„Mecz o wszystko” – pojęcie, które ostatnio towarzyszy naszej reprezentacji na wszystkich wielkich imprezach (o ile na nich byliśmy) lub w trakcie eliminacji do nich. Niestety w większości przypadków, a nawet za każdym razem, potwierdzały one tylko niemoc naszej drużyny. W niedzielę przyjdzie nam rozegrać kolejne spotkanie ostatniej szansy. Przypomnijmy, jak wyglądało to w ciągu ostatnich 15 lat.
10.06.2002, WC 2002, Portugalia 4 : 0 Polska
Wielkie sukcesy, znani i renomowani piłkarze, szacunek na świecie, a później? Później 16 lat zastoju i w końcu upragniony awans do Korei i Japonii. Dudek, Olisadebe, Hajto, Świerczewski, bracia Żewłakow – oczekiwania wobec tych panów były ogromne. Pierwszy mecz ma mistrzostwach po tak długiej przerwie można jeszcze było uznać za wpadkę. Porażka z Koreą sprawiła jednak, że zaczęły się kalkulacje. Nic innego niż wygrana z Portugalią nie wchodziło w grę, jeśli nasi marzyli jeszcze o wyjściu z grupy. Walka z drużyną z Półwyspu Iberyjskiego szybko i bardzo brutalnie zweryfikowała nasze umiejętności w czasie, gdy w naszej obronie bawił się legendarny Pedro Pauleta. Na otarcie łez została nam wygrana z USA, która na dobrą sprawę nikogo nie usatysfakcjonowała.
11.06.2008, Euro 2008, Austria 1 : 1 Polska
Scenariusz niemal identyczny: niesamowite odrodzenie kadry po objęciu przez Leo Beenhakkera, pierwszy w historii awans na mistrzostwa Europy, Smolarek gwiazdą eliminacji, a później co? Klasyk: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Po tym, jak kwalifikacje zakończyliśmy między innymi przed Portugalią, oczekiwania wobec naszych „Orłów” były jeszcze większe. I o ile na otwarciu byliśmy skazani na pożarcie, bo los przydzielił nam naszych odwiecznych rywali, czyli Niemców, o tyle drugi mecz z potencjalnie najsłabszą z całej czwórki Austrią miał być tylko formalnością. Okazało się, że gospodarze turnieju zwyczajnie na nas napadli, ale na szczęście mieliśmy swojego superbohatera od wielkich imprez: Artura Boruca. Wyszło tak, że jakimś cudem udało nam się uzyskać prowadzenie po bramce, która nie powinna nawet być uznana, a spotkanie zakończyło się skandalem i bardzo wątpliwym rzutem karnym dla współgospodarzy. Po tym marnym występie zostały nam tylko matematyczne szanse na wyjście z grupy, ale z Chorwacją Żurawski i spółka i tak dali ciała, więc mogliśmy pakować manatki.
09.09.2009, WC 2010 Q., Słowenia 3 : 0 Polska
Jeżeli ktoś po Euro 2008 myślał, że to koniec naszych reprezentacyjnych kłopotów, to był w dużym błędzie. Jak się okazało, był to dopiero początek głębokiego kryzysu, w jaki wpadły nasze „Orzełki”. Kadra prowadzona przez Leo Beenhakkera straciła swój blask i wydawało się, że Holender nie ma już takiego autorytetu w oczach swoich piłkarzy. Droga na mundial w RPA była bardzo kręta: zaczęło się od remisu ze Słowenią, wymęczonego zwycięstwa nad San Marino i, niespodziewanie, pokonania faworyzowanych Czechów. Później wszystko szło coraz gorzej, a rozgromienie „La Serenissima” zamydliło nam tylko na chwilę oczy. Uwierzyliśmy więc, że pokonując Słowenię na wyjeździe, uda nam się jeszcze osiągnąć baraże. Nic z tego. Kolejny mecz o wszystko, w którym wszystko zaprzepaściliśmy. Żegnaj, Leo!











