Fot. Ta piłka nie przekroczyła linii bramkowej… tylko zdaniem arbitrów.
Historia futbolu pamięta niezliczoną ilość sędziowskich wpadek. Można powiedzieć, że tymi pomyłkami udałoby się wytapetować piekło. W ramach kolejnej odsłony cyklu „Ranking iGola” wybraliśmy te błędy, które zasługują na miejsce w głównym salonie samego belzebuba.
W naszym rankingu sugerowaliśmy się kilkoma kwestiami. Pierwszą był ciężar gatunkowy meczu, nie zwracaliśmy uwagi na pomyłki sędziowskie w drugiej lidze bułgarskiej, w której to, co prezentujemy poniżej, nawet nie zostałoby zauważone. Błąd sędziego musiał też wpłynąć na losy spotkania, bo przecież o pomyłkach, które nic nie zmieniły w historii futbolu, mało kto pamięta. Zapraszamy więc do lektury zestawienia wydarzeń wytypowanych przez nas jako dziesięć największych wpadek w piłce nożnej.
10. BRAZYLIA–TURCJA
Ta piłka nie przekroczyła linii bramkowej.… tylko zdaniem arbitrów (fot. bild.de)
W 2002 roku Brazylia w fazie grupowej mierzyła się z Turcją. Było jasne, że „Canarinhos” są niemal murowanym faworytem, jednak Turcy postawili im bardzo trudne warunki. Trzeba było więc sięgnąć do rękawa i wyciągnąć z niego jakiegoś asa, co chytrze zrobił Rivaldo. Miał on wykonywać rzut rożny, Alpay usiłował podać mu piłkę, ale zrobił to na tyle mocno, że Brazylijczyk został trafiony w nogi i padł na ziemię niczym rażony piorunem, trzymając się za… twarz. Arbiter dał się nabrać, czego efektem była czerwona kartka dla tureckiego obrońcy. Rivaldo powinien dostać Oskara, z kolei sędzia powinien zostać wychłostany.
9. POLSKA – SAN MARINO
Musimy. Tego nie mogło zabraknąć. Klasyk, co prawda tylko na skalę polskiej piłki, na ale… sami zobaczcie. Jan Furtok strzelający przysłowiową siekierką bramkę w meczu z San Marino. Trzeba mieć oczy głęboko w zadzie, żeby nie zauważyć tak oczywistego zagrania. Inna sprawa, że Polska w tym spotkaniu remisowała do 70. minuty i Furtok uratował nam honor…
8. WŁOCHY – AUSTRALIA
Włosi zostali mistrzami świata w 2006 roku, jednak mało kto pamięta, że po meczu 1/8 finału z Australią mogło ich już w turnieju nie być. Starcie „Socceroos” i „Azzurrich” było bardzo ciekawe, stało na wysokim poziomie, nie brakowało ładnych akcji czy ostrych zagrań – prawdziwe piękno futbolu. W tym całym zamieszaniu lepsze wrażenie pozostawiali po sobie Australijczycy, mało tego, wydawało się, że mają oni więcej sił i w dogrywce, do której mecz nieuchronnie się zbliżał. Jednak w ostatnich sekundach Fabio Grosso postanowił ładnie przewrócić się w polu karnym, co zresztą wyszło mu średnio, ale sędzia i tak dał się nabrać. Karę wymierzył Totti, Włosi zwyciężyli, Australia była za burtą. Pozostał niesmak i nieodparte poczucie, że piłka nożna właśnie została zgwałcona.
Turniej mistrzostw świata w 1986 roku miał tylko jednego bohatera, Diego Maradonę. Swoimi dokonaniami przyćmił on wszystkich tak mocno, że nikt więcej się nie liczył. Cudowne bramki, wspaniałe asysty, porywające dryblingi. Diego czarował w najlepszym możliwym stylu, za co piłka nożna wynagrodziła go wielkim sukcesem. Maradona błyszczał na wielu płaszczyznach, był nie tylko świetnym piłkarzem, ale też aktorem, a złośliwi mówili, że był jeszcze lepszym oszustem. Autorami tej tezy byli głównie Anglicy, którzy długo nie mogli się pogodzić z porażką 1:2 w meczu ćwierćfinałowym. Stało się tak za sprawą zagrania, które przeszło do historii jako „ręka Boga”. Maradona w sytuacji podbramkowej wykazał się wielkim sprytem, strącając ręką futbolówkę zmierzającą w dłonie Petera Shiltona. Widzieli to kibice na stadionie i w telewizji, widzieli piłkarze, ale nie sędziowie. Błąd Ali Bin Nassera był oczywisty, lecz wyolbrzymienie przez kibiców zagrania Maradony do boskości to chyba jeszcze większa pomyłka niż wpadka Tunezyjczyka.
