Legia Warszawa to jedyna polska drużyna, która w tym sezonie idzie jak burza w europejskich pucharach (nie liczę Śląska, który doznał ostatnio druzgocącej porażki z Helsingborgiem). Wydaje się, że podopieczni Jana Urbana są dobrze przygotowani do sezonu. Zdarzają im się jednak pewne wpadki, jak ta w meczu o Superpuchar Polski. Zobaczmy, jak do aktualnej formy dochodziła warszawska drużyna.
Legia to chyba najbardziej aktywna ekipa przerwy między sezonami. W sumie podopieczni Jana Urbana rozegrali około 15 spotkań, z czego aż pięć o stawkę. Dzięki temu warszawianie znają swoją formę i wiedzą, na co ich stać na początku sezonu. Będą oni bronić brązowego medalu mistrzostw Polski, z którego w maju nie byli aż tak zadowoleni. Na kilka kolejek przed końcem piłkarze z Łazienkowskiej byli najpoważniejszym kandydatem do mistrzostwa, ale w końcówce chyba nie wytrzymali napięcia. Najpierw ulegli Lechowi Poznań, a później zaliczyli remisy ze słabo dysponowanymi Widzewem Łódź i Jagiellonią Białystok. Na domiar złego pokonała ich jeszcze Lechia Gdańsk. Tylko zwycięstwo z Koroną w ostatnim meczu dało im miejsce na podium.

Zacznijmy od czerwca, bo już w tym miesiącu Legia zaczęła się przygotowywać do gry w Lidze Europy. Na pierwszy ogień legioniści wyjechali do Bartoszyc, gdzie pokazali kawał dobrego futbolu miejscowej Victorii. Mówiąc o dobrym futbolu, mam na myśli 11 bramek strzelonych przez warszawian. Dziesięć dni później legioniści rozpoczęli obóz w austriackim Windischgarsten. Tam spędzili niecałe dwa tygodnie, podczas których sumiennie trenowali i rozegrali trzy mecze sparingowe. Zgrupowanie w Austrii dało niezłą szkołę Legii, która aż dwa razy doznała druzgocących porażek. Pierwsza przydarzyła się 27 czerwca, kiedy ukraiński Metalist Charków pokonał Legię 4:1, a druga 3 lipca podczas meczu ze Spartą Praga, która rozprawiła się z warszawianami 4:0. Małym więc pocieszeniem była wygrana 1:0 z rumuńską Universitateą Cluj.
Kolejne mecze, które były próbą generalną przed pierwszym spotkaniem II rundy eliminacji do fazy grupowej Ligi Europy, Legia już wygrała, obydwa 2:1 (z Dolcanem Ząbki i Ekranasem Poniewież). Tydzień później podopieczni Jana Urbana rozegrali swój pierwszy mecz o stawkę. Ich rywalem był łotewski Metalurgs Lipawa. W pierwszym pojedynku padł wynik 2:2 na Łotwie, ale przy Łazienkowskiej Legia rozgromiła już przeciwnika 5:1. W tym łatwym zwycięstwie pomógł legionistom sparing z trzecioligowym Mazurem Karczew, w którym wygrali aż 4:0.
W związku ze zwycięstwem w dwumeczu z Metalurgsem Legia awansowała do III rundy, w której zmierzyła się z austriackim SV Ried. Próbą generalną przed meczem z SV Ried było spotkanie z mistrzem Niemiec, Borussią Dortmund. Przyjazd najlepszej niemieckiej drużyny ostatnich dwóch lat razem z trzema Polakami (Lewandowskim, Błaszczykowskim i Piszczkiem) był w Warszawie wielkim wydarzeniem. To jednak nie przełożyło się na widowisko, które było bardzo mało atrakcyjne. Jedyny gol w spotkaniu padł już w 4. minucie, a strzelił go Robert Lewandowski po kategorycznym błędzie Marko Sulera.












