Rocznica to zawsze dobry moment na odpowiednie jej uczczenie. Czy to w sytuacjach z życia prywatnego, czy wszelkich innych. Wspaniały prezent na okrągłe, setne urodziny sprawił sobie Raków Częstochowa. W roku stulecia klubu „Czerwono-niebiescy” przywieźli pod Jasną Górę Puchar Polski, a w lidze musieli uznać wyższość tylko Legii Warszawa. Złote i srebrne krążki, wiszące na szyjach całej częstochowskiej ekipy, mówią same za siebie. W tak wyjątkowym momencie zdobyli pierwsze trofeum dla klubu oraz najwyższe miejsce w rozgrywkach ligowych. Wiele osób doceniło wyniki „Medalików”, ale pojawiały się też zasadne pytania: co dalej? Jaki plan, jakie cele, skoro teraz zostało osiągnięte praktycznie wszystko? Zastanówmy się…
Rozwój to coś, co charakteryzuje Raków. Aby być coraz lepszym, trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę. Gdzie teraz będzie ona zawieszona dla częstochowskiego zespołu?
Raków przebił swój sufit
W pierwszej rundzie sezonu 2020/2021 Raków zachwycał. Zastanawialiśmy się, gdzie się zatrzymają. Lekki falstart z Legią w 1. kolejce, a potem tylko tendencja zwyżkowa. Konsekwentne dopisywanie kolejnych punktów do swojego dorobku pozwalało na zdobywanie coraz to wyższych lokat w ligowej tabeli. Dla Rakowa, który w swojej historii zajął maksymalnie ósme miejsce, a sezon wcześniej zakończył zmagania na dziesiątej lokacie, to było jak sen. Choć tylko początkowo, bo potem i oni sami, i wszyscy wokół przyzwyczaili się do obecności w czołówce stawki.
Zaczęło się dmuchanie balonika, które tonował szkoleniowiec Rakowa, przypominając, jak szybko wszystko się dzieje i gdzie ta drużyna niedawno była.
– Cele są niezmienne. Dla tego klubu, dla tej drużyny sukcesem będzie historyczne miejsce na stulecie klubu, czyli każde powyżej ósmego – tłumaczył trener Papszun w rozmowie z „Weszło”.
Wiosną przyszło to, co w końcu nadejść musiało. Raków złapał zadyszkę, zaczął gorzej punktować (a właściwie wcale). Z perspektywy czasu można powiedzieć, że to w lutym 2021 roku stracili szanse na mistrzostwo, choć do końca istniał cień nadziei. Po kilku gorszych występach częstochowianie wrócili na właściwe tory i wszyscy na nowo zaczęli się nimi zachwycać. Tory te poprowadziły ich do świętowania sukcesów po ostatnim domowym meczu na nowym-starym stadionie.
Ambitne plany
Właściciel Rakowa, Michał Świerczewski, ogłosił jakiś czas temu kilkuletni rozkład jazdy z celami dla drużyny. Zakładał on pięcie się w górę, najpierw 1. liga, potem ekstraklasa. Wreszcie na 100. rocznicę urodzin miał mieć miejsce największy sukces. Te założenia mogły powodować śmiech i pukanie się w głowę, gdy spojrzało się na okoliczności. Szef x-komu niedawno przejął Raków, który ledwo uciekł spod kosy. Dosłownie.











