Już w niedzielę rozpoczęta zostanie 27. edycja jednego z najstarszych kontynentalnych czempionatów – Puchar Narodów Afryki. Najważniejsza impreza piłkarska na Czarnym Lądzie po raz pierwszy w swojej historii zawitała do Angoli. W meczu otwarcia gospodarze turnieju zmierzą się z drużyną Mali.

W premierowej konfrontacji Pucharu Narodów Afryki 2010 dość trudno jest wskazać zdecydowanego faworyta. Teoretycznie więcej szans na zwycięstwo mają zawodnicy Mali. Za piłkarzami z zachodniej części kontynentu przemawia, przede wszystkim, wysoka pozycja w rankingu FIFA (45. miejsce ) oraz prezentowana w ostatnim czasie forma. Dotyczy to chociażby eliminacji do mistrzostw świata, będących jednocześnie kwalifikacjami do kontynentalnego czempionatu, w których Malijczycy odpadli dopiero w ostatniej fazie. Okazali się gorsi jedynie od Beninu i Ghany, podczas gdy podopieczni Manuela Jose nie dotarli do tej rundy.

Team z Angoli – przy swoich niedzielnych przeciwnikach – wygląda dość mizernie. Poza awansem do mundialu w Niemczech nie odniósł żadnego spektakularnego sukcesu, słabo spisał się podczas zmagań o przepustki do RPA, a drużyna nie może pochwalić się żadnymi bardziej znanymi piłkarzami. Nazwiska Mantorrasa czy Manucho nie robią wrażenia na graczach z Mali, których barwy reprezentują między innymi Mohammed Sissoko, Mahamadou Diarra czy Frederic Kanoute. Niemniej jednak, gracze Manuela Jose są gospodarzami tegorocznego Pucharu Narodów Afryki, a występy przed własną publicznością – podczas takich imprez – zawsze wyzwalają dodatkowe pokłady adrenaliny i motywacji.
Wynik starcia Angoli z Mali pozostaje sprawą otwartą. Jak to zostało wcześniej wspomniane, pewniejszymi kandydatami do zdobycia premierowych trzech punktów są gracze Stephena Keshiego. Jednak piękno futbolu polega na tym, że nie zawsze wygrywa faworyt. Nie zwyciężają nazwiska, tylko ich właściciele, a wszystko zawsze weryfikuje boisko.