6. FRANCJA – IRLANDIA
Można się cieszyć z sędziowskich pomyłek, korzystać z nich i grać dalej, jakby nic się nie stało. Jednak zdarza się, że taka pomyłka rozsadza zespół, nastawia media przeciwko piłkarzom i nie pozwala zbudować dobrej atmosfery. Tak było z reprezentacją Francji, która na mistrzostwach świata 2010 miała odegrać rolę jednego z faworytów. To wydarzenie pamiętamy doskonale, Henry zagrywa piłkę ręką w kierunku Gallasa, a ten strzela gola gwarantującego awans „Trójkolorowym”. Arbiter Martin Hansson rzeczywiście mógł mieć problem z dostrzeżeniem nieprzepisowego zagrania, ale następstwa tej sytuacji stawiają zagranie Henry’ego w gronie jednego z najbardziej kontrowersyjnych skandali sędziowskich w historii futbolu. Debata trwała długo, niektórzy byli zwolennikami wykluczenia Francji z turnieju, co było oczywiście pomysłem równie irracjonalnym co obcięcie napastnikowi ręki. Ekipa trenera Domenecha nie poradziła sobie z tym ciężarem, grała fatalnie na mistrzostwach, zakończyła je nie tylko z beznadziejnym bilansem, ale też w fatalnym stylu i atmosferze konfliktów.
5. NIEMCY – ANGLIA
Historia pojedynków Anglii z Niemcami jest wyjątkowo barwna. Zdarzały się pomyłki sędziów, które decydowały o losach najważniejszych piłkarskich imprez, zdarzały się też takie upokorzenia, jakich żadna z drużyn nigdy wcześniej nie doświadczyła. Mecz finałów mistrzostw świata w 2010 roku miał jedno i drugie. Niemcy wygrali 4:1, co dla Anglików było monstrualnym dyshonorem. Jednak jak do tego doszło? Niemiecka machina doskonale zaczęła to spotkanie, dwie szybko strzelone bramki ustawiły mecz. Potem inicjatywę przejęli synowie Albionu i po golu Upsona było już 2:1. 60 sekund później Lampard posłał atomowe uderzenie, piłka wyraźnie minęła linię bramkową, i to o dobre 20 centymetrów, jednak sędzia tego nie widział. No cóż, niektórzy mają w sobie coś z tygrysa, inni coś z małpy, a Jorge Larrionda miał coś z… kreta.
4. KOREA POŁUDNIOWA – WŁOCHY
Czy można dostać czerwoną kartkę za to, że zostało się sfaulowanym w polu karnym przeciwnika? Zapytajcie Francesco Tottiego i ekwadorskiego sędziego, Byrona Moreno. As reprezentacji Włoch w meczu z Koreą wpadł w pole karne i upadł na murawę, powtórki wyraźnie pokazały, że był kontakt między atakującym go obrońcą a stopą Tottiego. Sędzia uznał inaczej, może chciał uznać inaczej. Zamiast podyktować „jedenastkę” dla „Azzurrich”, pokazał Tottiemu żółtą kartkę za symulację, a że Włoch miał już na swoim koncie żółty kartonik i nie znał sztuczki Simunicia, o którym napiszemy za chwilę, to musiał opuścić boisko.
