Tylko życie potrafi pisać takie scenariusze. Jeszcze niedawno Rio Ferdinand na łamach „The Sun” apelował do Theo Walcotta, w ostatniej chwili odstrzelonego z 23-osobowej kadry reprezentacji Anglii na MŚ: — Jeśli chcesz, to możesz do mnie zadzwonić i pogadać o tym, co cię spotkało. Wiem, co czujesz, bo sam przez to przechodziłem przed Euro 2000. Faktycznie, Rio będzie miał okazję o tym porozmawiać z młodym napastnikiem Arsenalu Londyn i to już niedługo. W związku z kontuzją kolana, której 31-letni stoper Manchester United nabawił się na piątkowym treningu. On także nie zagra na mundialu w RPA!
– Panowie, nie mam dla was dobrych wiadomości – zebrał swoich podopiecznych w hotelowym holu Fabio Capello, by ogłosić im hiobowe wieści. – Ferdinand jest już po szczegółowych badaniach, które wykazały kontuzję kolana, w związku z czym nie zagra w finałach MŚ.
Piątkowy trening przebiegał spokojnie i normalnie. Do czasu aż Don Fabio nie ogłosił gierki wewnętrznej. Wtedy, w trakcie jednego z pojedynków, Emile Heskey z impetem zaatakował Ferdinanda. Przerażający krzyk przerwał grę, gdyż nowo mianowany kapitan synów Albionu zaczął zwijać się z bólu, po czym od razu został przewieziony do szpitala. Tam na obserwacji spędził trzy godziny, po których okazało się, że uraz jest poważny, co uniemożliwi mu występ na najważniejszej imprezie czterolecia. – Czuje się paskudnie – wyznał po całym zajściu Heskey, ale nikt nie miał do niego pretensji. Wszyscy skupili się na tym, aby pocieszyć Ferdinanda. Do piłkarza MU zadzwonił nawet sam książę William, by wesprzeć go w tych trudnych chwilach, a koledzy z zespołu od razu zapowiedzieli: – Rio, zdobędziemy dla Ciebie ten Puchar Świata!
Dramat Ferdinanda jest tym większy, że cała tragedia odbywa się w momencie, kiedy gwiazda „Czerwonych Diabłów” stała się naprawdę znaczącą postacią w drużynie narodowej. Od słynnej bowiem afery z 2003 roku – kiedy wychowanek Eltham Town nie stawił się na kontroli antydopingowej po jednym z meczów MU, co skończyło się dla niego ośmiomiesięczną dyskwalifikacją, przez którą nie mógł zagrać na Euro 2004 – w oczach kibiców Rio jawił się jako osoba skrajnie nieodpowiedzialna, beztroska, kompletnie nieprzejmująca się niczym. Opaska kapitana reprezentacji Anglii – którą urodzony w Peckham obrońca otrzymał po tym, jak wyszły na jaw romanse Johna Terry’ego – świadczyła o tym, że w końcu wydoroślał (wszak nominacji nie dostały tak charyzmatyczne postacie, jak Steven Gerrard, Frank Lampard czy Wayne Rooney). Zauważył to Capello, zauważyli to kibice, ale w końcu zauważył to sam piłkarz, który stwierdził: – Dojrzałem do tego, by być kapitanem reprezentacji Anglii. Osiem lat gry na możliwe najwyższym poziomie na Old Trafford robi swoje. I było to widać na każdym kroku. Ferdinand kiedy tylko mógł, wspierał kolegów z kadry, chociażby chwaląc powracającego powoli do wielkiej formy Ledleya Kinga, dodając otuchy wspomnianemu już Walcottowi. Przyznał również, że zapłaciłby każde pieniądze, gdyby od tego zależał powrót Paula Scholesa do drużyny „The Three Lions”. Wyznał także, że wzorem kapitana był dla niego od zawsze Roy Keane.









