Puchar Polski powoli wychodzi z wirażu i dąży do ostatecznych rozstrzygnięć. Pozostało osiem drużyn, które rozpoczynają dwumecze o wejście do półfinału. Warto się przy tej okazji zastanowić, komu najbardziej zależy na zwycięstwie w tych rozgrywkach. W stawce mamy kilka solidnych marek, czarnego konia i trochę egzotyki. Kto jest najbardziej zdeterminowany, by wygrać?
Dosyć zaskakująco na osiem klubów, które przystępują do 1/4 finału, zaledwie połowa to reprezentanci najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. To tylko dowodzi, że zespoły ekstraklasy nie zawsze poważnie traktują te rozgrywki i często grają w nich piłkarze niemogący liczyć na regularne występy na ligowych boiskach.
Wisła przepłynie przez Poznań?
Chyba najpoważniejszymi kandydatami do ostatecznego triumfu są obie drużyny z dwumeczu Lech – Wisła. Nawet trochę szkoda, że los skojarzył te dwa kluby w tak wczesnej fazie rozgrywek. Finał z tymi zespołami w roli głównej z pewnością zapowiadałby się pasjonująco. Jednak z tej dwójki dalej przejdzie tylko jeden.
Od dłuższego czasu widać i słychać, że ludziom w Krakowie bardzo zależy na Pucharze Polski. Sam trener Dariusz Wdowczyk zapowiedział, że na starcie z „Kolejorzem” wystawi najcięższe armaty i cały proch, jakim dysponuje. Wszystko po to, by awansować do półfinału. Trudno się temu dziwić. Mimo że tabela ekstraklasy jest w tym sezonie płaska jak naleśnik, trudno będzie o miejsce w czołowej ósemce i możliwość walki o europejskie puchary. A te interesują „Białą Gwiazdę” z co najmniej kilku powodów.
Mimo że tabela ekstraklasy jest w tym sezonie płaska jak naleśnik, trudno będzie o miejsce w czołowej ósemce i możliwość walki o europejskie puchary. A te interesują „Białą Gwiazdę”.
Przede wszystkim występy w Europie pozwoliłyby Wiśle znaleźć poważnego i bogatego sponsora. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że w krakowskim klubie się nie przelewa i po ogromnych problemach organizacyjnych każdy grosz się przyda. Ostatnio zespołowi Dariusza Wdowczyka udało się wyjść ze sportowego dołka, co tylko potwierdza, że Wisła jest bardzo poważnym kandydatem do ostatecznego triumfu w walce o krajowe trofeum. Przy Reymonta nikt nie chowa głowy w piasek, więc Małecki i spółka wyrastają na głównego faworyta całych rozgrywek.
Bojowe nastroje płyną także z wypowiedzi ludzi z Poznania, ale trudno powiedzieć, czy to kurtuazja, czy rzeczywiście Lechowi zależy na Pucharze Polski. Z jednej strony jest to duża szansa na występy w Europie, za którymi z pewnością „Kolejorz” się stęsknił, z drugiej jednak wciąż najważniejsza jest liga.
Po niezłym starcie pracy trenera Nenada Bjelicy teraz przyszedł czas nie tyle gorszy, co nie do końca zadowalający kibiców w Poznaniu. W porównaniu z ostatnim meczem przeciwko Legii z pewnością dojdzie do kilku zmian w składzie, więc forma poznańskiej drużyny wydaje się być niewiadomą.
Przede wszystkim występy w Europie pozwoliłyby Wiśle znaleźć poważnego i bogatego sponsora.
Lech i Wisła grały ze sobą tydzień temu i wówczas padł remis 1:1. Teraz spotkanie odbędzie się bez obecności kibiców, co jest karą za pamiętny finał PP z Legią, kiedy to sympatycy „Kolejorza” odpalili race i rzucali je w kierunku Arkadiusza Malarza. Tak czy owak, należy pamiętać, że to dwumecz i wszystko jeszcze może się zdarzyć, a jedno spotkanie niczego nie rozstrzyga. Jednakże zwycięzca z tej pary wydaje się najpoważniejszym kandydatem do końcowego sukcesu.











