Nie wiemy, czy dawne mistrzostwa bez social mediów były lepsze czy gorsze. Ale z pewnością nie znajdowały się one tak blisko przeciętnego człowieka jak dziś. Bo prawda jest taka, że czy tego chcemy czy nie, stały się one fundamentalnym elementem współczesnego sportu.
@legijny – Przecież to była ręka! Sędzia wydrukował spotkanie. Diego to kawał…
@mati – Diego to król, trzeba umieć sobie radzić.
***
@taktyczny – Francja w turnieju czołgała się jak mogła, ale Jacquet świetnie ustawił zespół na finał z Brazylią.
@motyka – Zidane grał padakę, ale dziś świetnie reżyser.
***
@fakcik – Wstyd, żenada, kompromitacja. Przegrać z jakimiś krasnalami z Korei.
@engelniewracaj – Jakim trzeba było być idiotą, by nie zabrać Iwana, tylko jakiegoś noname’a Sibika.
***
@Krzysiek – Pierwszy gol Messiego na MŚ 2006, ja wam mówię, za kilka lat pozamiata resztę
@AntyKrzysiek – Zamknij się ty miłośniku Ronaldinho, tylko CR7
***
To tylko kilka z przykładów. Zastanawialiście się kiedyś, jakbyście mogli komentować na Twitterze i Facebooku ważne wydarzenia turniejowe? Co by to było? Ręka Maradony? Geniusz Pele? Bramka z 1966 roku? Orły Górskiego? Kogo z dziennikarzy byście śledzili? Może śp. Jana Ciszewskiego lub Bohdana Tomaszewskiego?
***
Coś, co kiedyś traktowano jeszcze raczej jako miły, atrakcyjny dodatek, dziś jest już nieodłącznym elementem wielkich imprez. Social media to naturalna część każdego ważnego wydarzenia, w tym sportowych i piłkarskich turniejów. To miejsce, które naturalnie zmniejsza dystans między uczestnikami turnieju a widzami. Powoduje, że każdy z nas z biernego obserwatora staje się czynną stroną tego, co się dzieje w trakcie zawodów.
Media społecznościowe odkrywają przed nami świat wielkich imprez, ich kulisy. Zapełniają nas faktami, ciekawostkami, najdrobniejszymi szczegółami. To zupełnie inny tryb oglądania takich turniejów jak mistrzostwa świata i Euro. Jeszcze kilka edycji temu, w dobie raczkującego Internetu, nie dawały one nam takiej możliwości. A przynajmniej jeszcze niewiele osób zdawało sobie sprawę, że już wkrótce padnie „ofiarami” eksperymentu, jakim jest zmiana formy oglądania piłki nożnej.
Dziś zaś dochodzi do takich paradoksów, że wiele osób śledzi spotkania… na Facebooku lub na Twitterze. I pytani o to czy oglądali mecz, odpowiadają twierdząco. Nienormalne? Wręcz przeciwnie, znak czasów. Bo dzisiejszy widz oczekuje coraz szybszego przepływu informacji, jest zniecierpliwiony, łasy jest na wiadomości proste i konkretne. A paradoksalnie właśnie social media udostępniają mu w dużo bardziej dla niego komfortowy sposób to, co się dzieje na Euro, niż gdyby miał to otrzymać, siedząc przed telewizorem i koncentrując się przez pełne 90 minut.
Jasne, to nie oznacza, że przestajemy zupełnie oglądać spotkania. Ale coraz częściej łapiemy się na tym, że nie jesteśmy już ich w stanie oglądać bez częściowego dostępu do mediów, które wyłapują dla nas pełno smaczków związanych z tym, co za pomocą podzielności uwagi staramy się zaobserwować na ekranie telewizora lub komputera.











