W miniony weekend zakończył się 17. sezon piłkarski w historii niepodległej Rosji. Były to rozgrywki pod paroma względami wyjątkowe. W pamięci kibiców zapiszą się przede wszystkim przez pryzmat europejskich sukcesów Sbornej i Zenitu Sankt Petersburg, letniego kryzysu potentatów oraz wręcz rewelacyjnej postawy tych, na których nikt wcześniej nie stawiał.
Wyścig o mistrzostwo największego kraju świata zakończył się zwycięstwem prowadzonego przez Kurbana Bierdyjewa Rubinu. Trzeba przyznać, że z perspektywy całego sezonu mistrzostwo ekipie ze stolicy Tatarstanu jak najbardziej się należało. Gdy największe firmy na rosyjskim rynku piłkarskim rozpoczynały rozgrywki niemrawo i ospale, kazańczycy odnosili zwycięstwo za zwycięstwem. Udało im się powtórzyć zeszłoroczny wyczyn warszawskiej Legii – 7 kolejnych wygranych w pierwszych siedmiu kolejkach. Potem złożona przez trenera z Turkmenistanu maszyna nieco się zacięła i zdobywanie kolejnych punktów aktualnym mistrzom szło o wiele ciężej. Po porażce ze Spartakiem Moskwa nie potrafili oni pokonać o wiele niżej notowanych: Szynnika, Kryljów Sowietow, Saturna, Tereka, CSKA (wówczas znajdował się na dalszej pozycji w tabeli) i Łucz-Energiji i tylko panującemu wśród największych rywali kryzysowi zawdzięczali to, że wciąż prowadzili. Gdy wydawało się, że na stadionie Centralnym zostaną rozgromieni przez ówczesnego czempiona, zespół Zenitu, kazańczycy odrodzili się, ponownie zaczęli wygrywać. Maszyna nabierała tempa, a gdy była już rozpędzona, bez większych problemów rozjechała po kolei: Dynamo, Amkar i Spartak. Ich świetna passa, poza wpadką z FK Moskwa, trwała do 27. kolejki, kiedy to zwycięstwem nad Saturnem zawodnicy Rubinu uczcili pięćdziesięciolecie klubu pierwszym w jego historii mistrzostwem. Smakowało to tym bardziej, że przed sezonem nikt nie stawiał na ekipę z Kazania, która poprzednie rozgrywki zakończyła na zaledwie 10. miejscu. Zachłyśnięci tytułem piłkarze przegrali ostatnie 3 mecze w kiepskim stylu, co nie zmieniło faktu, że we wrześniu przyszłego roku zagrają w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów.

W tych elitarnych zawodach – brązowi medaliści sprzed roku, a aktualni wicemistrzowie największego kraju świata, CSKA Moskwa. Wydawało się, że po nie najlepszym początku „Wojskowi” walczyć będą zaledwie o lokatę premiowaną jedynie startem w następnej edycji Pucharu UEFA. Jednak podopieczni najprawdopodobniej żegnającego się z klubem Walerego Gazzajewa jesienią złapali genialną formę i to właśnie oni, a nie przez długi czas goniące Rubin Dynamo i Amkar, do samego końca liczyli się w rywalizacji o najwyższe cele. Co zadecydowało o końcowej porażce CSKA? Przede wszystkim słaby start, kiedy to „Wojskowi” kilka razy w bezsensowny sposób stracili cenne punkty (remis z Szynnikiem, porażki 1:3 w Groznym). Gracze z Moskwy mogli zbliżyć się do lidera, a nawet go wyprzedzić, ale ich również dotknął letni kryzys. Potrafili pokonać Spartak 5:1, by tydzień później ulec FK 0:2. Gdy odzyskali formę i zaczęli wygrywać, ich strata do obecnych mistrzów wynosiła 10 punktów. Na ich nieszczęście aktualni mistrzowie również zaczęli zwyciężać, co zadecydowało o zdobyciu przez nich tytułu. CSKA zostało wicemistrzostwo, gra w obecnej edycji Pucharu UEFA i udział w przyszłorocznej fazie grupowej Ligi Mistrzów.











