6. kolejka ligi tureckiej zasługuje na miano kolejki cudów. W tej serii przegrały wszystkie trzy czołowe zespoły – Galatasaray, Fenerbahce i Besiktas. Ten ostatni zespół uległ w dzisiejszym spotkaniu Sivassporowi 0:1.
Besiktas chciał przełamać złą passę faworytów w 6. kolejce i z animuszem ruszył do ofensywy od początku spotkania. Pierwszy kwadrans w wykonaniu piłkarzy mógł się podobać, jedynym mankamentem był brak skuteczności. Gospodarzy na prowadzenie mógł wyprowadzić Olcay Sahan, który w 8. minucie meczu przetestował refleks Milana Borjana. Kilka chwil później szansę na otwarcie wyniku miał Aatif Chahechouhe, lecz jemu również zabrakło szczęścia. W pierwszym kwadransie, mimo przewagi optycznej Besiktasu, w dogodnych sytuacjach było po jeden.

Dalsza część pierwszej połowy zawiodła. Sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Obie ekipy niby starały się coś tam konstruować, ale największym sukcesem było wywalczenie rzutu rożnego czy strzał na wiwat z dystansu.
Druga połowa zaczęła się zupełnie inaczej niż pierwsza. Z większą werwą zaatakował Sivasspor i choć Besiktas nie chciał pozostawać dłużny, to przewaga gości była widoczna gołym okiem. Najpierw padły dwa strzały ostrzegawcze, które oddali Eneramo i Kavuk, trzeci był już trafieniem zabójczym dla drużyny ze Stambułu. Wszystko zaczęło się pod bramką Sivassporu. Almeida wykonywał rzut wolny, lecz piłka po jego uderzeniu odbiła się od muru. To stworzyło doskonałą szansę do kontry, z której goście skrzętnie skorzystali. O bramkę nie było trudno, zespół ze Stambułu zupełnie zapomniał bowiem o obronie, zostawiając jedynie dwóch piłkarzy w strefie środkowej. Bez problemu poradził sobie z nimi Chahechouhe, który później przechytrzył też Allana McGregora, kierując futbolówkę do siatki pomiędzy jego nogami.
Po tym golu w piłkarzy Besiktasu wstąpiło coś, czego dawno nie doświadczyli. Sportowa złość wykrzesała z nich dodatkowe pokłady determinacji i waleczności, wydawało się też, że gospodarze mają teraz znacznie więcej sił niż kilka minut temu. Żeby jednak wykorzystać te aspekty na swoją korzyść, trzeba w najtrudniejszych momentach zachować nieco zimnej krwi, której piłkarzom Besiktasu zabrakło. Gospodarze stworzyli masę sytuacji, lecz żadna z nich nie przyniosła efektu bramkowego.











