Igrzyska olimpijskie przez wiele lat tworzyły historię sportu, miały też ogromny wpływ na historię futbolu. Wiele meczów zasłużyło na miejsce w wielkiej księdze piłkarskich cudów. Przed Państwem kolejna odsłona rankingu iGola, w której prezentujemy dziesięć najbardziej pamiętnych meczów w historii turnieju olimpijskiego.
10. ARGENTYNA – WŁOCHY 3:0 (Ateny 2004)
21 sierpnia 2004 roku podczas igrzysk olimpijskich w Atenach Argentyna robiła furorę. W ćwierćfinale przed ekipą „Albicelestes” mieli stanąć jedni z głównych faworytów turnieju – Włosi. Eksperci wróżyli wielkie widowisko, w którym o ostatecznym rozstrzygnięciu zadecydują szczegóły. Spektakl rzeczywiście stał na najwyższym poziomie, jednak Argentyńczycy nie pozostawili żadnych wątpliwości, kto jest lepszy. Pierwszą kulę, która była początkiem rozstrzeliwania Włochów, posłał Carlos Tevez. Kolejne ciosy zadali Lucho Gonzalez i Mariano Gonzalez. Wielki faworyt, mimo dobrej formy, nie zdołał podjąć równorzędnej walki z rewelacyjnymi Argentyńczykami.
9. ARGENTYNA – HISZPANIA 4:0 (Atlanta 1996)
Londyn 2012 (fot. 2012-london-olympics-news.com)
Argentyna pokazała klasę już cztery lata wcześniej. W meczu ćwierćfinałowym na drodze „Albicelestes” stanęła młoda i niezwykle obiecująca reprezentacja Hiszpanii. Ekipa posiadająca w szerokiej kadrze takie asy, jak: Raul, Mendieta, Morientes, Karanka czy de la Pena, miała odgrywać jedną z głównych ról w tym turnieju. Podobnie zresztą zakładano w przypadku Argentyny – obok Ariela Ortegi, który został napiętnowany przez media mianem następcy Diego Maradony, grali także: Roberto Ayala, Javier Zanetti, Matias Almeyda, Hernan Crespo czy Diego Simeone. Mecz dwóch piłkarskich gladiatorów skończył się sromotną klęską Hiszpanów. Pierwsza połowa nie zapowiadała deklasacji Europejczyków, lecz w drugiej dwa gole Hernana Crespo, jeden Claudio Lopeza i samobójcze trafienie Aranzabala wywołały trzęsienie ziemi w sercach hiszpańskich kibiców.
8. HISZPANIA – POLSKA 3:2 (Barcelona 1992)
Pamiętacie igrzyska olimpijskie w Barcelonie? Jak można je zapomnieć. W końcu Polska zdobyła srebrny medal. Czy mogła osiągnąć więcej? Tak! Po pierwszej połowie to Polacy prowadzili z gospodarzami igrzysk olimpijskich po strzale Wojciecha Kowalczyka. Kiedy w drugiej połowie Abelardo i Kiko odwrócili losy spotkania, wydawało się, że jest już pozamiatane. Jednak „Biało-czerwoni” za sprawą Ryszarda Stańka powstali niczym Feniks z popiołów i kwestia złotego medalu znów byłą sprawą otwartą. Ostateczny cios zadał Kiko na minutę przed końcem spotkania. Hiszpanie zdobyli złoto, ale Polacy zostali zapamiętani jako drużyna z charakterem. Być może właśnie świetny występ na tym turnieju zadecydował o późniejszym transferze Wojciecha Kowalczyka do Primera Division.
7. KAMERUN – HISZPANIA 2:2 karne 5:3 (Sydney 2000)
W ostatnich latach na igrzyskach bardzo ważną rolę odgrywa Afryka. Dwa złote medale zdobyte w niezapomnianym stylu stały się największymi sukcesami w historii drużyn narodowych z tego kontynentu. Finał turnieju olimpijskiego w 2000 roku był niezwykły, podobnie jak wszystkie mecze Kamerunu czy Nigerii cztery lata wcześniej w fazie pucharowej igrzysk. Hiszpanie prowadzili już 2:0 po golach Xaviego i Gabriego, lecz w drugiej połowie samobójcze trafienie Amayi i celny strzał Eto’o zupełnie zmieniły losy olimpijskiego finału. Mecz musiały rozstrzygnąć rzuty karne, które lepiej wykonywali Kameruńczycy, tworząc tym samym nową historię.
