FC Porto mistrzem Portugalii. Piłkarze z Estadio do Dragao zapewnili sobie tytuł, pokonując w wyjazdowym meczu największego rywala, Benfikę Lizbona, 2:1.
Tuż przed spotkaniem odbyła się miła uroczystość, w której udział wziął legendarny Eusebio, piłkarz kojarzony z największymi sukcesami Benfiki. Zaskoczeniem dla kibiców był skład gospodarzy, w którym zabrakło Oscara Cardozo.
Rozpoczęcie gry przez Porto spotkało się z gwizdami zebranych na Estadio da Luz kibiców. Po kilku sekundach spotkanie zostało przerwane, bo fani gospodarzy rzucali z trybun piłkami do golfa w zawodników Porto. Sytuację próbował załagodzić Javier Saviola. Kilkanaście sekund później znów było gorąco, gdy do gardeł rzucili się sobie piłkarze obydwu drużyn. Skutkiem tego była żółta kartka dla Pablo Aimara. Początek to walka wręcz, a nie piękna piłka nożna.
W 9. minucie przed polem karnym powalczył Hulk. Piłka trafiła do Guarina, a ten z ostrego kąta pokonał bramkarza Benfiki. Futbolówka była już praktycznie w rękach Roberto Jimeneza, ale ten niespodziewanie wypuścił ją i wrzucił do własnej bramki. Było 0:1 i Benfica musiała ruszyć do ofensywy. Tymczasem gospodarze zupełnie nie mieli pomysłu na przejście defensywy lidera, który grał coraz odważniej. Niestety, pierwszy kwadrans nie był przez to bogaty w bramkowe sytuacje, bo Benfica biła głową w mur, a Porto nie musiało się specjalnie wysilać. W 17. minucie gospodarze zdołali jednak wyrównać po pewnie wykonanym rzucie karnym. Strzelcem gola został Argentyńczyk Javier Saviola. Samo podyktowanie „jedenastki” było dosyć kontrowersyjne, ale trzeba przyznać, że kontakt między napastnikiem a obrońcą był mimo wszystko widoczny.

Następne 15 minut to w końcu pokaz ładnego futbolu. W swoim stylu zaczęli grać Falcao Radamel i Hulk. Po jednej z akcji ten pierwszy został faulowany przez Jimeneza i mieliśmy drugi rzut karny w tym meczu. Piłkę pewnie do siatki skierował Hulk i goście znów prowadzili. W 31. minucie blisko wyrównania po kombinacyjnej akcji z Nicolasem Gaitanem był Javier Saviola, ale znakomitą interwencją popisał się Helton. Był to wyraźny sygnał do tego, że gospodarze nie oddadzą łatwo w tym meczu punktów. W 35. minucie z dystansu próbował Pablo Aimar, ale piłka była uderzona tak lekko, że obroniłaby ją nawet masażysta Porto. Przez kolejne minuty nie działo się nic ciekawego. Piłkarze grali ostro, kibice rzucali z trybun kolejne przedmioty, a bramkarze mogli tylko ziewać. Dopiero w doliczonym czasie gry golkipera gospodarzy starał się zaskoczyć Guarin, ale nie przyniosło to efektu bramkowego. Na przerwę z prowadzeniem zeszli goście.
Od początku drugiej połowy do ataku próbowali ruszyć gospodarze, ale Porto nie miało zamiaru oddać środka pola. Na lewej stronie aktywny był Fabio Coentrao, którego pojedynki z Givanildo Hulkiem mogły się podobać obserwatorom spotkania. Widać, że obydwaj piłkarze mają przed sobą wielkie kariery. W 57. minucie znakomitą sytuację sam na sam z golkiperem gospodarzy zmarnował Falcao Radamel, któremu piłkę dograł gracz rywala, Sidnei. Gdyby snajper gości zdołał pokonać bramkarza Benfiki, to być może byłoby już po meczu. A tymczasem gospodarze uwierzyli w siebie i ruszyli do ataku. Mimo ich starań pod bramką Heltona przez kolejne minuty nic się nie działo. Piłkarze Jorge Jesusa zatrzymywali się zazwyczaj na trzydziestym metrze przed polem karnym FC Porto.