3. KOREA POŁUDNIOWA – HISZPANIA
O ile mecz Korei Południowej z Włochami ze względu na pomyłkę sędziowską mógł się zakończyć sukcesem tych ostatnich, o tyle pojedynek współgospodarzy ówczesnego turnieju z Hiszpanią był policzkiem wymierzonym fanom futbolu. Hiszpanie wygrali, zdobyli jednego gola, nie tracąc żadnego, jednak wmówiono im, że zrobili to niezgodnie z przepisami. Powtórki pokazały, że nieuznanie bramki Morientesa było kłamstwem w żywe oczy. Długo rozmyślano, co było podstawą anulowania gola, o spalonym nie mogło być mowy, bo było to podanie do tyłu. Faul? Nikt przecież nie upadł, w końcu, po długich analizach, nasunęła się konkluzja, że arbiter mógł uznać, że piłka była poza boiskiem w momencie dośrodkowania. Hmmm… Okulista Ghamalowi Al-Ghandourowi nie pomoże, potrzebny jest ktoś, kto rytualnie wydłubie oczy sędziemu, bo i tak się one do niczego nie nadają.
2. ANGLIA – NIEMCY
Rok 1966. Największa skaza w historii sędziowskich wybryków na mistrzostwach świata. To był mecz finałowy, Anglia grała z drużyną RFN-u. Losów spotkania nie udało się rozstrzygnąć w 90 minut, do tego czasu utrzymywał się bowiem wynik 2:2. Potrzebna była więc dogrywka, która przeszła do legendy. Stało się tak dzięki dwóm ludziom, chodzi o napastnika reprezentacji Anglii, Geoffa Hursta, i sędziego liniowego, Tofika Bachramowa. Hurst w 101. minucie spotkania posłał bombę na niemiecką bramkę, piłka odbiła się od poprzeczki i… no właśnie, minęła linię bramkową czy nie? Sędzia główny, Gottfried Dienst, nie był pewny, więc zapytał Bachramowa, który był lepiej ustawiony i powinien wszystko widzieć. Radziecki arbiter stwierdził, że był gol, więc główny rozjemca uznał bramkę. Powtórki pokazały, że Bachramow się mylił, a fachowcy udowodnili, że do linii bramkowej zabrakło sześciu centymetrów.
1. AUSTRALIA – CHORWACJA
Mecz, który odbył się w ramach fazy grupowej mistrzostw świata 2006 roku, był wyjątkowy pod wieloma względami. Wysoki poziom i niezwykła dramaturgia na długie lata nie pozwoliły fanom zapomnieć o tym fantastycznym widowisku. Jednak nawet gdyby pojedynek był nudny jak flaki z olejem, to i tak kibice by o nim nie zapomnieli. Wszystko dzięki sędziemu, który nie do końca wiedział, co się dzieje wokół niego. W końcówce spotkania pokazał drugą żółtą kartkę jednemu z Chorwatów, jednak zapomniał o czerwonej! Josep Simunić już schodził z boiska, już był przy linii bramkowej, kiedy nagle go olśniło, że sędzia Graham Poll nie pokazał mu czerwonej kartki, więc nie musi opuszczać placu gry. Obrońca wrócił na boisko i grał, jak gdyby nic się nigdy nie stało. Dopiero w sytuacji podbramkowej, kiedy wzrok sędziego spostrzegł Simunicia, odnalazł się czerwony kartonik, po którego pokazaniu arbiter natychmiast zakończył festiwal kompromitacji. Mina Grahama Polla była absolutnie bezcenna, tak jakby chciał powiedzieć: „O! Zobaczyłem ducha! Simunić!”. Kto nie widział, koniecznie musi to zobaczyć.
Na koniec jeszcze taka perełka, coś z zupełnie innej beczki. Coś, co kibicom, piłkarzom czy sędziom nawet się nie śniło. Takich snów nie mają też chłopcy do podawania piłek, bo oni raczej marzą o strzelaniu goli w innych okolicznościach. Oto trafienie wszech czasów:
Jako ciekawostke dodam,ze gola w Brazylii uznala
kobieta-sedzia ;> A sedzia meczu Korea-Wlochy w lidze
Ekwadoru przedluzyl mecz o bodjaze 16 minut, tak,zeby
jedna z druzyn zdarzyla strzelic gola dajacego
prowadzenie :)
~
~moneo
takich artykułów trzeba :)
~
~Under
Dopiero niedawno dzięki analizie komputerowej udało
się stwierdzić, że gola nie było… Jak arbiter
miał to wychwycić…
Jak mogli nie zaliczyc tej bramki lamparda,moim
zdaniem bramka byla kto sedziowal kobieta? Ale
artykul na serio fajny!!!!
