Blamaż w Lidze Europy oraz wpadka w T-Mobile Ekstraklasie – tak w skrócie można opisać ostatnie tygodnie w wykonaniu Legii Warszawa. Podopieczni Jana Urbana po raz przedostatni, przed zimową przerwą, zagrają na własnym stadionie, a ich przeciwnikiem będzie Ruch Chorzów.
W normalnych okolicznościach to spotkanie nie budziłoby większych emocji. Mecz mistrza z drużyną, która walczy o środek tabeli – nic nadzwyczajnego. Tym razem jest jednak nieco inaczej. Legia Warszawa jest osłabiona o swoją, zdaniem wielu, najgroźniejszą broń. Mowa oczywiście o kibicach, którzy na trybunach się nie pojawią. Dlaczego? Odpalenie rac oraz rozwieszenie sektorówki, co do której wątpliwości miał wojewoda mazowiecki – to dwa zarzuty, które stawiał pan Jacek Kozłowski. Jego zdaniem to wystarczające powody, aby zamknąć cały stadion. Słusznie? Nie czas, żeby to oceniać. Pewne jest, że będzie to pierwszy czynnik, który będzie stał po stronie Ruchu Chorzów. Pierwszy, jednak nie jedyny.

Na wyjątkowość meczu wpłynie również historia. Pierwszy mecz Legii z „Niebieskimi” został rozegrany w… 1927 roku. Areną meczu był, dość nietypowo, stadion 1.FC Katowice, a „gospodarze” wygrali 3:1. Pierwszy powojenny mecz obu ekip został rozegrany już na boisku w Chorzowie, dwadzieścia lat później. I tym razem miejscowi okazali się lepsi, aplikując i tracąc tyle samo bramek, co dwie dekady wcześniej. Do dnia dzisiejszego obejrzeliśmy już 165 potyczek obu drużyn. Ich bilans zdecydowanie lepiej rzutuje na ekipę ze stolicy, którzy wygrali aż 67 ze wszystkich konfrontacji. O piętnaście mniej wygrywali przyjezdni. 46-krotnie warszawiacy i chorzowianie dzielili się punktami.
Jan Urban poprowadzi Legię już po raz dwusetny. Czy będzie jednak co świętować? Po porażkach z Lazio i Podbeskidziem nastroje przy Łazienkowskiej nie są najlepsze. Do tego dochodzą kontuzje, które zdziesiątkowały ekipę mistrza Polski. Lista nieobecnych jest długa na jedenaście nazwisk. Saganowski, Łukasik, Żyro, Junior, Kosecki – to tylko nieliczni z tych, którzy mogliby pomóc w zwycięstwie w środowy wieczór. Jak zdradzają sami zawodnicy, gra z taką intensywnością przysparza sporo kłopotów: – Rozegraliśmy w tej rundzie mnóstwo meczów i powoli odczuwamy zmęczenie, ale nie możemy się tym tłumaczyć – powiedział przed meczem Wladimer Dwaliszwili. – Z Ruchem musimy się zrehabilitować – dodał Łukasz Broź.
Ruch postara się tę zadyszkę wykorzystać. Przy Cichej otwarcie się mówi, że pewni siebie piłkarze zagrają o komplet oczek. Cel podróży „Niebieskich” nie jest wielką tajemnicą: – Jedziemy do Warszawy po trzy punkty – przyznał otwarcie trener Kocian. Chwilę później, nieco mniej stanowczo, dodał: –











