Poznaliśmy pełen skład pierwszej ligi, poznaliśmy też komplet drużyn w ekstraklasie. Puszcza Niepołomice na przekór wszystkim, na przekór przewidywaniom po dogrywce zawitała w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.
Ten pojedynek zdawał się mieć jednego faworyta. To Bruk-Bet ma bogatego właściciela, który zbudował w niewielkiej gminie Żabno namiastkę dużej piłki. Natomiast z drugiej strony mamy skromny klub, jakim jest Puszcza Niepołomice, bez wielkich możliwości finansowych. Ale po tym, co Puszcza zrobiła z Wisłą Kraków, awans dla Bruk-Betu już taki pewny nie był. Świadomość celu, który był dosłownie o 90 minut, sprawiała, że piłkarze z Niecieczy nie mogli lekceważyć umiejętności niepołomiczan.
Puszcza o krok od napisania historii
Na naszej stronie ukazał się ostatnio artykuł o tym, że dla Puszczy ten mecz miał być najważniejszym meczem w całej historii klubu. Jeszcze nigdy „Żubry” nie były tak bliskie ekstraklasy jak w tym momencie, i to jeszcze na stulecie klubu! Do Niecieczy miała się wybrać grupa kibiców gości licząca około 500 osób. Ktoś powie, że to niewiele, ale jak na miasteczko mniejsze od niektórych stadionów w pierwszej lidze, to robi to już większe wrażenie. Dla nich ten awans znaczył wszystko, bo nie wiadomo, kiedy taka sytuacja mogłaby się powtórzyć.
Bezbarwna pierwsza połowa
Tymczasem po pierwszej połowie trudno było powiedzieć, kto miał bliżej do ekstraklasy. Termalica z racji bycia faworytem była ponad dwa razy dłużej przy piłce, jednak goście umiejętnie się bronili i z tej przewagi nie wynikało nic. „Słonie” atakowały i skrzydłami, i pozycyjnie, ale zawsze na posterunku był któryś z graczy Puszczy. Goście skutecznie wybijali gospodarzy z rytmu, nie pozwalając im rozwinąć skrzydeł. Nie można było się spodziewać niczego innego.
Ekipa trenera Tułacza znana jest z takiego stylu gry, który przyniósł jak dotąd tak fantastyczne rezultaty. Puszcza grała swoje, tworząc od czasu do czasu zagrożenie. Statystycznie obie drużyny oddały po tyle samo strzałów na bramkę. Niemniej ogólny obraz pierwszej połowy należy uznać jako rozczarowujący. Rozumiemy, o jaką grę toczy się stawka, ale istnieje pewne minimum, które trzeba spełniać, jeśli obydwie drużyny pragnęłyby pozostać w ekstraklasie dłużej niż rok.
Druga połowa jak u Hitchcocka
Druga połowa rozpoczęła się jak u Hitchcocka, od prawdziwego trzęsienia. Najpierw koszmarny błąd praktycznie po rozpoczęciu drugich 45 minut popełnił Kewin Komar, który przepuścił pod pachą uderzenie głową Tomasa Poznara. Jeden z bohaterów półfinałowego starcia swoją niefortunną interwencją oddalił Puszczę od historycznego awansu. Na szczęście dla młodego golkipera, Termalica nie cieszyła się zbyt długo z prowadzenia. W 51. minucie lewą stroną popędził Marcel Pęczek. Ten dośrodkował na zamykającego dalszy słupek do niepilnowanego Artura Siemaszki. Napastnik wypożyczony z Arki Gdynia posłał piłkę do siatki i przywrócił „Żubry” do gry.











