Słysząc o dwumeczu PSG z Barceloną, od razu na myśl przychodzą wydarzenia z 2017 roku. Nieważne, czy jesteś kibicem „Blaugrany”, czy PSG, nie ma wyjścia. To musi być to. Różnica między tamtym meczem a tym dzisiejszym pozostaje jednak znacząca. Wtedy remontada Barcelony miała miejsce na Camp Nou. Dziś rewanż rozgrywany jest na Parc des Princes. Wynik 4:1 na wyjeździe dawał olbrzymi spokój Pochettino i Mbappe z kolegami. Co tu dużo mówić. Barcelona kolejny raz w dwumeczu z PSG potrzebowała cudu. Nawet sami kibice „Blaugrany” mogli mieć spore wątpliwości, czy to możliwe.
Wtedy w zespole z Paryża nie grał taki piłkarz jak Kylian Mbappe. Barcelona z kolei po swojej stronie miała trio: Neymar, Suarez, Messi. Teraz w klubie z Katalonii pozostał tylko ten ostatni. Suarez gra dla ligowego rywala, a Neymar reprezentuje PSG. Dziś Brazylijczyk nie zagrał, kolejny raz. Jednak ma znakomitego zastępcę na placu gry. Mbappe to futbolowy geniusz i nie warto z tym dyskutować. Dziś kolejna próba jego mentalności lidera i umiejętności pociągnięcia zespołu na same wyżyny. Czy jest w Barcelonie taki piłkarz? Wiadomo, Messi, ale to chyba nie ta mentalność. Nie można dyskutować z aspektami sportowymi, jakie Argentyńczyk daje zespołowi. Jednak żeby Barcelona awansowała, Messi musiałby zagrać prawdopodobnie najlepszy mecz w swojej karierze.
Dominacja bez kropki nad „i”
Trzeba przyznać, że „Barca” ruszyła mocno. Koeman na pewno bardzo dobrze nastawił swoich piłkarzy – wysoki pressing, szybkie konstruowanie akcji. To wszystko było, nawet Messi miał wolnego dość blisko bramki. Strzał jednak poszybował wysoko nad bramką. Podobny przebieg spotkania jak we wczorajszym meczu Sevilli. Przewaga optyczna, ale brak konkretów. W razie potrzeby zawsze na straży stał Keylor Navas, który jest synonimem spokoju. Próbował testować go Dembele, potem Dest, ale nic z tego. Wciąż 0:0 na tablicy wyników. Dla Barcelony sporym zagrożeniem stało się to, że żółtą kartką upomniany został Oscar Mingueza. Hiszpan ustawiony był na Mbappe. To nie mogło zwiastować nic dobrego. Dlatego też został zmieniony.
Mbappe raz
Coś wcześniej wspominałem o podobieństwie do meczu BVB – Sevilla. Można powiedzieć, że efekt dominacji gości był identyczny. Różnica taka, że pierwszego gola PSG strzeliło po rzucie karnym. Dokładniej strzelił go Mbappe. Francuz przymierzył wyśmienicie. Karne na ten moment na pewno opanował lepiej niż Haaland. Zawodnik PSG uderzył wręcz perfekcyjnie w lewe okienko bramki. Ter Stegen zupełnie bez szans. Trzeba przyznać, że nie był to najbardziej potrzebny faul Lengleta w historii piłki nożnej, delikatnie mówiąc, okazał się głupi. Barcelona z jeszcze mniejszymi nadziejami na awans. Chociaż nie zmieniło się jedno. Wciąż goście potrzebowali minimum czterech bramek. Nie pomagał w tym Dembele, zawodnik Barcelony miał kilka dogodnych okazji, wszystkie strzały były jednak dalekie od ideału.










