Problem bogactwa w Realu Madryt


W środku pola „Królewskich” już dziś roi się od wielkich nazwisk, a po sezonie gwiazd ma być jeszcze więcej

16 stycznia 2020 Problem bogactwa w Realu Madryt
Wikimedia Commons

Początek sezonu nie zwiastował cudów dla drużyny Zinedine'a Zidane'a. Kontuzja na kontuzji, bardzo mizerne poszczególne spotkania w Primera Division oraz w Lidze Mistrzów i ogólnie gra niezapowiadająca niczego wielkiego. Z meczu na mecz jednak sprawy zaczęły się prostować, a wyniki stały się lepsze. Kluczem do tego okazał się znaczny progres w grze w drugiej linii poparty eksplozją formy poszczególnych piłkarzy. A do tego w Madrycie powoli czyni się kolejne kroki w kierunku wzmocnienia linii pomocy…


Udostępnij na Udostępnij na

Mając na uwadze fakt, że era stałego trio Kroos–Modrić–Casemiro powoli dobiega końca, Florentino Perez chce się zabezpieczyć na wypadek konieczności zmian. Na ten moment Real w swojej artylerii ma już wielu pomocników światowej klasy i powoli miejsca zaczyna dla niektórych brakować. A w perspektywie są jeszcze zawodnicy będący na wypożyczeniu i ci od wielu miesięcy łączeni z klubem z Estadio Santiago Bernabeu.

Władca środka pola

Bez dwóch zdań odkryciem rundy jesiennej okazał się Federico Valverde. Niegdyś marny zmiennik Casemiro, grający z braku laku, w sytuacjach, gdy brakowało innego wyjścia, dziś profesor drugiej linii, który zadomowił się w jedenastce Realu i niespecjalnie myśli, żeby z niej wychodzić. Tylko sześciu piłkarzy rozegrało jak dotąd w lidze więcej spotkań od Urugwajczyka i na tym etapie sezonu brakuje mu już tylko jednego spotkania, żeby wyrównać wynik rozegranych meczów ligowych z poprzedniego sezonu. Do tego w La Liga dołożył dwa gole, co sprawia, że ma ich więcej od m.in. Garetha Bale’a, Edena Hazarda, Luki Jovicia i Viniciusa. Sprzedając w tym momencie Urugwajczyka, „Królewscy” zgarnęliby 10-krotność kwoty, jaką zapłacili za niego, gdy przychodził na Santiago Bernabeu. Rzecz jasna nikt w Madrycie nie myśli o tym, aby pozbywać się Valverde, bo jakość, jaką może on dalej wnosić do gry Realu, znacznie przewyższa te 50 milinów euro, na jakie jest wyceniany.

Urugwajczyk już powoli do historii zaczyna wchodzić po tym, co zrobił w finałowym meczu o Superpuchar Hiszpanii. Pod koniec dogrywki przy stanie 0:0 z premedytacją sfaulował biegnącego sam na sam Alvaro Moratę, za co, co jasne, obejrzał czerwoną kartkę, ale jednocześnie uratował swoją drużynę przed stratą gola. Real w rzutach karnych pokonał Atletico 4:1, a jak na ironię miano MVP otrzymał właśnie Valverde. Nie brakło zatem porównań do jego rodaka – Luisa Suareza, który w ćwierćfinale mistrzostw świata w 2010 roku, odbijając piłkę ręką z linii bramkowej, zapewnił swojej reprezentacji grę w serii „jedenastek”, a następnie awans do półfinału mundialu. Bo przecież do annałów futbolu nie trzeba wchodzić dzięki wspaniałym bramkom czy spektakularnym interwencjom…

Gwiazda na gwieździe

Valverde to piłkarz przyszłości, dopiero wchodzący na salony, jeszcze pukający do wielkiego futbolu. Natomiast zawodników będących na Evereście światowej piłki nożnej Real w swoich szeregach też ma wielu. I środek pola jest nimi przepełniony. Wspomniany tercet Kroos–Modrić–Casemiro na trzy lata zdominował europejski środek pola. Żaden klub nie miał u siebie pomocników, którzy mogliby się zbliżyć do poziomu tej trójki. W tych piłkarzach było wszystko – fantazja, doświadczenie, pomysł na grę, wizja… Wszystko. Obecnie już tej samej jakości nie prezentują, ale dalej jest to absolutny top. Największym przegranym ery tej trójki stał się Isco – piłkarz w pewnym momencie grający na takim poziomie, który gwarantowałby mu występy w podstawowym składzie we wszystkich klubach na świecie. Ale nie w Realu. Ilekroć wchodził z ławki, to dawał coś ekstra do gry. Tyle że wizja gry francuskiego trenera Realu niezmiennie opierała się na niemiecko-chorwackiej dwójce kreatorów i brazylijskiej skale rozbijającej ataki rywali. I Hiszpan stał się więźniem tej filozofii.

