Celta Vigo miała zapomnieć o traumatycznym poprzednim sezonie, który niemal zakończył się spadkiem. Wówczas do klubu z Galicji przyszedł Fran Escriba i uratował on „Celestes”. Wydawało się, że w tej kampanii, po przyzwoitej pretemporadzie i dobrych transferach, wrócą oni do walki o co najmniej środek tabeli albo nawet o europejskie puchary. Początek tego sezonu w ich wykonaniu jednak jest fatalny, a nad zbawcą z poprzednich rozgrywek wisi widmo zwolnienia.
W przygotowanym przez nas Skarbie La Liga o Celcie Vigo (link tutaj) wytypowaliśmy trzy rzeczy, które wydarzą się w trwającej od siedmiu kolejek kampanii. Po pierwsze, „Błękitni” mieli wykazywać się wolą walki, której jak na razie próżno jest szukać. „Dziś Celta jest zespołem, który rzutem na taśmę uniknął spadku do Segunda Division, dlatego celem numer jeden jest wykazanie się. Możemy spodziewać się dużej liczby kontrataków i gry opartej na ofensywie. Escriba, który pozostawał bez pracy od września 2017 roku, przyszedł, aby wnieść do zespołu dobrego ducha i wiarę w swoje siły, co w głównej mierze przesądziło o utrzymaniu w lidze. Piłkarze będą walczyć o jak najwyższe cele” – pisaliśmy w Skarbie La Liga.
Po drugie, hiszpański tercet Mina – Suarez – Aspas miał ciągnąć ten wózek. Ale w chwili obecnej wygląda to bardzo blado. Łącznie ma dwa strzelone gole i dwie zanotowane asysty. A grający z tego tria najwięcej i jednocześnie będący najbardziej doświadczonym zawodnikiem, czyli Iago Aspas, jeszcze nie znalazł drogi do bramki przeciwnika.
Jako trzecie wytypowaliśmy, to że po tak słabym poprzednim sezonie Celta wróci do walki o górne lokaty w tabeli. Jednak jeśli szybko czegoś nie poprawi, to owszem, powróci do czołówki ligi, ale tej drugiej – Segunda Division. A na tym poziomie rozgrywkowym po raz ostatni występowała w kampanii 2011/2012.
Celta i jej grzechy
Otwarcie trzeba przyznać, że klub z Galicji nie miał szczęścia do terminarza. Pierwsze trzy kolejki to mecze z Realem Madryt, Valencią i Sevillą. Umówmy się, to nie są łatwi rywale. Gorzej mogłoby być tylko wtedy, gdyby jeszcze dostał Barcelonę i Atletico, z którym zresztą grał w piątej serii gier.
Nie można jednak wszystkiego zrzucić na pecha i niefortunnie ułożony kalendarz rozgrywek. Bolączką Celty jest gra w obronie. Nie potrafiła zachować czystego konta w pięciu z siedmiu rozegranych spotkań. Bramkarz „Celestes” Ruben Blanco już dziewięciokrotnie wyjmował futbolówkę z własnej siatki. Z drugiej strony, problemy w grze obronnej to nic nowego dla klubu z Galicji. Celta praktycznie co sezon traci sporą liczbę goli. Porównując to, co ma miejsce obecnie, z tym, co było na tym samym etapie w poprzednim sezonie, zauważymy, że przed rokiem podopieczni Escriby mieli po stronie strat jedną bramkę więcej.
Ale mieli także dziesięć, a nie sześć punktów i zajmowali 8., a nie tak jak teraz 17. miejsce. Dlaczego rok temu po siedmiu meczach byli tak blisko miejsc premiowanych grą w europejskich pucharach? Odpowiedź jest prosta. Strzelali gole. Strzelał je przede wszystkim Iago Aspas.











