Pierwszy mecz pomiędzy Śląskiem Wrocław a Lokomotiwem Sofia zakończył się rezultatem 0:0. Masa niewykorzystanych sytuacji, sporo walki i inicjatywa po stronie gospodarzy to najlepsze określenia wrocławskiego starcia III rundy eliminacji do Ligi Europy.
Pierwszą, wartą odnotowania, akcją w rozgrywanym we Wrocławiu meczu była sytuacja z 7. minuty. Cristian Diaz zakręcił trzema obrońcami w polu karnym rywala, oddał strzał z najbliższej odległości, ale piłkę ostatecznie po rykoszecie wybił jeden z obrońców. Chwilę później, pod bramką Galewa zrobiło się naprawdę gorąco. Celeban wbiegł na 16. metr z futbolówkę przy nodze, po czym oddał ją lepiej ustawionemu Ćwielongowi. Charyzmatyczny skrzydłowy bez zastanowienia się, uderzył wprost w golkipera gości, a wynik był nadal bezbramkowy.

Polska drużyna w pierwszym kwadransie imponowała na tle rywala przede wszystkim dobrym przygotowaniem fizycznym, a także sporym pressingiem. Znaczna część pojedynków jeden na jeden wygrywali gospodarze. Szybki odbiór piłki sprawiał, że Śląsk częściej utrzymywał się przy futbolówce, jednak nie przekładało się to na okazje bramkowe.
Wydawało się, że Śląsk wyjdzie na prowadzenie w 22. minucie, kiedy Diaz wybiegł sam na sam z Galewem, oddał dobry, płaski strzał, ale piłka o centymetry minęła słupek bramki oponenta. Lokomotiw w zasadzie rzadko zapędzał się z akcjami ofensywnymi pod pole karne Kelemena, a momentami miał nawet problemy z opuszczeniem własnej połowy boiska.
Podopieczni Petkowa próbowali odgryzać się gospodarzom okazjonalnymi strzałami z dystansu czy uderzeniami z rzutów wolnych. Jeszcze przed przerwą kolejny raz z dobrej strony pokazał się Ćwielong. Ofensywny piłkarz gospodarzy po przejściu dwóch graczy Lokomotiwu zdecydował się na uderzenie z dystansu, po którym piłka odbiła się od jednego z obrońców i niemal nie wpadła w okienko bramki Galewa.
Po zmianie stron ponownie Śląsk ruszył do ataku jako pierwszy, a głównym bohaterem akcji był Ćwielong. Dynamiczny pomocnik był adresatem precyzyjnego dośrodkowania, które bez przyjęcia i z powietrza postanowił wpakować do siatki. Niestety dla zebranych na stadionie kibiców, podopieczny Lenczyka nie potrafił tego zrobić z dwóch metrów. Chwilę później ten sam zawodnik w sytuacji jeden na jeden z Galewem zdecydował się odgrywać piłkę do krytego Voskampa, co zakończyło się jej wybiciem przez wracającego obrońcę.












