Po niezwykle emocjonującym meczu, jaki miał miał miejsce w Turynie, miejscowy Juventus pokonał 3:2 Genoę, mimo że do przerwy przegrywał 0:1. Tym samym turyńska drużyna daje jasny przekaz, iż nie zrezygnowała jeszcze z walki o udział w Champions League w przyszłym sezonie.
Piłkarskie niedzielne popołudnie na Półwyspie Apenińskim rozpoczęło się od rywalizacji Juventusu, który przed własną publicznością podejmował Genoę. Piłkarze „Bianconerrich” opromienieni zwycięstwem w poprzedniej kolejce w niezwykle prestiżowym meczu z Romą do meczu z genueńczykami podchodzili w dobrych nastrojach. W przeciwieństwie do Juventusu drużyna dowodzona przez Davide Ballardiniego nie potrafiła wywalczyć kompletu punktów w dwóch ostatnich spotkaniach. W związku z tym miała nadzieję na wywiezienie trzech oczek właśnie ze stolicy Piemontu.

Mecz dobrze ułożył się dla zespołu gości. Gra „Rossoblu” opierała się na dokładnych podaniach i spokojnym ataku pozycyjnym. I to przyniosło efekt w 7. minucie gry. Wtedy to pechowcem we własnym polu karnym okazał się Leonardo Bonucci. Niespełna 24-letni obrońca w chaosie w polu karnym umieścił piłkę we własnej bramce, co wywołało ogromną radość u graczy Genoi, którzy tym samym objęli jednobramkowe prowadzenie w meczu.
Na początku drugiego kwadransa gry ładnym crossowym zagraniem z głębi pola popisał się z kolei Alberto Aquilani. Zawodnik, który nie tak dawno powrócił do reprezentacji Włoch, obsłużył Alessandro Matriego. Jednakże napastnik Juventusu nie poradził sobie z dwoma defensorami rywali i cała akcja przeszła do historii bez korzyści bramkowej dla gospodarzy. Determinacja piłkarzy „La Vecchia Signora” do zdobycia gola wyrównującego była widoczna. W 19. minucie gry szczęścia strzałem z dystansu próbował Felipe Melo. Brazylijski pomocnik „Biało-czarnych” chciał wprowadzić w zakłopotanie golkipera rywali, ale Eduardo Carvalho był dobrze ustawiony i pewnie złapał futbolówkę w swoje ręce.
Nie wychodziły strzały z akcji, to może warto spróbować oddać strzał ze stałego fragmentu gry. Zapewne taka myśl przeszła przez głowę Simone Pepe w 24. minucie. Skrzydłowy 27-krotnego mistrza Włoch chciał zaskoczyć Eduardo uderzeniem z rzutu wolnego, lecz i tym razem na posterunku był bramkarz drużyny ze stadionu Luigii Ferraris.
Widoczny na trybunach stadionu Olimpico Alessandro Del Piero nie miał powodów do radości. Mimo że jego koledzy na murawie prezentowali się całkiem dobrze i mieli optyczną przewagę, to jednak brakowało im albo szczęścia, jak w przypadku Bonucciego w 39. minucie, albo po prostu goście skutecznie się bronili. Tu z kolei warto za przykład podać indywidualną akcję Pepe z 40. minuty, który został skutecznie zatrzymany przez GianDomenico Mesto. Pierwsza odsłona zakończyła się zatem wynikiem 0:1, co mogło zwiastować niebywałe emocje w drugiej połowie meczu.












