W sobotę w Premier Lidze zainaugurowano 24. serię spotkań. Dzisiejszego dnia rozegrano trzy spotkania. Korespondencyjny pojedynek stoczyli zawodnicy Rubinu i Dynama. Ci pierwsi walczyli o umocnienie się na pozycji lidera, drudzy o powrót do walki o najwyższe cele.
Piłkarze z Kazania byli bardzo żądni zwycięstwa nad swoimi przeciwnikiem, Spartakiem Nalczik. Przede wszystkich chcieli udowodnić, że ubiegłotygodniowa porażka z FK Moskwa to tylko wypadek przy pracy, który nie oznacza, że aktualni liderzy znowu zaczną remisować i ostatecznie zaprzepaszczą szansę na pierwsze w historii mistrzostwo Rosji. A potyczka z ekipą prowadzoną przez Jurija Krasnożana okazała się najlepszą do tego okazją. Kazańczycy wyszli na mecz bardzo skoncentrowani i od samego początku ostro zaatakowali rywala. Już pierwsza ich akcja zakończyła się powodzeniem, a piłka zatrzepotała w siatce Dmitrija Chomicza po strzale Aleksandra Bucharowa. Przyjezdni starali się odpowiedzieć, ale wszystkie ich akcje kończyły się w środkowej strefie boiska. Tymczasem miejscowi nadal napierali. Chomicz co chwilę mógł wykazywać się bramkarskim kunsztem. Jednak w 15. minucie serbski weteran Savo Milosević kopnął futbolówkę tak, że młody rosyjski golkiper nie był w stanie zapobiec utracie kolejnej bramki. Miejscowi nadal napierali, a gościom od czasu do czasu udało się przeprowadzić kontrę, którą szybko rozbijała najlepsza ligowa defensywa. Pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 2-0.
W czasie przerwy Kurban Bierdyjew starał się motywować swoich graczy do dalszej walki. Pamiętał dobrze, że Krylja Sowietow, przegrywając w takim samym stosunku premierowe 45 minut, zdołała odrobić straty i ukraść jego teamowi dwa punkty. Liderzy Premier Ligi na drugą część spotkania wyszli równie skoncentrowani. I tym razem również udało im się szybko strzelić gola. Po zaledwie ośmiu minutach gry na listę strzelców po raz drugi w czasie tej potyczki wpisał się Milosević. W tym momencie stało się jasne, że Rubin tego meczu nie przegra. Rezultat ten utrzymał się do końca, a podopieczni Kurbana Bierdyjewa uczynili kolejny krok ku historycznemu tytułowi na pięćdziesięciolecie klubu.
Okupujący trzecią lokatę w tabeli zawodnicy Dynama, jeśli nadal chcieli liczyć się w walce o mistrzostwo kraju, nie mieli wyboru. Starcie z Saturnem po prostu musieli wygrać. Trener Andriej Kobieliew musiał jednak obejść się bez swoich dwóch podstawowych zawodników: kontuzjowanego Dmitrija Chochłowa i ukaranego przed tygodniem czerwoną kartką Kiriłła Kombarowa. „Biało-niebiescy” bardzo źle zaczęli tę potyczkę. Co prawda to oni organizowali groźniejsze, ale nic nie układało się po ich myśli. Wydawało się, że w 16. minucie ich wysiłki zostały nagrodzone. Za przewinienie jednego z gości w „szesnastce” Antonina Kinsky’ego sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł ten, który uderzeniem z „wapna” tydzień temu zapewnił swojemu teamowi remis z Krylją, Luke Wilshire. Tym razem Australijczyk nie wytrzymał i przestrzelił. Nieco więcej szczęścia 600 sekund później miał Andriej Karjaka. Były król strzelców Premier Ligi po przewinieniu Żydrunasa Karcemarskasa podszedł do piłki ustawionej 11 metrów od moskiewskiej bramki i nie dał szans Litwinowi. Gospodarze starali się wyrównać, ale skomasowana obrona z Ramienskoje starała się nie dopuścić do spięć pod bramką Kinsky’ego. Sam czeski golkiper, kiedy trzeba było, stawał na wysokości zdania. Po pierwszej połowie Dynamo niespodziewanie przegrywało z Saturnem.










