Po długiej zimowej przerwie do rywalizacji wracają piłkarze występujący w rosyjskiej Premier Lidze. Kibice futbolu w największym kraju świata już ostrzą sobie apetyt ze względu na czekający ich megahit. Już w sobotę na Arena Chimki obecny wicemistrz i wicelider tabeli, CSKA Moskwa, podejmie prowadzącego w stawce czempiona, Zenit Sankt Petersburg.

Spotkania między tymi drużynami zawsze dostarczają wielu emocji. Ma to miejsce zwłaszcza w ostatnim czasie, kiedy w głównej mierze one rywalizują o najważniejsze laury. W najbliższej konfrontacji wskazanie pewniejszego kandydata do zdobycia trzech punktów jest nie lada problemem. Przede wszystkim niewiele można powiedzieć o samej formie zawodników. Obie ekipy w tym roku mają na koncie zaledwie po jednym oficjalnym meczu. „Wojskowym” w ostatniej chwili udało się doprowadzić do remisu w starciu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Realem Madryt. Na tym samym etapie najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie petersburżanie rozprawili się z Benficą i w Lizbonie bronić będą jednobramkowej zaliczki. Biorąc po uwagę dodatkowo ostatnie wyniki z końca ubiegłego roku, więcej zyskuje Zenit. Podopieczni Luciano Spallettiego po bezbramkowym remisie z Anży pokonali 2:1 Lokomotiw, podczas gdy gracze Leonida Słuckiego nie poradzili sobie ani z Machaczkałą, ani z Rubinem. Nieco więcej moskwianom dawać będzie fakt, że grają u siebie, oraz sytuacja w tabeli i Lidze Mistrzów. Wydaje się, że przyjezdni raczej będą się oszczędzać ze względu na różnicę sześciu punktów w klasyfikacji oraz większe prawdopodobieństwo awansu do ćwierćfinału Champions League. Miejscowi zdecydowanie liczą na swojego najlepszego strzelca, Seydou Doumbię, będącego w pełni sił. Atak Zenitu przetrzebiły kontuzje. Nie zagrają Danny i Aleksandr Bucharow, w nieco gorszej formie jest Aleksandr Kierżakow. Głównego snajpera czempionów jednak godnie zastępuje Roman Szyrokow, pokonujący bramkarzy rywali jak na zawołanie w klubie i reprezentacji. Wszystko to zapowiada bardzo ciekawe widowisko. Może je zepsuć tylko brzydka pogoda oraz ewentualne oszczędzanie się obu ekip przed starciami Ligi Mistrzów.
Nieco w cieniu tego starcia odbywać się inny hit ligi rosyjskiej. Na Stadionie Centralnym w Kazaniu dwukrotny w ostatnich latach krajowy czempion, Rubin Kazań, podejmie Spartaka Moskwa. W tym przypadku wskazanie faworyta nie jest już bardzo trudne. Więcej szans na zdobycie pełnej puli punktowej daje się podopiecznym Walerego Karpina. Pierwszym argumentem przemawiającym za graczami „Miaso” jest personalnie silniej wyglądająca kara. Co prawda, w ekipie Kurbana Bierdyjewa można znaleźć znane nazwiska, jak Nelson Valdez czy Obafemi Martins, lecz ci piłkarze swoje najlepsze lata mają zdecydowanie za sobą. O wiele bardziej opiekun „Czerwono-białych” może liczyć na Emmenuela Emenike, Wellitona czy zakupionego z Evertonu Dinijara Bilialietdinowa. Na niekorzyść graczy Bierdyjewa przemawiać będzie dodatkowo osłabienie brakiem Christiana Noboi, który odszedł do Dynama Moskwa. Rubin, choć wygrał dwa ostatnie starcia ligowe przed przerwą, w tym roku nie pokazał się z dobrej strony. W kiepskim stylu pożegnał się z Ligą Europy po dwumeczu z Olympiakosem Pireus. Starcie z bardziej renomowanym przeciwnikiem stanowić będzie dla zawodników z Tatarstanu okazję, by odbudować morale. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie to Rubin częściej był górą. Czy jednak wystarczy mu ambicji i determinacji do pokonania dziewięciokrotnego mistrza Rosji? Przekonamy się o tym w poniedziałek.











