Raków Częstochowa po drugiej grupowej porażce w rozgrywkach Ligi Europy musi czuć ogromne rozczarowanie. Teoretycznie najsłabszy rywal ze stawki, mecz przed własną publicznością, a i tak mistrzowie Polski zrobili bardzo niewiele, żeby zakończyć spotkanie z korzystnym rezultatem i wyklarować sobie perspektywy na bardziej zadowalający końcowy wynik europejskich wojaży.
„O Rakowie albo dobrze, albo wcale” mówią spostrzeżenia części naszej miejscowej społeczności. Chociaż w oczach niektórych częstochowianie wyklarowali sobie obraz niesłusznie nietykalnych, to tak naprawdę dopiero w ten czwartek zawiedli najmocniej od momentu pierwszego sezonu w ekstraklasie. Czyli na tyle, aby nie został wrzucony kamyczek do ogródka, a wylała się rzeka krytyki.
Strzał w kolano
Znaczną część winy za przegraną i skomplikowanie szans na awans do fazy pucharowej bierze na siebie trener Dawid Szwarga. 32-latek tak samo jak oblał batalię z Gianem Piero Gasperinim, tak zupełnie nie uporał się z Christianem Ilzerem. Sturm Graz jako kolejny zresztą zespół po Atalancie pokazał, że potrafi lepiej wykorzystać broń, którą „Medaliki” same chciały poszukać szczęścia. Najgroźniejsze sytuacje „Die Schwoazn” brały się po krótkim rozegraniu od własnego pola karnego, wyciąganiu piłkarzy rywala na swoją połowę i szybkiego rozprowadzania piłki do ataku w odkryte przestrzenie, nie szwankowała ostatnia tercja, która naszej drużynie spędza sen z powiek.
Natomiast decydujące trafienie Williama Bovinga było wykorzystaniem mankamentów przeciwnika w pełnej krasie. „Czerwono-niebiescy” od dobrych dwóch, trzech sezonów wypracowują modelowy sposób gry w defensywie – objawia się on między innymi szczególnym zagęszczaniem światła bramki, intensywnym wyskokiem do bloku przy strzałach większej liczby zawodników, zmiennym ustawieniem obrońców przy pojedynkach czy zachowaniami przy akcjach w niedowadze. Ale wciąż nie potrafi on zamaskować jednego elementu w tyłach, czyli kasowania drugich piłek. Kolejnego gola drużyna traci po ofiarnie wybijanej futbolówce sprzed bramki, do której pierwsi dopadają napastnicy.
Wypadałoby w tej sprawie także przejść do decyzyjności byłego asystenta Marka Papszuna. Kontrowersyjnym wyborem Dawida Szwargi w pierwszej jedenastce nie wybiegł Gustav Berggren, a więc jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy gracz początku sezonu w ekipie Rakowa Częstochowa. Wydaje się, że Szwed najbardziej czyta grę w każdej fazie. Tego, czego przecież trener Szwarga w takich chwilach pożąda. To zasługą 25-latka wiele prób uderzeń nie dochodziło do skutku i być może tak samo byłoby na początku tego starcia. Został wystawiony jednak Vladyslav Kochergin, który do bólu jest uczony pozycji numer osiem, mimo że nie posiada wszystkich potrzebnych walorów.
Cebula – jak wyskoczył, tak spadł
Trudne do wytłumaczenia w obliczu tego, co działo się w ostatnich tygodniach, jest wyjście w podstawowym składzie Marcina Cebuli. Ofensywny pomocnik wracający po niezwykle długiej pauzie rozpoczął kampanię w dobrym stylu. Poczynał sobie w ofensywie z niesamowitą swobodą, łatwo wchodził w małe gry z kolegami z innych formacji, a nie zapominajmy, że wygrywał rywalizację na tej pozycji z bardzo jakościowymi zawodnikami. Wielu od razu widziało „dziesiątkę” częstochowian w reprezentacji Polski, jednak jego powołanie było mało realne przez brak liczb przy bramce.











