Pogoń Szczecin z Wartą Poznań. Słysząc to zestawienie i biorąc pod uwagę fakt, że mecz odbywał się w Szczecinie, faworyt wydawał się jeden. Musieliśmy jednak brać pod uwagę, że to polska ekstraklasa, Warta bardzo dobrze punktuje na wyjazdach, a Pogoń ma ogromne problemy w defensywie. Ostatnia sobota karnawału, więc jeśli nie mieliście co robić, można było zobaczyć święto otwartej gry w piłkę nożną. Z nieba leciało prawdziwe konfetti jak na imprezie karnawałowej, a Pogoń Szczecin wygrała pierwsze spotkanie w tym roku.
Ten mecz był jak zabawa karnawałowa. Obie drużyny doszły do wniosku, że nie ma co kalkulować. Bawimy się. W końcu jest sobota wieczór. Jedziemy od jednego pola karnego do drugiego. Mniejsza z tym, że było to głównie spowodowane wieloma błędami. Nudno nie było. A jak jeszcze dołożymy do tego rewelacyjne zagrania „Grosika”, błąd Stipicy i wychowanka Pogoni strzelającego jej bramkę – taką ekstraklasę chcemy oglądać.
Mecz na tak
Zdajemy sobie sprawę z poziomu naszej ligi. Nie jest on najwyższy. To samo można powiedzieć o spotkaniu Pogoni z Wartą. Poziom nie był najwyższy, zdarzyły się pojedyncze zagrania, po których zrobiliśmy „wow”, ale brakowało tam uporządkowanych ataków czy pewnych schematów. To po prostu była gra na wysokiej intensywności, którą naprawdę dobrze się oglądało, z czasami absurdalnymi zagraniami. Ale tego oczekujemy od ekstraklasy. To ma być rozrywka i taką nam zapewnił mecz na stadionie im. Floriana Krygiera.
Trudno chwalić za to spotkanie którąś ze stron. Nawet Pogoń. Dla nich najważniejsze jest zwycięstwo, ale ich gra była niesamowicie szarpana. Trudno tam było zobaczyć jakąś dominację czy plan taktyczny Gustafssona. Po prostu mieli większą jakość od Warty, czego zresztą chwilami nie było widać. Nie można stwierdzić, że był to mecz, który zadał kłam słabej formie „Portowców” i od teraz wrócą oni na właściwy kurs.











