowi Silvestre. Goście nie zamierzali spocząć na laurach i jeszcze przed przerwą zdobyli drugiego gola. Tym razem katem rzymian okazał się Maxi Lopez. Na początku drugiej części Roma wróciła do gry, po wyrównaniu stanu meczu przez Boriello. Obie drużyny dawały z siebie wszystko, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie 4:2, lepsza okazała się ekipa z Rzymu, dzięki golom Mirko Vucinicia z 86. i 90. minuty.
Bologna – Fiorentina

Teoretycznie w starciu tych dwóch drużyn Bologna powinna być bez szans. Jednak nie najlepsza postawa „Fiołków” oraz sąsiedztwo obu drużyn w tabeli, nakazywały wstrzemięźliwość w wytypowaniu pewniejszego kandydata do zwycięstwa. Nieciekawie spisująca się, pod wodzą Sinisy Mihajlovicia, Fiorentina, już po pięciu minutach gry zmuszona była do odrabiania strat. Wtedy to Artur Boruc sięgnął do siatki po piłkę, którą umieścił w niej Marco Di Vaio. Przyjezdni nie potrafili skutecznie odpowiedzieć na ten cios. Choć mieli kilka sytuacji, do przerwy to Bologna prowadziła. W drugiej części inteligentnie grający gospodarze starali się utrzymywać przeciwników jak najdalej od swojego pola karnego. Jednak uparta Fiorentina doprowadziła w 67. minucie do remisu za sprawą Mario Santany. Na więcej obu drużyn nie było stać i taki wynik utrzymał się do samego końca.
Brescia – Cesena
W Brescii zapowiadała się walka na śmierć i życie. Oba zespoły były bardzo zdeterminowane do odniesienia zwycięstwa. Dawało ono bezpieczne oddalenie się od strefy spadkowej, a tym samym od bezpośrednich rywali w walce o utrzymanie. Spotkanie lepiej układało się dla gości, oni też jako pierwsi zdobyli gola. W 33. minucie Matteo Sereniego zaskoczył Luis Jimenez. Na 180 sekund przed przerwą gospodarze przegrywali już 0:2 za sprawą Luki Ceccarellego. Tuż na początku drugiej połowy miejscowi zdobyli gola kontaktowego za sprawą Martinsa Edera. Przyjezdni nie zignorowali tego ostrzeżenia. Zwiększyli swoją aktywność w obronie, nie dopuszczając więcej do takich sytuacji. Dzięki temu utrzymali korzystny wynik do końcowego gwizdka.










