W środę odbył się pierwszy półfinał Pucharu Rosji. Do wielkiego finału tych rozgrywek awansował Rubin Kazań. Mistrzowie Rosji pokonali w Moskwie miejscowy FK 1:0.

Ciężko było wskazać faworyta tego starcia. Obie jedenastki w tym sezonie prezentują się podobnie i zgodnie zajmują dwa pierwsze miejsca w lidze. Nieco więcej szans można było dać Rubinowi, który w siódmej kolejce Premier Ligi znokautował Saturna Ramienskoje 5:0. Obie drużyny przystępowały do tego starcia w odmiennych nastrojach. Dla FK była to ostatnia szansa na to, by poprzedniego sezonu nie uznać za stracony i awansować do europejskich pucharów. Kazańczykami natomiast kierowała chęć odniesienia kolejnego sukcesu po mistrzostwie Rosji. Początek meczu okazał się dość niemrawy. Kibice obserwowali głównie twardą walkę bez szybkich ataków i efektownych akcji. Pierwszy strzał w meczu, dopiero po dziewięciu minutach, oddał Alejandro Dominguez, który nie wcelował w światło bramki. Po okresie brzydkiej gry i fauli rzut rożny wywalczyli moskwianie. Ich dośrodkowanie zostało wybite, a kontratak gości o mało nie zakończył się golem dla nich. Po podaniu ze skrzydła Serhija Rebrowa głową uderzał Aleksandr Rjazancew, a Jurija Żewnowa uratowała poprzeczka. Świetną okazję na pokonanie Siergieja Ryżykowa FK zmarnował w 34. minucie golkiper „Tatarów” na przedpolu minął się z piłką. Futbolówka wylądowała na głowie Aleksandra Stawpieca. Młody napastnik „Obywateli” zupełnie się tego nie spodziewał i nie trafił do pustej bramki. Do końca pierwszej połowy na boisku więcej inicjatywy mieli przyjezdni. Najbardziej we znaki dawał się wprowadzony do gry jeszcze przed przerwą Roman Adamow, który zmienił Domingueza. FK próbował, ale szczelna defensywa Rubinu nie pozwalała im na oddanie strzału. Ta część meczu zakończyła się bezbramkowym remisem.
Tuż po wznowieniu gry, okazję do pokonania Ryżykowa ponownie miał Stawpiec, ale nie wykorzystał błędu McBetha Sibayi. 180 sekund później padł gol. Ku nieszczęściu większości kibiców zgromadzonych na stadionie imienia Eduarda Strielcowa, zdobyli go goście. Powracający do składu po kontuzji Rebrow wypatrzył w polu karnym Rjazancewa, a ten strzelił nie do obrony pod poprzeczkę. Chwilę później Żewnow dalekim wyjściem uprzedził szarżującego Gokdeniza Karadeniza. Po okresie dominacji kazańczyków do głosu doszedł FK. Edgaras Cesnauskis przegrał jednak pojedynek z Sibayą. Po tym w polu karnym padł Hector Bracamonte. Sędzia nakazał grać dalej, piłka trafiła do Dmitrija Tarasowa, a ten, choć nieznacznie, jednak się pomylił. Moskwianie dominowali, ale Ryżykow pozostawał niepokonany. Rubin w końcu odpowiedział niecelnym strzałem Siergieja Siemaka. W ciągu następnej minuty obaj bramkarze dali popis swoich możliwości. Żewnow świetnie sparował zmierzającą pod poprzeczkę piłkę po strzale Karadeniza, a golkiper „Tatarów” w kapitalnym stylu obronił główkę Tarasowa. Miodrag Bożović, robił, co mógł. Wprowadzał kolejnych piłkarzy, ale wynik nie ulegał zmianie. Na 180 sekund przed końcem mogło być po meczu. Po zagraniu Adamowa sam na sam z Żewnowem znalazł się Hasan Kabze. Lepszy okazał się białoruski bramkarz. FK próbował do końca, ale nie dał rady. Po dobrym meczu dwóch równych drużyn lepsi okazali się mistrzowie Rosji. To oni wygrali i pojawią się w finale krajowego pucharu na Łużnikach. „Obywatele” niczym nie ustępowali czempionom, ale musieli uznać ich wyższość. Teraz muszą skoncentrować się na walce w Premier Lidze.