~
~pieta
lampard piękna bramka ale nie uznana pezez ślepego
sędziego
Dodaj komentarz
Historia futbolu pamięta niezliczoną ilość sędziowskich wpadek. Można powiedzieć, że tymi pomyłkami udałoby się wytapetować piekło. W ramach kolejnej odsłony cyklu „Ranking iGola” wybraliśmy te błędy, które zasługują na miejsce w głównym salonie samego belzebuba.
W naszym rankingu sugerowaliśmy się kilkoma kwestiami. Pierwszą był ciężar gatunkowy meczu, nie zwracaliśmy uwagi na pomyłki sędziowskie w drugiej lidze bułgarskiej, w której to, co prezentujemy poniżej, nawet nie zostałoby zauważone. Błąd sędziego musiał też wpłynąć na losy spotkania, bo przecież o pomyłkach, które nic nie zmieniły w historii futbolu, mało kto pamięta. Zapraszamy więc do lektury zestawienia wydarzeń wytypowanych przez nas jako dziesięć największych wpadek w piłce nożnej.
10. BRAZYLIA–TURCJA
Ta piłka nie przekroczyła linii bramkowej.… tylko zdaniem arbitrów (fot. bild.de)
W 2002 roku Brazylia w fazie grupowej mierzyła się z Turcją. Było jasne, że „Canarinhos” są niemal murowanym faworytem, jednak Turcy postawili im bardzo trudne warunki. Trzeba było więc sięgnąć do rękawa i wyciągnąć z niego jakiegoś asa, co chytrze zrobił Rivaldo. Miał on wykonywać rzut rożny, Alpay usiłował podać mu piłkę, ale zrobił to na tyle mocno, że Brazylijczyk został trafiony w nogi i padł na ziemię niczym rażony piorunem, trzymając się za… twarz. Arbiter dał się nabrać, czego efektem była czerwona kartka dla tureckiego obrońcy. Rivaldo powinien dostać Oskara, z kolei sędzia powinien zostać wychłostany.
9. POLSKA – SAN MARINO
Musimy. Tego nie mogło zabraknąć. Klasyk, co prawda tylko na skalę polskiej piłki, na ale… sami zobaczcie. Jan Furtok strzelający przysłowiową siekierką bramkę w meczu z San Marino. Trzeba mieć oczy głęboko w zadzie, żeby nie zauważyć tak oczywistego zagrania. Inna sprawa, że Polska w tym spotkaniu remisowała do 70. minuty i Furtok uratował nam honor…
8. WŁOCHY – AUSTRALIA
Włosi zostali mistrzami świata w 2006 roku, jednak mało kto pamięta, że po meczu 1/8 finału z Australią mogło ich już w turnieju nie być. Starcie „Socceroos” i „Azzurrich” było bardzo ciekawe, stało na wysokim poziomie, nie brakowało ładnych akcji czy ostrych zagrań – prawdziwe piękno futbolu. W tym całym zamieszaniu lepsze wrażenie pozostawiali po sobie Australijczycy, mało tego, wydawało się, że mają oni więcej sił i w dogrywce, do której mecz nieuchronnie się zbliżał. Jednak w ostatnich sekundach Fabio Grosso postanowił ładnie przewrócić się w polu karnym, co zresztą wyszło mu średnio, ale sędzia i tak dał się nabrać. Karę wymierzył Totti, Włosi zwyciężyli, Australia była za burtą. Pozostał niesmak i nieodparte poczucie, że piłka nożna właśnie została zgwałcona.