6. BRAZYLIA – KAMERUN 1:2 (Sydney 2000)
Żeby dotrzeć do finału, Kameruńczycy musieli pokonać kilka przeszkód, które były nawet trudniejsze niż ta finałowa. W ćwierćfinale Afrykanie musieli sprostać nie lada wyzwaniu, które postawiła przed nimi Brazylia. „Canarinhos” posiadający w składzie Ronaldinho byli murowanym faworytem, jednak „Nieposkromione Lwy” szybko objęły prowadzenie po uderzeniu Mbomy. Wściekła Brazylia dążyła do wyrównania za wszelką cenę, piłkarze dwoili się i troili, lecz na efekty trzeba było czekać do 94. minuty. Wówczas niezawodny Ronaldinho dał swojej drużynie kolejne 30 minut czasu, by uzyskać awans do kolejnej rundy. Dogrywka trwała 23 minuty, zakończył ją niespodziewanie M’Bami, który zapewnił swojej drużynie awans do kolejnej rundy.
5. POLSKA – ZSRR 2:1 (Monachium 1972)
O meczu Polski z ZSRR podczas igrzysk olimpijskich w 1972 roku krąży wiele legend. Najbardziej pamiętna jest ta, w której główne role odgrywali Andrzej Jarosik i Zygfryd Szołtysik, a reżyserem był Kazimierz Górski. Polacy przegrywali po pierwszej połowie z ZSRR 0:1 po golu Olega Błochina. Na 20 minut przed końcem pierwszej połowy trener Górski zamierzał wprowadzić na boisko asa Zagłębia Sosnowiec, Andrzeja Jarosika, lecz ten odmówił. Selekcjoner posłał więc do boju Zygfryda Szołtysika, skreślając jednocześnie z notesu Jarosika. Ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Najpierw gola wyrównującego zdobył Deyna, a na trzy minuty przed końcem losy awansu do finału rozstrzygnął nie kto inny jak Szołtysik. Czy to przypadek, że Jarosik odmówił? A może tak właśnie miało być? Nie wiemy, ale pewny jest fakt, że niezbadane są wyroki okrągłej piłki.
4. NIGERIA – ARGENTYNA 3:2 (Atlanta 1996)
I znów jesteśmy przy Afrykanach. Zanim Kamerun osiągnął swój wielki sukces, Czarny Kontynent miał już złoty medal w piłce nożnej. Stało się tak za sprawą Nigeryjczyków, którzy w 1996 roku zagrali znakomity turniej. Jego zwieńczenie miało nastąpić w meczu finałowym z Argentyną, która miała wszelkie argumenty, by poważnie myśleć o złotym medalu. Pierwszy z nich w meczu finałowym „Albicelestes” przedstawili już w 3. minucie po golu Claudio Lopeza, jednak kontrargument Nigeryjczyków przyszedł 25 minut później. W drugiej połowie wyższości Argentyńczyków starał się dowieść Crespo, ale odpowiedź Amokachiego ponownie dała wynik remisowy. Decydująca była ostatnia minuta spotkania. Wówczas kropkę nad „i” postawił Amuneke, a faworyzowana drużyna z Ameryki Południowej nie potrafiła już pokusić się o ripostę. Nigeria zdobyła złoty medal.
3. ARGENTYNA – BRAZYLIA 3:0 (Pekin 2008)
W 2008 roku igrzyska zdominowały dwie drużyny. Od początku było jasne, że Argentyna i Brazylia mogą pokusić się o złoty medal, jeśli tylko będą wystarczająco skoncentrowani i nie zlekceważą przeciwników. Szkopuł w tym, że może go zdobyć tyko jedna drużyna, więc dwójka faworytów wcześniej czy później musiała się ze sobą spotkać. Do starcia na futbolowym szczycie doszło w półfinale. Obie ekipy dały z siebie wszystko, mecz był widowiskiem godnym półfinału, ale mistrzostw świata, a nie tylko turnieju olimpijskiego. Jako pierwsza obronę rywala złamała Argentyna, którą w 52. minucie na prowadzenie wyprowadził Aguero. Brazylijczycy musieli się odkryć, ruszyli do ofensywy, a rywale czekali na dogodne okazje, które z zimną krwią zamieniali na gole. Drugie trafienie Sergio Aguero i bramka Juana Romana Riquelme dały ekipie „Albicelestes” zwycięstwo 3:0.