Pomału należy sobie zacząć zliczać piłkarzy z drugiej linii „Królewskich”, którzy jeśli dotrwają, to od przyszłego sezonu na nowo będą walczyć sobie o miano gry w pierwszej jedenastce. Valverde, Modrić, Kroos, Casemiro, Isco – na razie mamy pięciu. A należy pamiętać, że system gry Realu w większości opiera się na zestawieniu 4–3–3, zezwala na grę trójki środkowych pomocników. A przecież chętnych jest znacznie więcej, niekoniecznie tych z pierwszego rzędu. Od sezonu 2019/2020 w Madrycie po dwóch latach znów zawitał James Rodriguez. Owocny czas w Bawarii pozwalał myśleć, że walka o skład w Realu nie musi być abstrakcją. Rzeczywistość jednak łatwa dla Kolumbijczyka nie jest. Siedem występów w La Liga, pojedyncze mecze w Champions League i Copa del Rey, sumując – marnych dziesięć spotkań w tym sezonie w koszulce „Los Blancos”. Słabo jak na pomocnika takiego kalibru, będącego przecież w wieku idealnym dla piłkarza (28 lat). Fakt faktem jednak, za wielu argumentów James nie dał Zidane’owi, żeby na niego częściej stawiać.

Z roku na rok w Madrycie przybywa zawodników młodych, mających być przyszłością klubu, ale już powoli wdrażanych do wielkiej piłki. W drugiej linii takim piłkarzem ma być Brahim Diaz, tyle że w przypadku jego tempa rozwoju i wdrażania kluczowy pozostaje przysłówek powoli. Bilans obecnego sezonu w jego wykonaniu specjalnie imponujący nie jest – cztery zagrane mecze. Więcej ma nawet drugi bramkarz, Alphonse Areola, a mniej jedynie Mariano. W kontraście do Jamesa Rodrigueza tu mówimy o piłkarzu młodziutkim z rocznika 1999, który do wielkiego grania jeszcze ma mnóstwo czasu. Ale i tak ogrania mu potrzeba. W jego wypadku pojawił się wątek wypożyczenia do Getafe, tyle że przeszkodą o dziwo miał być sam piłkarz, którego ambicjami jest stała gra dla Realu i usilnie chce sobie zapewnić miejsce w jedenastce. Realnie na to patrząc, szanse są bliskie zeru, ale być może Brahim Diaz widzi jakieś inne wyjście w sytuacji braku gry u Zidane’a.

Wielkie powroty

Pokaźną drużynę Real Madryt mógłby stworzyć z samych piłkarzy będących na wypożyczeniu. A wśród nich są także niekwestionowane perełki europejskiej piłki. Martin Odegaard przez wielu (zresztą trudno powiedzieć, że bezpodstawnie) był uważany za kolejny niewypał, który na dobre przepadł na piłkarskiej mapie Europy. Jednak w Realu Sociedad w pełni się odnalazł i obecnie jest jednym z najbardziej obiecujących pomocników młodego pokolenia. Kosmiczny sezon na Anoeta i profesorska gra w drugiej linii sprawiają, że na Bernabeu wszyscy z niecierpliwością oczekują na jego powrót. W ciągu 17 spotkań Norweg zdobył cztery gole i zanotował pięć asyst, a przede wszystkim stał się liderem niezwykle widowiskowo grającej drużyny Imanola Alguacila. Parę lat temu spisany na straty złoty chłopiec norweskiej piłki na nowo zaczyna błyszczeć. Jeśli podtrzyma impet, grając dla „Królewskich”, to wielka kariera stoi dla niego otworem.