7. ARGENTYNA – ANGLIA
Turniej mistrzostw świata w 1986 roku miał tylko jednego bohatera, Diego Maradonę. Swoimi dokonaniami przyćmił on wszystkich tak mocno, że nikt więcej się nie liczył. Cudowne bramki, wspaniałe asysty, porywające dryblingi. Diego czarował w najlepszym możliwym stylu, za co piłka nożna wynagrodziła go wielkim sukcesem. Maradona błyszczał na wielu płaszczyznach, był nie tylko świetnym piłkarzem, ale też aktorem, a złośliwi mówili, że był jeszcze lepszym oszustem. Autorami tej tezy byli głównie Anglicy, którzy długo nie mogli się pogodzić z porażką 1:2 w meczu ćwierćfinałowym. Stało się tak za sprawą zagrania, które przeszło do historii jako „ręka Boga”. Maradona w sytuacji podbramkowej wykazał się wielkim sprytem, strącając ręką futbolówkę zmierzającą w dłonie Petera Shiltona. Widzieli to kibice na stadionie i w telewizji, widzieli piłkarze, ale nie sędziowie. Błąd Ali Bin Nassera był oczywisty, lecz wyolbrzymienie przez kibiców zagrania Maradony do boskości to chyba jeszcze większa pomyłka niż wpadka Tunezyjczyka.
6. FRANCJA – IRLANDIA
Można się cieszyć z sędziowskich pomyłek, korzystać z nich i grać dalej, jakby nic się nie stało. Jednak zdarza się, że taka pomyłka rozsadza zespół, nastawia media przeciwko piłkarzom i nie pozwala zbudować dobrej atmosfery. Tak było z reprezentacją Francji, która na mistrzostwach świata 2010 miała odegrać rolę jednego z faworytów. To wydarzenie pamiętamy doskonale, Henry zagrywa piłkę ręką w kierunku Gallasa, a ten strzela gola gwarantującego awans „Trójkolorowym”. Arbiter Martin Hansson rzeczywiście mógł mieć problem z dostrzeżeniem nieprzepisowego zagrania, ale następstwa tej sytuacji stawiają zagranie Henry’ego w gronie jednego z najbardziej kontrowersyjnych skandali sędziowskich w historii futbolu. Debata trwała długo, niektórzy byli zwolennikami wykluczenia Francji z turnieju, co było oczywiście pomysłem równie irracjonalnym co obcięcie napastnikowi ręki. Ekipa trenera Domenecha nie poradziła sobie z tym ciężarem, grała fatalnie na mistrzostwach, zakończyła je nie tylko z beznadziejnym bilansem, ale też w fatalnym stylu i atmosferze konfliktów.
5. NIEMCY – ANGLIA
Historia pojedynków Anglii z Niemcami jest wyjątkowo barwna. Zdarzały się pomyłki sędziów, które decydowały o losach najważniejszych piłkarskich imprez, zdarzały się też takie upokorzenia, jakich żadna z drużyn nigdy wcześniej nie doświadczyła. Mecz finałów mistrzostw świata w 2010 roku miał jedno i drugie. Niemcy wygrali 4:1, co dla Anglików było monstrualnym dyshonorem. Jednak jak do tego doszło? Niemiecka machina doskonale zaczęła to spotkanie, dwie szybko strzelone bramki ustawiły mecz. Potem inicjatywę przejęli synowie Albionu i po golu Upsona było już 2:1. 60 sekund później Lampard posłał atomowe uderzenie, piłka wyraźnie minęła linię bramkową, i to o dobre 20 centymetrów, jednak sędzia tego nie widział. No cóż, niektórzy mają w sobie coś z tygrysa, inni coś z małpy, a Jorge Larrionda miał coś z… kreta.
4. KOREA POŁUDNIOWA – WŁOCHY
Czy można dostać czerwoną kartkę za to, że zostało się sfaulowanym w polu karnym przeciwnika? Zapytajcie Francesco Tottiego i ekwadorskiego sędziego, Byrona Moreno. As reprezentacji Włoch w meczu z Koreą wpadł w pole karne i upadł na murawę, powtórki wyraźnie pokazały, że był kontakt między atakującym go obrońcą a stopą Tottiego. Sędzia uznał inaczej, może chciał uznać inaczej. Zamiast podyktować „jedenastkę” dla „Azzurrich”, pokazał Tottiemu żółtą kartkę za symulację, a że Włoch miał już na swoim koncie żółty kartonik i nie znał sztuczki Simunicia, o którym napiszemy za chwilę, to musiał opuścić boisko.
