To, że Legia szuka nowego napastnika, nie jest żadną nowością. Wielu podopiecznych warszawskiego klubu w mniejszy lub większy sposób udowodniło już swoją nieskuteczność. Jest też i Marc Gual, na którego trener Feio stawia w podstawowym składzie, i nie ma co się mu dziwić. Hiszpan miewa momenty przebłysku.
Legia pokonała na wyjeździe ŁKS Łódź i awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski, w którym na własnym stadionie zmierzy się z Jagiellonią Białystok. Z dubletem, a dla niektórych z hat-trickiem zakończył to spotkanie Marc Gual i jest to trzeci raz w tym sezonie, gdy Hiszpan przekracza granicę jednej bramki. Warto więc mu się trochę przyjrzeć.
Goleadorzy w ataku Legii
Sprowadzenie nowej „dziewiątki” przez Legię nie powinno podlegać żadnej dyskusji. Grono napastników legionistów nie zapewnia tego, co najważniejsze, czyli bramek przekładających się na wyniki. Sam fakt, że aktualnie najlepszym strzelcem w lidze jest Bartosz Kapustka, może dawać do zrozumienia, że pora na zmiany wśród ofensywnych graczy.
Na chwilę obecną jako jedyny pewny gry może być Gual. Goncalo Feio w pewnym momencie przestał stawiać na Tomasa Pekharta i posadził Czecha na ławce. Konkurencja ze strony Nsane jest znikoma, jeżeli nie żadna. Podobnie ma się to do Alfareli. Tak więc drogą eliminacji pozostaje Marc Gual. Liczby Hiszpana w PKO BP Ekstraklasie zbytnio nie przekonują. Inaczej sprawy mają się, gdy spojrzymy na europejskie rozgrywki i Puchar Polski.
Uno, dos y tres
Pierwsze 45 minut w meczu z ŁKS-em w wykonaniu Marca Guala nie należało do udanych. Co prawda zanotował celny strzał na bramkę Aleksandra Bobka, jednak nie zagroził w poważniejszy sposób łodzianom. Inaczej sprawy miały się już w drugiej połowie, kiedy to od pierwszych minut uprzykrzał życie przeciwnikom. Wywalczenie rzutu rożnego, a chwilę później otwarcie wyniku po dobitce po strzale Pawła Wszołka.











