Sensacja to za duże słowo, lecz niespodzianka z pewnością już nie. W drugim ćwierćfinałowym starciu RB Lipsk po świetnej grze pokonało Atletico Madryt 2:1. Bramki padały jedynie w drugiej części spotkania. „Byki” wyszły na prowadzenie za sprawą gola Daniego Olmo, lecz w 71. minucie rzut karny wykorzystał Joao Felix. Pod koniec meczu „Los Colchoneros” zostało jednakże zaskoczone sprawnym kontratakiem, który dał prowadzenie RB Lipsk, a strzelcem został Tyler Adams. Wynik ten oznacza, że PSG, które zapewniło sobie awans do półfinału dzień wcześniej, zagra o finał właśnie z RB Lipsk. Atletico natomiast może mieć żal tylko do siebie – zawiodło w ofensywie, szczególnie w pierwszej części spotkania.
RB Lipsk – Atletico Madryt przed pierwszym gwizdkiem
RB Lipsk, obok Atalanty oraz Lyonu, to największa niespodzianka tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. „Byki” w 1/8 finału bez żadnych problemów przeszli faworyzowany (choć mający swoje problemy) Tottenham – szczególnie różnicę między tymi zespołami było widać w rewanżu, w którym to niemiecka drużyna pokonała „Koguty” aż 3:0. W starciu z Atletico nie stali więc na straconej pozycji. Drużyna z Lipska miała szansę osiągnąć historyczny wynik – awans do półfinału Champions League po zaledwie 11 latach od powstania.
Największym osłabieniem w szeregach niemieckiego zespołu mógł być brak Timo Wernera. Napastnik odszedł w czerwcu za około 60 milionów euro do Chelsea FC. – Dużo rozmawialiśmy na temat braku Timo Wernera w naszym zespole. Nie mamy Timo, ale mamy wielu zawodników, którzy są mocni w ataku. Nie wiem, jaki będzie skład, ale mamy silny zespół w ofensywie. Mam też zawodników, którzy będą mogli się pokazać właśnie z powodu braku Wernera w naszym składzie – mówił szkoleniowiec RB Lipsk, Julian Nagelsmann. Kilka dni temu zastanawialiśmy się, czy mimo tego „Byki” miały szansę na dobry wynik w Lidze Mistrzów.
Atletico natomiast z pewnością marzyło o tym, aby zatrzeć złe wspomnienia z Lizbony. To w tym mieście w 2014 roku rozegrany został finał pomiędzy „Los Rojiblancos”, a Realem Madryt, w którym to „Królewscy” w dramatycznych okolicznościach doprowadzili do dogrywki, by w niej strzelić aż trzy bramki. Przed dzisiejszym meczem Atletico mogło czuć się pewnie, mając oczywiście na uwadze ich ostatni mecz w Champions League: – – jednakże nastroje Diego Simeone.










