Sobota w rosyjskiej Premier Lidze nie przyniosła wielkich piłkarskich emocji. W dwóch meczach z boisk wiało nudą, a zgromadzeni na stadionach kibice zobaczyli zaledwie dwa gole. W Moskwie padł za to sensacyjny wynik, który właściwie przesądza o mistrzostwie kraju.
Derby stolicy największego kraju świata zawsze elektryzują fanów futbolu nad Wołgą. Ma to miejsce zwłaszcza, gdy gra idzie o wysoką stawkę. Taka była właśnie stawka dla CSKA, który musiał pokonać Spartaka, żeby jeszcze liczyć się w walce o najwyższe trofeum. Zdecydowanym faworytem starcia na Łużnikach była ekipa Walerego Gazzajewa. „Wojskowi” triumfowali w ostatnich sześciu ligowych potyczkach, podczas gdy podopieczni Michaela Laudrupa prezentowali się nijak. Na niekorzyść teamu sobotnich gości przemawiał fakt, że od ponad pięciu lat „Miaso” nie wygrali z rywalami zza miedzy. Od pierwszych minut spotkania więcej inicjatywy mieli gospodarze. Jednak w ich akcjach wyraźnie czegoś brakowało. Szwankowało przede wszystkim ostatnie podanie otwierające drogę do bramki Stipego Pletikosy. Defensorom „Czerwono-białych” udawało się odcinać od podań Ałana Dzagojewa. Osamotniony w linii ataku Vagner Love niewiele mógł zdziałać. Spartak ograniczył się do kontrataków, które potrafiły sprawić nieco problemów miejscowym, ale zarówno Igor Akinfiejew, jak i formacja obronna pod wodzą Siergieja Ignaszewicza, spisywali się bez zarzutu. Do przerwy utrzymał się rezultat bezbramkowy, z którego najbardziej cieszyli się czekający na pojedynek z Saturnem gracze Rubinu.
Po przerwie „Wojskowi” wyszli na boisko jeszcze bardziej umotywowani do walki o zwycięstwo. Zaczęli z wysokiego „C”, nieco się przy tym odkrywając. W 56. minucie nadziali się na kontrę, która okazała się dla nich brzemienna w skutkach. Skończyła się ona podaniem do Nikity Bażenowa, który uderzył piłkę na tyle precyzyjnie, że Igor Akinfiejew nie był w stanie zapobiec wpadnięciu jej do siatki. W ten sposób Bażenow, nie dość, że w tym sezonie wpisał się na listę strzelców po raz szósty, to jeszcze zdobył jubileuszową, pięćsetną bramkę sezonu 2008 w Premier Lidze. Gazzajew postawił wszystko na jedną kartę. Zmienił nastawienie na ultraofensywę, podpowiadał swoim zawodnikom, pokrzykiwał na nich. Nerwy stawały się coraz większe. Z każdą minutą mistrzostwo Rosji coraz bardziej oddalało się od CSKA. W 84. minucie nie wytrzymał Jurij Żirkow. W ciągu dwóch minut w idiotyczny sposób zarobił dwie żółte kartki, osłabiając swój zespół. Możliwości ofensywne stały się ograniczone przy braku jednego piłkarza na boisku. Ostatecznie Spartak dowiózł wynik do końca i zainkasował kolejne trzy punkty. Jego przeciwnicy są w opłakanej sytuacji. Ich strata do Rubinu po tym weekendzie będzie wynosiła co najmniej siedem oczek, a jeśli jutro team z Kazania pokona Saturna, już nic nie zabierze im historycznego mistrzostwa.
W drugim dzisiejszym meczu ustępujący czempioni, gracze Zenitu, pokonali 1:0 outsidera z Chimek po bramce Danny’ego.