Na początku sezonu, gdy linia pomocy Realu nic specjalnego nie grała, Dani Ceballos był upatrywany jako pewniak do pierwszego składu po powrocie z wypożyczenia. Na ten moment już sprawa wygląda nieco inaczej. Od ponad dwóch miesięcy Hiszpan nawet nie powąchał w klubie meczowej murawy. Kontuzja wykluczyła go z gry w kolejnych 11 spotkaniach, a potem do składu już się wrócić nie udało. I na tę chwilę trudno wypatrywać w pomocniku Arsenalu materiału na piłkarza pierwszego składu. Choć, rzecz jasna, jest to zawodnik z ogromną przyszłością, wydawało się nawet w pewnym momencie, że skrojony pod Real Madryt. Można odnieść wrażenie, że jeśli tylko wróci do regularnej gry, to tak czy inaczej przyda się „Los Blancos”. Może nie zawsze jako pierwszy wybór Zidane’a, ale często jako człowiek od zadań specjalnych.

Transfery na miarę „Los Galacticos”?

Już podczas letniego okienka transferowego bardzo często przewijał się temat wzmocnienia pomocy w Realu Madryt. Patrząc na to, jakich piłkarzy tam Królewscy mają, to można sobie zadać jakże uniwersalne pytanie: „A komu to potrzebne? A dlaczego?”. Florentino Perez wydaje się już szukać nowych twarzy, spodziewając się zmierzchu ery weteranów „Los Blancos”. W zasadzie cele transferowe od lata pozostają identyczne. Wypatrując nowych zawodników, prezes „Los Blancos” najchętniej patrzy na piłkarzy z krajów Beneluxu. W zasadzie pewnym można być, że Christian Eriksen nie przedłuży kontraktu z Tottenhamem, który wygasa mu wraz z końcem sezonu. I z tego Real chce skorzystać. Zainteresowanie Duńczykiem trwa już jakiś czas, ale wydaje się, że teraz okazja na jego sprowadzenie jest idealna. Charakterologicznie piłkarz podobny do Isco, tyle że będący w lepszym momencie kariery niż Hiszpan. O transfer największy bój madrycki klub musi stoczyć z Interem, któremu także bardzo zależy na sprowadzeniu Duńczyka. Real chce Eriksena, ale czy Eriksen chce koniecznie do Realu? Odpowiedź może paść jeszcze w trakcie zimowego okienka.

Nieco bardziej skomplikowana sprawa jest z Donnym van de Beekiem. Holender, jako jedna z nielicznych gwiazd Ajaksu poprzedniego sezonu, postanowił zostać w stolicy. I na razie niespecjalnie mu się spieszy, żeby stamtąd uciekać. Z wypowiedzi piłkarza Ajaksu można wyczytać, że sezon planuje dograć w Holandii, a o przyszłości zadecyduje po mistrzostwach Europy. Władzom Realu bardzo miało zależeć na jego sprowadzeniu i nie zamierzają odpuszczać w walce o transfer van de Beeka. Zidane optował za kupieniem Pogby, lecz w ostatnich swoich wypowiedziach Perez zdaje się dał odpowiedź, że nie pozostaje zainteresowany Francuzem. Priorytetem dla niego jest 22-latek.

Poza tym Real chce kontynuować politykę sprowadzania młodych brazylijskich piłkarzy. Wypalił wariant z Viniciusem, w obecnej kampanii bryluje Rodrygo, więc tym razem sięgnięto po Reiniera. 17-latek wychowywał się we Flamengo i stamtąd za 30 milionów euro ma trafić na Santiago Bernabeu. Testy medyczne Reinier miał zdać bez problemu, także pozostają już formalności, finalizacja transferu i prezentacja Brazylijczyka. A ma to być jedynie pierwszy z kilku ruchów transferowych Realu Madryt przeprowadzonych zimą. I tu możemy skończyć liczenie – jeśli Real utrzyma wspomnianych wcześniej obecnych swoich pomocników, dołoży wracających z wypożyczeń Odegaarda i Ceballosa oraz zakontraktuje któregoś z dwójki Eriksen – van de Beek, to sezon 2020/2021 zacznie z dziesięcioma pomocnikami światowej klasy w kadrze. Obłęd.

Komentarze
MJ (gość) - 3 miesiące temu

Nawet jeśli Real ma kłopot bogactwa, to pomimo ogromnych pieniędzy ta ekipa za Zizou posiada nieprawdopodobny mental i potrafi się motywować na wielkie mecze. Mają też przynajmniej bardzo dobrego zawodnika na każdej pozycji. City, które przespało okienko i ma ogromne dziury w defensywie, może spodziewać się piekielnego, cholernie trudnego dwumeczu. Dla mnie Real pod Zizou to jeden z faworytów LM, City przejdą gładziutko i mimo że nie jestem ich fanem, to imponuje mi ich odmiana.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze