Do pierwszego składu Widzewa nieśmiało przebija się Sebastian Radzio, dla którego mecz z Lechią był dopiero drugim występem na boiskach Ekstraklasy. Mimo iż dostał on tylko kwadrans w meczu z Lechią, miał dwie świetne sytuacje na podwyższenie wyniku, jednak żadnej z nich nie wykorzystał.
Czy po występie z Cracovią liczyłeś także na kilka ostatnich minut przeciwko Lechii, która dotychczas słynęła ze swoich zabójczych końcówek?
W przerwie trener Michniewicz powiedział, że dostanę szansę i żebym szukał gola po rzutach rożnych, bo dobrze gram głową. Zabrakło trochę szczęścia (tuż po wejściu na boisko jego strzał głową świetnie obronił Kapsa, a w doliczonym czasie gry nie zdołał wykorzystać sytuacji sam na sam z bramkarzem – przyp. red.), najpierw uderzyłem głową, ale bramkarz był na posterunku, a później źle trafiłem. To są moje początki w Ekstraklasie, także cieszę się, że w ogóle miałem te sytuacje, a o wykończeniu pomyślimy później (śmiech).
Czy 1:0 satysfakcjonuje Widzew? Chcielibyście zapewne wygrać przynajmniej 2:0 (rundzie jesiennej Widzew przegrał w Gdańsku 1:3, zatem potrzebował przynajmniej dwubramkowego zwycięstwa, aby wyprzedzić Lechię – przyp. red.)
Najważniejsze jest to, że zdobyliśmy trzy punkty. A czy wygramy 1:0 czy 5:0 – to naprawdę nie ma wielkiej różnicy.
Teraz czeka was spotkanie z Górnikiem Zabrze. Co powiesz o rywalu?
Trudno jest mi cokolwiek powiedzieć. Wiem na pewno, że zagramy o trzy punkty.
Spodziewaliście się w przerwie między rundami, że będziecie kończyć sezon walką o europejskie puchary?
Mamy młodą drużynę, z potencjałem. Myślę, że to nie jest przypadek, tylko efekt ciężkiej pracy. Przepracowaliśmy dobrze zimę i teraz się wszystko decyduje w maju, kiedy gramy po osiem spotkań w miesiącu. Po wynikach i stylu gry widać, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani.
Doping w drugiej połowie dodał Wam skrzydeł? Przez 60 minut panowała cisza, ale na końcówkę meczu kibice się już obudzili.
Dodał, oczywiście że dodał. Przy takim dopingu chce się walczyć, chce się wygrywać.
Nie popisałeś się golem, ale inaczej wpisałeś się do meczowego protokołu. Taki był zamysł, żebyś opóźniał grę, nawet za cenę żółtej kartki? Trener zachęcał do takiej gry?
To był dopiero mój drugi mecz w sezonie, nie miałem wcześniej żadnego upomnienia, także pomyślałem o tym, że nie wpłynie to na resztę tego sezonu, czyli końcowy mecz z Górnikiem. Po prostu pomyślałem sobie, że spowolnię tę akcję, ale trener nic mi nie mówił.
Nie wiem, czy zgodzisz się z tą opinią, ale po raz kolejny po strzelonej bramce cofnęliście się i znów było nerwowo. We wcześniejszych meczach często kończyło się to stratę przynajmniej jednej bramki.
Trener ostrzegał nas, że Lechia większość goli zdobywa na wiosnę w ostatnich minutach. Uczulał nas na to, więc w końcówce byliśmy podwójnie zdeterminowani.
Twój drugi mecz w Ekstraklasie był mniej stresujący od pierwszego?
Bez przesady, myślę, że zarówno przeciwko Lechii, jak i Cracovii, nie było dużej tremy.