Marcin Cebula od początku sezonu dosyć niespodziewanie jest bardzo często wykorzystywany przez trenera Dawida Szwargę. Jeszcze kilka tygodni temu postrzegaliśmy 27-latka jako piłkarza bardzo szklanego, który co chwilę łapie urazy. Nie byliśmy przyzwyczajeni do tego, że po powrocie dawał jakość, a tym bardziej że był jednym z najlepszych w drużynie. Dzisiaj powoli możemy się do tego przyzwyczajać.
Odrodzenie
Marcina Cebula i kontuzje w ostatnich latach byli ze sobą za pan brat. Ostatni sezon, w którym byłemu graczowi Korony Kielce udało się rozegrać co najmniej 1000 minut, rozpoczął się trzy lata temu. I to też nie był wynik wybitny, bo było ich około 1700 we wszystkich rozgrywkach. Dla porównania kolega z drużyny Marcina Cebuli – Fran Tudor – ma w tym sezonie już 910 minut, a przypominamy o tym, że wciąż jest sierpień.
Ten wspomniany wcześniej sezon, w którym Cebula rozegrał ponad 1700 minut, był jego pierwszym w Rakowie. Wtedy ofensywny pomocnik wyglądał naprawdę dobrze, co też przekładało się na liczby, bo zdobył sześć goli, do których dołożył siedem asyst. To sprawia, że miał wkład w bramkę średnio co 134 minuty.
W przypadku Marcina Cebuli warto też zaznaczyć, że choć w Koronie Kielce przez wiele sezonów był zawodnikiem podstawowym, to nigdy nie było tak, że był dostępny przez cały sezon. Nie były to co prawda takie urazy, jaki miał miejsce w minionym sezonie, ale były to problemy zdrowotne częste, eliminujące na kilka spotkań. Stąd 27-latkowi przeważnie bliżej było do 20 meczów w sezonie niż pełnych rozgrywek w nogach.
A teraz Marcin Cebula w Rakowie Dawida Szwargi znaczy bardzo dużo. Może po samym suchym spojrzeniu na liczby nie jest to zbyt widoczne, bo mając ponad 600 minut, zaliczył tylko dwie asysty, ale ocenianie tego gracza przez pryzmat punktów w klasyfikacji kanadyjskiej jest po prostu krzywdzące. Najważniejsze w obliczu problemów zdrowotnych, jakie Cebula zawsze w mniejszym bądź większym stopniu miał, jest to, że zagrał w każdym meczu tego sezonu w Rakowie do tej pory.
Świetny wpływ na zespół w ofensywie
Pora rozwinąć myśl, którą rozpoczęliśmy wcześniej. Dlaczego ocenianie Marcina Cebuli ze względu na liczby jest krzywdzące? Bo to często nie jest zawodnik wykonujący te ostatnie podanie. Cebula na boisku zyskuje przewagę, drybluje, czasami potrafi zgubić rywala nawet zwykłym balansem ciała. Wydaje się, że ustawienie z dwiema „dziesiątkami” w sam raz pasuje do tego zawodnika.