3. KOREA POŁUDNIOWA – HISZPANIA
O ile mecz Korei Południowej z Włochami ze względu na pomyłkę sędziowską mógł się zakończyć sukcesem tych ostatnich, o tyle pojedynek współgospodarzy ówczesnego turnieju z Hiszpanią był policzkiem wymierzonym fanom futbolu. Hiszpanie wygrali, zdobyli jednego gola, nie tracąc żadnego, jednak wmówiono im, że zrobili to niezgodnie z przepisami. Powtórki pokazały, że nieuznanie bramki Morientesa było kłamstwem w żywe oczy. Długo rozmyślano, co było podstawą anulowania gola, o spalonym nie mogło być mowy, bo było to podanie do tyłu. Faul? Nikt przecież nie upadł, w końcu, po długich analizach, nasunęła się konkluzja, że arbiter mógł uznać, że piłka była poza boiskiem w momencie dośrodkowania. Hmmm… Okulista Ghamalowi Al-Ghandourowi nie pomoże, potrzebny jest ktoś, kto rytualnie wydłubie oczy sędziemu, bo i tak się one do niczego nie nadają.
2. ANGLIA – NIEMCY
Rok 1966. Największa skaza w historii sędziowskich wybryków na mistrzostwach świata. To był mecz finałowy, Anglia grała z drużyną RFN-u. Losów spotkania nie udało się rozstrzygnąć w 90 minut, do tego czasu utrzymywał się bowiem wynik 2:2. Potrzebna była więc dogrywka, która przeszła do legendy. Stało się tak dzięki dwóm ludziom, chodzi o napastnika reprezentacji Anglii, Geoffa Hursta, i sędziego liniowego, Tofika Bachramowa. Hurst w 101. minucie spotkania posłał bombę na niemiecką bramkę, piłka odbiła się od poprzeczki i… no właśnie, minęła linię bramkową czy nie? Sędzia główny, Gottfried Dienst, nie był pewny, więc zapytał Bachramowa, który był lepiej ustawiony i powinien wszystko widzieć. Radziecki arbiter stwierdził, że był gol, więc główny rozjemca uznał bramkę. Powtórki pokazały, że Bachramow się mylił, a fachowcy udowodnili, że do linii bramkowej zabrakło sześciu centymetrów.
1. AUSTRALIA – CHORWACJA
Mecz, który odbył się w ramach fazy grupowej mistrzostw świata 2006 roku, był wyjątkowy pod wieloma względami. Wysoki poziom i niezwykła dramaturgia na długie lata nie pozwoliły fanom zapomnieć o tym fantastycznym widowisku. Jednak nawet gdyby pojedynek był nudny jak flaki z olejem, to i tak kibice by o nim nie zapomnieli. Wszystko dzięki sędziemu, który nie do końca wiedział, co się dzieje wokół niego. W końcówce spotkania pokazał drugą żółtą kartkę jednemu z Chorwatów, jednak zapomniał o czerwonej! Josep Simunić już schodził z boiska, już był przy linii bramkowej, kiedy nagle go olśniło, że sędzia Graham Poll nie pokazał mu czerwonej kartki, więc nie musi opuszczać placu gry. Obrońca wrócił na boisko i grał, jak gdyby nic się nigdy nie stało. Dopiero w sytuacji podbramkowej, kiedy wzrok sędziego spostrzegł Simunicia, odnalazł się czerwony kartonik, po którego pokazaniu arbiter natychmiast zakończył festiwal kompromitacji. Mina Grahama Polla była absolutnie bezcenna, tak jakby chciał powiedzieć: „O! Zobaczyłem ducha! Simunić!”. Kto nie widział, koniecznie musi to zobaczyć.
Na koniec jeszcze taka perełka, coś z zupełnie innej beczki. Coś, co kibicom, piłkarzom czy sędziom nawet się nie śniło. Takich snów nie mają też chłopcy do podawania piłek, bo oni raczej marzą o strzelaniu goli w innych okolicznościach. Oto trafienie wszech czasów: