Łęcznianie zdołali przerwać serię trzech meczów bez zwycięstwa i na własnym obiekcie pokonali 1:0 Koronę Kielce. Duży wpływ na przebieg tego starcia miała czerwona kartka dla podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza, otrzymana już w pierwszej części gry. Wynik mógł być zdecydowanie wyższy, ale na przeszkodzie stanęła wyjątkowa nieskuteczność gospodarzy.Od pierwszego gwizdka sędziego zarysowała się nieznaczna przewaga gospodarzy. Na boisku w Łęcznej oglądać można było jednak wiele niedokładności ze strony piłkarzy obu zespołów. Być może na postawę graczy wpłynął fakt, że był to dla nich mecz o przysłowiowe „sześć punktów”.
Niestety dla widowiska, taki stan rzeczy utrzymywał się przez dłuższy czas. Poprawę przyniosła druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Radka Dejmka wręczona przez Mariusza Złotka. To spowodowało, że śmielej do ataku ruszyli podopieczni Szatałowa. Zaowocowało to trzema sytuacjami Fedora Cernycha. Litwin przy dwóch pierwszych był nieskuteczny, ale ostatnia została już zamieniona na gola w 37. minucie. Jeszcze przed przerwą beniaminek T-Mobile Ekstraklasy szukał okazji do podwyższenia prowadzenia, ale te nie przyniosły powodzenia.
Początek drugiej części gry przyniósł podobny scenariusz jak w końcowym fragmencie pierwszych 45 minut. Gospodarze zdecydowanie przeważali, ale tuż przed bramką rywala dostawali dziwnego paraliżu. Zbyt wiele nie wniosła ofensywna zmiana trenera Szatałowa, który wpuścił na plac gry Hasaniego. Po upływie godziny gry gospodarze dostali nowego impulsu do gry i stało jasne, że kolejny gol powinien być kwestią czasu. Podwyższenie rezultatu powinno mieć miejsce w 68. minucie, ale Nowak nie zdołał wykorzystać rzutu karnego.
W ślad za kolegą z drużyny poszli także inni piłkarze beniaminka, który pudłowali w coraz to lepszych sytuacjach. Nawet najstarsi kibice w Łęcznej nie pamiętali aż takiej indolencji swoich piłkarzy. W końcówce również nie udało się podwyższyć rezultatu, zaś grający w osłabieniu goście nie mogli sobie pozwolić na znaczące akcje ofensywne. W związku z tymi, obecni na stadionie musieli zadowolić się jednym trafieniem.
Górnik zdołał więc przełamać niekorzystną serię i dzięki zwycięstwu nad Koroną awansował na siódme miejsce w tabeli. Zespół z Kielc pogorszył już i tak nienajlepszą sytuację i cały czas pozostaje na przedostatnim miejscu w tabeli. Za nimi cały czas tylko Zawisza.











