Radomiak Radom po świetnym początku sezonu złapał zadyszkę. Zgodnie z informacjami Szymona Janczyka z Weszło w związku z ostatnimi wynikami w sztabie mieli przeanalizować błędy i zmienić pewne rozwiązania z korzyścią dla zespołu. Po starciu ze słabiutkim Piastem widać, że coś drgnęło. A przynajmniej w drugiej połowie. „Zieloni” pokonali Piasta 1:0.
Posada Joao Henriquesa wisiała na coraz cieńszym włosku. Co prawda Portugalczyk dostał czas na naprawę, ale ostatnie tygodnie nie napawały optymizmem. Brakowało początkowej dominacji i zajeżdżania rywala intensywnością, kiepsko wyglądała obrona robiąca dziecinne błędy. No ale do Radomia przyjechał Piast Gliwice – z kim, jak nie z nim, przełamać złą passę.
Radomiak zgodnie z przewidywaniami oddał piłkę gościom. Najgroźniejszą bronią „Zielonych” były piłki na szybkiego Elvesa Balde oraz Vasco Lopesa. O ile ten pierwszy jeszcze potrafił stworzyć zagrożenie pod bramką Placha dzięki swojej szybkości i dryblingowi, o tyle obywatel Republiki Zielonego Przylądka notorycznie irytował głupimi stratami i nieudanymi dryblingami.
Pierwsza połowa idealna do rosołku
Ale tak naprawdę na boisku wiało raczej nudą. Ani jedni, ani drudzy nie potrafili skutecznie zagrozić rywalowi.
Z ciekawszych momentów zapamiętaliśmy, gdy Romario Baro elegancko podciągnął piłkę środkiem, potem zamieszał Balde, ale obronił Plach. Był strzał Felixa głową, Majchrowicz po dośrodkowaniu wypluł piłkę. Świetny pass miał Kamara do Grzesika, ale jego zgranie do środka wyłapał golkiper. Słowem – meczyk do rosołku.
VAR w Radomiu znów nawalił
Krótkim przerywnikiem tego mocno średniego meczu była kolejna awaria VAR w Radomiu. Jednak to akurat i tak nic nie zmieniło, jak złośliwie zauważyli niektórzy, patrząc na decyzje z tego sezonu na niekorzyść Radomiaka.
Radomiak Radom wreszcie pokazał efekty poprawy
Gospodarze chyba poczuli, że trzeba w końcu dać swoim fanom namiastkę futbolu no i tej obiecanej poprawy. Długa piłka dotarła do irytującego dotąd w ataku Vasco Lopesa. Ten świetnie wypuścił piłkę na dobieg i po chwili zamieszania (piłka mogła być adresowana również do Rafała Wolskiego) przejął ją Elves Balde. Obywatel Gwinei Bissau posłał piłkę tuż przy słupku i rozkręcił nam to spotkanie.











