W letnim okienku transferowym FC Barcelona sprzedała dwóch dość ważnych zawodników. Alexis Sanchez wybrał czerwoną część Londynu, Cesc Fabregas z kolei ubrał kolor niebieski. Zamiast nich do stolicy Katalonii dołączyli Luis Suarez i Ivan Rakitić. Chyba trzeba stwierdzić, że ekipa Luisa Enrique niezbyt dobrze na tym wyszła.
O odejściu Fabregasa i Sancheza wiadomo było od dawna. Obydwaj, o mimo swoich nieprzeciętnych umiejętności, byli niedoceniani, ciągle w cieniu głównych gwiazd. Były gwiazdor Arsenalu Londyn ciągle w cieniu Iniesty i Xaviego. Dodatkowo Hiszpan rzadko był ustawiany na swojej optymalnej pozycji. Raczej funkcjonował jako „zapchajdziura”. Nikt nie miał wątpliwości co do jego umiejętności, brakowało mu jednak pewności ze strony przełożonych. Wychowanek Barcy nie był pierwszym wyborem, nawet w chwilach gdy był w świetnej formie. Jego nieprzeciętny talent często był zwyczajnie marnowany. W poprzednim sezonie w barwach „Blaugrany” rozegrał 50 spotkań i strzelił 13 goli.
Chilijczyk z kolei oficjalnie narzekał na swoją pozycję w klubie. Nominalny skrzydłowy często przesiadywał na ławce, oglądając poczynania Messiego, Neymara, czy Pedro, którzy niejednokrotnie spisywali się bardzo słabo. Mimo że wystąpił 52 razy i zdobył 21 bramek nic to tak naprawdę nie dało. Po sezonie było pewne, że lada chwila znajdzie nowy klub.
W stolicy Katalonii tych dwóch graczy zastąpiła inna dwójka. Luis Suarez ostatecznie znalazł się w Barcelonie, choć wydawało się, że sytuacja z mistrzostw świata, kiedy ugryzł Giorgio Chielliniego, może przystopować jego karierę. Włodarze klubu bardziej jednak skupili się na jego grze, a ta wyglądała wyśmienicie. Grając w przeciętnym Liverpoolu, całkowicie zdominował rozgrywki Premier League, jednoznacznie zaznaczając swoją obecność na szczycie zestawienia najlepszych napastników świata. 31 bramek w 33 spotkaniach w uważanej za najmocniejszą ligę globu chyba jednoznacznie tłumaczą decyzję działaczy wielokrotnego mistrza Hiszpanii.
Równie kapitalny sezon za sobą miał Ivan Rakitić. Chorwat był prawdziwym liderem Sevilli, którą doprowadził m.in. do zdobycia Pucharu Ligi Europy. W 34. spotkaniach zdobył 12 bramek i tyle samo asyst. Stał się mózgiem zespołu i jeszcze w trakcie mundialu został zakontraktowany przez Barcelonę. I nawet jego gejowskie zapędy z finału europejskiego pucharu nie powstrzymały władz hiszpańskiego zespołu od zakontraktowania go.
Wszystko fajnie, ale czy to wyszło na dobre? Raczej nie. Zarówno Sanchez jak i Fabregas stali się absolutnymi gwiazdami swoich nowych ekip, odpowiednio Arsenalu, jak i Chelsea, z kolei nowe nabytki Barcy zawodzą.
Alexis wybrał ofertę z czerwonej strony Londynu. Wydawało się, że jest idealny dla tego klubu. I nie ma w tym ani grama wątpliwości. Szybki, silny, świetny drybler w północnej części stolicy Anglii ma przede wszystkim bezwzględne zaufanie trenera. Arsene Wenger stawia na Chilijczyka od początku jego pobytu na Emirates i to jedna z niewielu świetnych decyzji Francuza w tym sezonie. 25-latek całkowicie spłaca się, ratując swój nowy zespół przed totalną katastrofą.











