Rafał Gikiewicz nie miał powodów do radości po dzisiejszym spotkaniu z łódzkim Widzewem. Chwila nieuwagi w ostatnich sekundach meczu spowodowała, że Śląsk zamiast kompletu punktów przywiezie do Wrocławia tylko jeden. Bramkarz „Wojskowych” twierdzi, że można było zachować się lepiej i odnieść zwycięstwo.
Jak oceni Pan dzisiejsze spotkanie?
Fatalnie. Wygrywaliśmy do ostatniej minuty, a zremisowaliśmy mecz, więc straciliśmy dwa punkty.
Początek chyba też nie był zbyt dobry, lepiej grał Widzew.
Czy ja wiem? Jako pierwszy to Śląsk objął prowadzenie. To, co działo na boisku, nie bardzo ma znaczenie, liczą się bramki. Śląsk strzelił i prowadził, niestety, Widzew w pierwszej i drugiej połowie praktycznie w doliczonym czasie gry nas wypunktował i tylko jeden punkt musimy wieźć do Wrocławia.
Czego zabrakło do zwycięstwa?
Jednej bramki więcej niż strzelił przeciwnik… Tak naprawdę zabrakło może koncentracji, lepszego zachowania się. Piłka nożna to gra błędów. Jak się nie popełnia błędów, to się bramek nie traci. Popełniliśmy dwa, straciliśmy dwie bramki.
Czy Śląsk rozegrał dziś lepsze spotkanie niż z Legią?
Myślę, że porównywalne. Z Legią do momentu czerwonej kartki nie graliśmy źle. Łatwo jest oceniać mecz z Legią przez pryzmat gry w dziesiątkę. Legia to jest Legia i wykorzystała to. Uważam, że dzisiaj, jak i tydzień temu zagraliśmy nieźle. Szkoda, że dzisiaj nie wygraliśmy, bo wszyscy by pisali, że Śląsk się odrodził i jest kandydatem do mistrzostwa. W Polsce jest najłatwiej po jednym czy dwóch meczach wszystkich skreślić.
Co będzie w następnych spotkaniach?
Zostało dziesięć kolejek, myślę, że jeśli wygramy dziesięć meczów, to zdobędziemy mistrza. Liga pokazuje, że każdy z każdym może wygrać, trzeba się skoncentrować, pokazać, że jesteśmy zespołem i głowa do góry, za tydzień kolejny mecz.
Jak się Panu grało na stadionie przy alei Piłsudskiego?
Ja kiedyś na tym stadionie dostałem z Jagiellonią pięć bramek w sparingu i przegraliśmy bodajże 5:0. Dzisiaj było lepiej, ale szkoda, że nie wygraliśmy, bo ten powrót byłby bardziej udany.