2. ZAMBIA – WŁOCHY 4:0 (Seul 1988)
Zambia była największą niespodzianką w finałowym turnieju igrzysk olimpijskich w 1988 roku. Na tę drużynę nikt nie liczył, spodziewano się, że po laniu od Włochów i porażkach z Gwatemalą i Irakiem Afrykanie wrócą do domu. Z Irakiem w pierwszym spotkaniu udało się zremisować, jednak w kolejnym meczu Włosi mieli sprowadzić Zambijczyków na ziemię. Stała się jednak rzecz niewytłumaczalna. Po pierwszej połowie Zambia prowadziła 1:0 po celnym strzale Kalushy Bwalyi. Spodziewano się, że w drugiej części Włosi zrobią swoje, lecz w 56. minucie znów trafił Bwalya. W 64. minucie bramkę znów strzelił Bwalya, tym razem Johnson i Włosi byli już na kolanach. Ekipę „Azzurrich” dobił nie kto inny jak Bwalya, kompletując tym samym hat tricka. Mecz zakończył się wynikiem 4:0 i na długo stał się symbolem klęski włoskiego futbolu. Być może na dźwięk nazwiska Bwalyi włoscy kibice dostawali epilepsji, może domagano się egzorcyzmów – nie wiemy, ale nie zdziwiłoby to nas. Włosi są ekspresyjni, jednak po meczu z Zambią żadna ekspresja nie odda stanu ducha włoskich kibiców.
1. NIGERIA – BRAZYLIA 4:3 (Atlanta 1996)
Jako hit wszech czasów igrzysk olimpijskich uznaliśmy mecz, który nie miał prawa zakończyć się tak, jak się zakończył. Nawet jeśli Alfred Hitchcock połączyłby siły z Melem Brooksem, nie powstałby tak dramatyczny, a jednocześnie tak nieprawdopodobny scenariusz jak ten, którego byliśmy świadkiem w meczu półfinałowym igrzysk olimpijskich w 1996 roku w Atlancie. Spektakl zaczął się od gola Flavio Conceicao już w 1. minucie spotkania. Wyrównujący gol padł po samobójczym trafieniu Roberto Carlosa. Potem trafiali Bebeto i ponownie Conceicao, wydawało się, że jest już po meczu. W drugiej połowie gola kontaktowego strzelił Ikpeba, a w ostatniej minucie do remisu doprowadził Kanu. Dogrywka trwała cztery minuty, Nwankwo Kanu rozstrzygnął losy dogrywki już w 4. minucie doliczonego czasu gry, zapewniając tym samym Nigeryjczykom złoty medal.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Igrzyska olimpijskie przez wiele lat tworzyły historię sportu, miały też ogromny wpływ na historię futbolu. Wiele meczów zasłużyło na miejsce w wielkiej księdze piłkarskich cudów. Przed Państwem kolejna odsłona rankingu iGola, w której prezentujemy dziesięć najbardziej pamiętnych meczów w historii turnieju olimpijskiego.
10. ARGENTYNA – WŁOCHY 3:0 (Ateny 2004)
21 sierpnia 2004 roku podczas igrzysk olimpijskich w Atenach Argentyna robiła furorę. W ćwierćfinale przed ekipą „Albicelestes” mieli stanąć jedni z głównych faworytów turnieju – Włosi. Eksperci wróżyli wielkie widowisko, w którym o ostatecznym rozstrzygnięciu zadecydują szczegóły. Spektakl rzeczywiście stał na najwyższym poziomie, jednak Argentyńczycy nie pozostawili żadnych wątpliwości, kto jest lepszy. Pierwszą kulę, która była początkiem rozstrzeliwania Włochów, posłał Carlos Tevez. Kolejne ciosy zadali Lucho Gonzalez i Mariano Gonzalez. Wielki faworyt, mimo dobrej formy, nie zdołał podjąć równorzędnej walki z rewelacyjnymi Argentyńczykami.
9. ARGENTYNA – HISZPANIA 4:0 (Atlanta 1996)
Londyn 2012 (fot. 2012-london-olympics-news.com)
Argentyna pokazała klasę już cztery lata wcześniej. W meczu ćwierćfinałowym na drodze „Albicelestes” stanęła młoda i niezwykle obiecująca reprezentacja Hiszpanii. Ekipa posiadająca w szerokiej kadrze takie asy, jak: Raul, Mendieta, Morientes, Karanka czy de la Pena, miała odgrywać jedną z głównych ról w tym turnieju. Podobnie zresztą zakładano w przypadku Argentyny – obok Ariela Ortegi, który został napiętnowany przez media mianem następcy Diego Maradony, grali także: Roberto Ayala, Javier Zanetti, Matias Almeyda, Hernan Crespo czy Diego Simeone. Mecz dwóch piłkarskich gladiatorów skończył się sromotną klęską Hiszpanów. Pierwsza połowa nie zapowiadała deklasacji Europejczyków, lecz w drugiej dwa gole Hernana Crespo, jeden Claudio Lopeza i samobójcze trafienie Aranzabala wywołały trzęsienie ziemi w sercach hiszpańskich kibiców.
