Jeszcze nie tak dawno zastanawiano się, jak daleko zajdzie ekipa Marcelino Torala w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Pojawiały się nawet deklaracje, że celem jest finał. Jednak dziś kluczowe jest, czy Valencia jest już gotowa na sukces. Piłkarze źle zaczęli rozgrywki, czeka ich wiele meczów z niezwykle wymagającymi rywalami, a co więcej, rozpoczynają grę na trzech frontach. Dzisiejsze spotkanie z Juventusem zainauguruje arcytrudną kampanię.
Zawód na podwórku krajowym
Po doprawdy udanym sezonie 2017/2018 Valencia znów wskoczyła do elitarnego grona najlepszych zespołów w Hiszpanii, plasując się tuż obok „Królewskich”, „Dumy Katalonii”, jak i „Rojiblancos”. Oczekiwania były ogromne. „Nietoperze” zainaugurowały rozgrywki La Liga w dobrym stylu, remisując w hitowym starciu z Atletico. Niestety później było już tylko gorzej…
Zaczęło się od dosyć niespodziewanej porażki z Espanyolem. Katalończycy sprawili niemałą niespodziankę i wygrali owe spotkanie dwoma bramkami przewagi. Czwarty zespół ubiegłych rozgrywek fatalnie spisał się też z Levante, ponieważ tylko zremisował mimo faktu, że jego rywal grał w osłabieniu. Kolejnym potknięciem był epizod z Realem Betis, który powoli zaczyna przejmować inicjatywę w Sevilli. W Walencji nie zobaczyliśmy goli, a strzałów było dużo, bo 23. Pamiętajmy, że gracze Torali nie grali jeszcze z Realem czy Barceloną, a kłopoty, i to spore, mają już teraz, na samym początku zmagań. Siedemnaste miejsce w tabeli nie satysfakcjonuje nikogo, niemniej nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej, ponieważ „Los Che” czekają starcia z coraz to bardziej wymagającymi przeciwnikami.
Walka na trzech frontach nie jest łatwa
– My na dwa fronty wojny prowadzić nie możemy – powiedział pewnego razu do swoich żołnierzy marszałek Józef Piłsudski. Walencjanie będą prowadzić walkę już nie na dwóch, a na trzech frontach, jako że oprócz hiszpańskiej ekstraklasy dochodzą przecież jeszcze Liga Mistrzów i krajowy puchar. Wydaje się, że to UEFA Champions League jest najważniejsza dla działaczy „Nietoperzy”, ale nie można stawiać wszystkiego na jedną kartę, zwłaszcza że rozgrywki te bywają nieprzewidywalne.
Juventus, Manchester United i Young Boys – w tej grupie po prostu nie ma słabych drużyn. Co prawda już teraz do grona faworytów do awansu do fazy pucharowej zalicza się głównie „Juve” i „Czerwone Diabły”, niemniej jest także Young Boys, czyli aktualny mistrz kraju, który nie chce tylko figurować w owym gronie. Bukmacherzy typują Valencię do zajęcia trzeciego miejsca premiowanego grą w Lidze Europy i to wydaje się wielce prawdopodobne. Czy tak będzie? Okaże się wkrótce.











