GKS Bełchatów nie jest już taki jak dawniej. Zespół z niewiele ponad 60-tysięcznego miasta stracił sponsora tytularnego. Jak daleko zajdzie GKS bez PGE? Przekonamy się w tym sezonie.

Już w ubiegłych rozgrywkach Bełchatów uplasował się tuż nad strefą spadkową. Choć w składzie było sporo uznanych nazwisk, to jednak GKS, zwłaszcza pod koniec sezonu, drżał o ligowy byt. Ciekawą drużyną dowodził zupełnie nieznany trener, Kamil Kiereś, który w pierwszym sezonie zdał trudny egzamin, jakim było prowadzenie ekipy w ekstraklasie, ale z adnotacją, że postępy w jego pracy są wręcz pożądane.
Drugi semestr dla Kieresia będzie jednak dużo trudniejszy. 38-letni szkoleniowiec stracił już jednego z najlepszych strzelców, Marcina Żewłakowa, który będzie teraz odpowiadał za bilans zdobytych bramek kieleckiej Korony. To jednak małe piwo w porównaniu z rejteradą w linii defensywnej. Bełchatów opuścił podstawowy bramkarz, Łukasz Sapela, z klubu odeszli też Jacek Popek, Filip Modelski i Grzegorz Fonfara, a więc trzej czołowi obrońcy. Nie ma też Damiana Zbozienia, który wrócił z wypożyczenia z Legii Warszawa. Kto przyszedł na ich miejsca? Adam Stachowiak, Alan Stulin, Bartłomiej Bartosiak i Adrian Basta.

Tym razem Bełchatów zrezygnował z wyjazdu za granicę i szlifował formę na własnych obiektach oraz w ośrodku w Warcie. Wyniki sparingów nie imponują, zdarzyła się np. porażka z Turem Turek, ale też udało się pokonać silną Bogdankę Łęczna. Najciekawszymi meczami kontrolnymi były pojedynki z Hapoelem Hajfa i AEK-iem Larnaka. Z Izraelczykami „Brunatni” przegrali 0:2, z kolei Cypryjczycy ulegli bohaterom niniejszego tekstu 0:1 (gol Tomasza Wróbla).
W Bełchatowie wiele zależeć powinno od Kamila Kosowskiego i Dawida Nowaka. Ten pierwszy ma się dobrze, lecz Nowak tradycyjnie już doznał urazu. To poważny problem, bo wobec odejścia Żewłakowa i wygaśnięcia kontraktu Grzegorza Kuświka w kadrze pozostają tylko dwaj napastnicy, Paweł Buzała i Michał Mak. Czyżby po odejściu PGE do drzwi klubu z ulicy Sportowej zapukał kryzys? A może już wszedł przez okno, rozsiadł się na fotelu, wykładając nogi na biurko, i z szerokim uśmiechem oraz cygarem w ustach czeka na nadchodzący upadek klubu? Cokolwiek się dzieje w zespole, za wyniki odpowiadają piłkarze. Być może niedługo owa postać siedząca na fotelu straci dobry humor i będzie śledzić wyniki bełchatowian z dziwnie głupim wyrazem twarzy, a zawodnicy i trenerzy powiedzą do niej oraz dziennikarzy, którzy już grubą kreską oddzielili Bełchatów od reszty klubów T-Mobile Ekstraklasy: – Tego właśnie bełchatowianom życzymy.