8. HISZPANIA – POLSKA 3:2 (Barcelona 1992)
Pamiętacie igrzyska olimpijskie w Barcelonie? Jak można je zapomnieć. W końcu Polska zdobyła srebrny medal. Czy mogła osiągnąć więcej? Tak! Po pierwszej połowie to Polacy prowadzili z gospodarzami igrzysk olimpijskich po strzale Wojciecha Kowalczyka. Kiedy w drugiej połowie Abelardo i Kiko odwrócili losy spotkania, wydawało się, że jest już pozamiatane. Jednak „Biało-czerwoni” za sprawą Ryszarda Stańka powstali niczym Feniks z popiołów i kwestia złotego medalu znów byłą sprawą otwartą. Ostateczny cios zadał Kiko na minutę przed końcem spotkania. Hiszpanie zdobyli złoto, ale Polacy zostali zapamiętani jako drużyna z charakterem. Być może właśnie świetny występ na tym turnieju zadecydował o późniejszym transferze Wojciecha Kowalczyka do Primera Division.
7. KAMERUN – HISZPANIA 2:2 karne 5:3 (Sydney 2000)
W ostatnich latach na igrzyskach bardzo ważną rolę odgrywa Afryka. Dwa złote medale zdobyte w niezapomnianym stylu stały się największymi sukcesami w historii drużyn narodowych z tego kontynentu. Finał turnieju olimpijskiego w 2000 roku był niezwykły, podobnie jak wszystkie mecze Kamerunu czy Nigerii cztery lata wcześniej w fazie pucharowej igrzysk. Hiszpanie prowadzili już 2:0 po golach Xaviego i Gabriego, lecz w drugiej połowie samobójcze trafienie Amayi i celny strzał Eto’o zupełnie zmieniły losy olimpijskiego finału. Mecz musiały rozstrzygnąć rzuty karne, które lepiej wykonywali Kameruńczycy, tworząc tym samym nową historię.
6. BRAZYLIA – KAMERUN 1:2 (Sydney 2000)
Żeby dotrzeć do finału, Kameruńczycy musieli pokonać kilka przeszkód, które były nawet trudniejsze niż ta finałowa. W ćwierćfinale Afrykanie musieli sprostać nie lada wyzwaniu, które postawiła przed nimi Brazylia. „Canarinhos” posiadający w składzie Ronaldinho byli murowanym faworytem, jednak „Nieposkromione Lwy” szybko objęły prowadzenie po uderzeniu Mbomy. Wściekła Brazylia dążyła do wyrównania za wszelką cenę, piłkarze dwoili się i troili, lecz na efekty trzeba było czekać do 94. minuty. Wówczas niezawodny Ronaldinho dał swojej drużynie kolejne 30 minut czasu, by uzyskać awans do kolejnej rundy. Dogrywka trwała 23 minuty, zakończył ją niespodziewanie M’Bami, który zapewnił swojej drużynie awans do kolejnej rundy.
5. POLSKA – ZSRR 2:1 (Monachium 1972)
O meczu Polski z ZSRR podczas igrzysk olimpijskich w 1972 roku krąży wiele legend. Najbardziej pamiętna jest ta, w której główne role odgrywali Andrzej Jarosik i Zygfryd Szołtysik, a reżyserem był Kazimierz Górski. Polacy przegrywali po pierwszej połowie z ZSRR 0:1 po golu Olega Błochina. Na 20 minut przed końcem pierwszej połowy trener Górski zamierzał wprowadzić na boisko asa Zagłębia Sosnowiec, Andrzeja Jarosika, lecz ten odmówił. Selekcjoner posłał więc do boju Zygfryda Szołtysika, skreślając jednocześnie z notesu Jarosika. Ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę. Najpierw gola wyrównującego zdobył Deyna, a na trzy minuty przed końcem losy awansu do finału rozstrzygnął nie kto inny jak Szołtysik. Czy to przypadek, że Jarosik odmówił? A może tak właśnie miało być? Nie wiemy, ale pewny jest fakt, że niezbadane są wyroki okrągłej piłki.
