Francja awansowała na mistrzostwa świata 2010 po barażu z Irlandią tylko i wyłącznie dzięki ręce Thierry’ego Henry’ego. Tak, w głębokim skrócie, podsumowują ww. sytuację praktycznie wszystkie światowe dzienniki, nawet niektóre francuskie. Ale czy przypadkiem nie przesadzają zbytnio z wieszaniem zawodnika Barcelony na piłkarskiej szubienicy? Czy aby nie przesadzają przyklejaniem do jego wizerunku łatki z napisem „oszust”? Ależ oczywiście, że tak.
– Będę z wami szczery, zagrałem ręką. Ale to nie ja jestem sędzią. Grałem, bo sędzia na to pozwolił – już za te słowa winny jest Francuzowi spory szacunek. Sytuacji, w których piłkarze oszukują jest bez liku. W praktycznie każdym spotkaniu ktoś symuluje faul, próbuje wymusić rzut karny czy też właśnie z premedytacją zagrywa ręką. Jaki odsetek futbolistów się jednak do tego tak otwarcie przyznaje? No właśnie. A przecież w obecnych czasach, przy masie kamer rozlokowanych po całym stadionie, nie da się ukryć na murawie czegokolwiek. Henry bez ogródek przyznał się to tego, co zrobił. Przecież jak żenujące byłoby inne tłumaczenie, gdyby zarzekał się, że ręki wcale nie było itd. A taką postawę praktykuje świetna większość zawodników.
Oczywiście, że jest to czyn haniebny, ale czy sam zainteresowany tak naprawdę mógł coś zmienić? Musiał zagrać ręką odruchowo, nie ma tutaj innej odpowiedzi. Na boisku piłkarz ma niekiedy zbyt mało czasu na reakcję, a co dopiero na etyczne rozmyślenie, czy powinien to zrobić czy nie. Poza tym stawka tego meczu, tej akcji, tej ręki była niewyobrażalnie duża. Chyba tylko Matka Teresa bo tym zagraniu ręką podbiegłaby do sędziego ze słowami: „zagrałam ręką, proszę nie uznać bramki, która daje nam awans do mistrzostw świata”. Paranoja przecież. Czy nikt z nas nie ogląda polskich lig? I to obojętnie których? Tam nie takie cuda się dzieją, ale tego wątku nie rozwijajmy, bo przecież musiałbym go poprzeć stosownymi przykładami, a nie chce mi się otwierać chociażby dzisiejszej gazety.
Taki przecież jest futbol, to gra masy błędów, zarówno ze strony zawodników, jak i arbitrów. Oczywiście, że sędzia popełnił błąd, ale czy do niego też można mieć jakieś pretensje? Przecież też jest tylko człowiekiem. Tak samo, jak nie można dziwić się temu, że w chwili obecnej miliony Irlandczyków szaleją w furii i demolują okoliczne puby, a minister tamtejszego sportu chciałby powtórzyć mecz. Zresztą nie tylko on.
Kolejnym problemem jest z kolei ukazywanie we wszystkich mediach tej drugiej strony medalu w życiu Henry’ego. Tego, że czasem zdarzało mu się „zanurkować”, że grał arogancko czy że zdradzał swoją żonę. Nie wiem, czy wszyscy oczekują od niego teraz publicznej spowiedzi i zadośćuczynienia? Szkoda, że w takiej chwili nikt nie pamięta, że chyba nie ma obecnie bardziej utytułowanego piłkarza na świecie niż właśnie Francuz. Szkoda, że nikt nie pamięta, że to on był jednym z prekursorów walki z rasizmem na stadionach, między innymi w akcji „Stand Up, Speak Up”.
Pewne jest jedno. Ten czyn, nomen omen hańbiący, którego wstydzić choć trochę powinien się każdy, będzie mu zapamiętany na długo. Tak samo, jak miało to miejsce z „boską ręką” Diego Maradony. Zastanawiam się, kiedy za to wszystko dostanie się samej FIFA, która nadal nie wie, co robić w takich sytuacjach. Federacja nawołuje do ogólnoświatowego fair play, ale nie oszukujmy się, kto tego do końca przestrzega? Tylko nieliczni. Ręka Henry’ego to też kolejny dobry moment, by zacząć dyskusję na temat korzystania z zapisu wideo podczas spotkań. Czy to jest możliwe i jak to wpłynęłoby na samą rozgrywkę? To już jednak pytania na inną rozprawę.









