Dzisiejsze mecze najważniejszych rozgrywek pucharowych w kraju zaskoczyły. Jagiellonia uległa Zagłębiu na własnym boisku, a Lech wygrał i to w zasłużonych okolicznościach, jednak cały czas raził nieskutecznością.
Sparaliżowana „Jaga”

Mimo przybycia na trybuny Stadionu Miejskiego w Białymstoku samego Tomka Frankowskiego i wielkich nadziei Bartłomieja Drągowskiego na sukces wygłoszonych na jego facebookowym profilu przy okazji zachęcania kibiców do stawienia się na meczu „Żółto-czerwoni” nie podołali świetnie radzącemu sobie dziś Zagłębiu Piotra Stokowca, ulegając 0:2.
Pojedynek o ćwierćfinał dużo lepiej rozpoczęła drużyna z Lubina. Pierwsze potwierdzenie tej przewagi znalazło swoje odzwierciedlenie w 16. minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Łukasza Janoszki Michal Papadopulos świetnie zwiódł Igorsa Tarasovsa i wbił piłkę głową w dolny róg bramki. Krzysztof Baran był praktycznie bezradny, gdyż piłka wpadła do bramki po koźle. Następny gol padł już po kwadransie. Tym razem futbolówkę do siatki posłał kapitan „Miedziowych” – Krzysztof Piątek, który wpakował ją świetnie tuż pod poprzeczkę po strzale głową po centrze z rzutu wolnego Krzysztofa Janusa. Znowu przy kryciu zawinił łotewski obrońca Jagiellonii. W pierwszej części spotkania gospodarze nie stworzyli sobie tak naprawdę ani jednej groźnej sytuacji podbramkowej (jedynie parę słabych strzałów z dystansu).
Druga połowa rozpoczęła się od obiecującej akcji ekipy Probierza, zakończona jednak słabym strzałem Romańczuka. W 63. minucie gry trener Jagiellonii postawił wszystko na jedną kartę i wykorzystał wszystkie zmiany, przez co ryzykował grę w dziesiątkę przy ewentualnej kontuzji jednego z zawodników. Z początku korekty przynosiły pozytywne efekty w grze białostoczan, lecz były one krótkofalowe. Najlepszą sytuację zmarnował w 68. minucie Przemysław Frankowski, który strzelił z ostrego kąta na bramkę Martina Polacka, ale trafił w poprzeczkę.
Od około 70. minuty kontrolę nad meczem zaczęło odzyskiwać Zagłębie. Pod sam koniec meczu piłkarze z Białegostoku próbowali jeszcze rozpaczliwie poprawić wynik poprzez nieskuteczne i niecelne dalekie podania lub strzały.
Piłkarze z Lubina zasługują na ogromny szacunek nie tylko za postawę w meczu, ale też i po nim. A to dlatego, że (prawdopodobnie z inicjatywy Adriana Błąda) podziękowali za „doping” dosłownie kilku kibicom przybyłym na mecz z oddalonego od Białegostoku o ponad 600 kilometrów Lubina.
Jagiellonia: 33. Krzysztof Baran – 2. Filip Modelski, 7. Sebastian Madera, 19. Igors Tarasovs, 3. Jonatan Straus – 10. Alvarinho (63′, 21. Przemysław Frankowski), 22. Rafał Grzyb, 4. Jacek Góralski (63′, 15. Fedor Cernych), 6. Taras Romanczuk, 11. Karol Mackiewicz (46′, 5. Konstantin Vassiljev) – 12. Piotr Grzelczak.