4. NIGERIA – ARGENTYNA 3:2 (Atlanta 1996)
I znów jesteśmy przy Afrykanach. Zanim Kamerun osiągnął swój wielki sukces, Czarny Kontynent miał już złoty medal w piłce nożnej. Stało się tak za sprawą Nigeryjczyków, którzy w 1996 roku zagrali znakomity turniej. Jego zwieńczenie miało nastąpić w meczu finałowym z Argentyną, która miała wszelkie argumenty, by poważnie myśleć o złotym medalu. Pierwszy z nich w meczu finałowym „Albicelestes” przedstawili już w 3. minucie po golu Claudio Lopeza, jednak kontrargument Nigeryjczyków przyszedł 25 minut później. W drugiej połowie wyższości Argentyńczyków starał się dowieść Crespo, ale odpowiedź Amokachiego ponownie dała wynik remisowy. Decydująca była ostatnia minuta spotkania. Wówczas kropkę nad „i” postawił Amuneke, a faworyzowana drużyna z Ameryki Południowej nie potrafiła już pokusić się o ripostę. Nigeria zdobyła złoty medal.
3. ARGENTYNA – BRAZYLIA 3:0 (Pekin 2008)
W 2008 roku igrzyska zdominowały dwie drużyny. Od początku było jasne, że Argentyna i Brazylia mogą pokusić się o złoty medal, jeśli tylko będą wystarczająco skoncentrowani i nie zlekceważą przeciwników. Szkopuł w tym, że może go zdobyć tyko jedna drużyna, więc dwójka faworytów wcześniej czy później musiała się ze sobą spotkać. Do starcia na futbolowym szczycie doszło w półfinale. Obie ekipy dały z siebie wszystko, mecz był widowiskiem godnym półfinału, ale mistrzostw świata, a nie tylko turnieju olimpijskiego. Jako pierwsza obronę rywala złamała Argentyna, którą w 52. minucie na prowadzenie wyprowadził Aguero. Brazylijczycy musieli się odkryć, ruszyli do ofensywy, a rywale czekali na dogodne okazje, które z zimną krwią zamieniali na gole. Drugie trafienie Sergio Aguero i bramka Juana Romana Riquelme dały ekipie „Albicelestes” zwycięstwo 3:0.
2. ZAMBIA – WŁOCHY 4:0 (Seul 1988)
Zambia była największą niespodzianką w finałowym turnieju igrzysk olimpijskich w 1988 roku. Na tę drużynę nikt nie liczył, spodziewano się, że po laniu od Włochów i porażkach z Gwatemalą i Irakiem Afrykanie wrócą do domu. Z Irakiem w pierwszym spotkaniu udało się zremisować, jednak w kolejnym meczu Włosi mieli sprowadzić Zambijczyków na ziemię. Stała się jednak rzecz niewytłumaczalna. Po pierwszej połowie Zambia prowadziła 1:0 po celnym strzale Kalushy Bwalyi. Spodziewano się, że w drugiej części Włosi zrobią swoje, lecz w 56. minucie znów trafił Bwalya. W 64. minucie bramkę znów strzelił Bwalya, tym razem Johnson i Włosi byli już na kolanach. Ekipę „Azzurrich” dobił nie kto inny jak Bwalya, kompletując tym samym hat tricka. Mecz zakończył się wynikiem 4:0 i na długo stał się symbolem klęski włoskiego futbolu. Być może na dźwięk nazwiska Bwalyi włoscy kibice dostawali epilepsji, może domagano się egzorcyzmów – nie wiemy, ale nie zdziwiłoby to nas. Włosi są ekspresyjni, jednak po meczu z Zambią żadna ekspresja nie odda stanu ducha włoskich kibiców.
1. NIGERIA – BRAZYLIA 4:3 (Atlanta 1996)
Jako hit wszech czasów igrzysk olimpijskich uznaliśmy mecz, który nie miał prawa zakończyć się tak, jak się zakończył. Nawet jeśli Alfred Hitchcock połączyłby siły z Melem Brooksem, nie powstałby tak dramatyczny, a jednocześnie tak nieprawdopodobny scenariusz jak ten, którego byliśmy świadkiem w meczu półfinałowym igrzysk olimpijskich w 1996 roku w Atlancie. Spektakl zaczął się od gola Flavio Conceicao już w 1. minucie spotkania. Wyrównujący gol padł po samobójczym trafieniu Roberto Carlosa. Potem trafiali Bebeto i ponownie Conceicao, wydawało się, że jest już po meczu. W drugiej połowie gola kontaktowego strzelił Ikpeba, a w ostatniej minucie do remisu doprowadził Kanu. Dogrywka trwała cztery minuty, Nwankwo Kanu rozstrzygnął losy dogrywki już w 4. minucie doliczonego czasu gry, zapewniając tym samym Nigeryjczykom złoty medal.